Tak było na początku…

Z myślą o rozpoczęciu biegania nosiłem się już od pewnego czasu, ale ciągle brakowało mi impulsu, który wypchnął by mnie za drzwi. W końcu wpadła mi w ręce książka Harukiego Murakami „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”. Książkę wchłonąłem błyskawicznie i następnego dnia byłem gotów do startu. No tak, ale od czego zacząć? Przecież nie można ot tak sobie po prostu wyjść i zacząć biegać, prawda?

Jako dziecko Internetu bez wahania wpisałem w Google’u hasło „bieganie”. Pierwsze forum. Drugie forum. Dobra, jesteśmy w domu, za chwilę wszystko będę wiedział – tak sobie wtedy pomyślałem. Przejrzałem wątki o rozpoczynaniu biegania, planach treningowych dla początkujących, sprzęcie… dużo tego. Interwały, easy run, wybiegania, przebieżki, tempo takie siakie owakie. Jednym słowem bełkot. Miałem wrażenie, że aby zacząć biegać trzeba najpierw przyswoić jakiś podręcznik albo najlepiej zapisać się na studia. Wyłączyłem komputer i pomyślałem, że przecież nie przygotowuję się do Olimpiady, nie chcę nawet zrzucić zbędnych kilogramów, a tylko pobiegać trochę dla przyjemności. Postanowiłem, że nie będę biegał według żadnego planu oprócz tego w mojej głowie, czyli mówiąc inaczej, według swojego samopoczucia. Decyzji tej nie podjąłem pod natchnieniem, po przeczytaniu jakiejś książki, dobudowującej do biegania jakąś niesamowitą ideologię i duchowość, a jedynie zniechęcony tym, co zobaczyłem na forach internetowych. Wiedziałem, że aby bieganie polubić i nie rzucić go w cholerę po kilku tygodniach, nie mogę się do niego zmuszać. Biegając według planu, ciągle myślałbym tylko o tym co, jak i kiedy pobiec i pewnie szybko bym się zniechęcił.

Od tamtego czasu minęło już parę lat. Dalej biegam bez żadnego bliżej sprecyzowanego planu, chociaż mam wizję swojego treningu i wiem, co powinienem w nim zawrzeć. Potrzeba taka pojawiła się jednak dopiero wtedy, kiedy zacząłem stawiać sobie konkretne cele – dystanse i czasy, które chciałbym pokonać.

Niestety, wraz ze wzrostem popularności biegania w naszym kraju, co oczywiście jest zjawiskiem niezwykle pozytywnym, obserwuję systematyczne odbieranie początkującym biegaczom radości z biegania. W Internecie czeka na nich cała armia pseudo ekspertów gotowych doradzić w każdej kwestii. Oczywiście zacząć należy od profesjonalnego planu treningowego. Dzisiaj nie można biegać już nawet 3 razy w tygodniu po 5-10 km bez odpowiedniego planu, uwzględniającego tempo i puls. A to dopiero początek.

Zazdroszczę firmom produkującym sprzęt biegowy. To samonapędzający się biznes, w którym klienci sami nakręcają marketing. Przecież żeby zacząć biegać niezbędne jest profesjonalne obuwie, ale to jeszcze nic. Najlepiej wybrać się do specjalistycznego sklepu, gdzie zostaniemy zbadani i dowiemy się, jaką mamy charakterystykę stopy. Mówiąc krótko, dowiemy się czy jesteśmy pronatorami czy supinatorami, a może mamy stopę neutralną. I nie piszą tego przedstawiciele firm, a zwykli biegacze, z których większość , nie mówię już tutaj nawet o tych początkujących, pewnie w ogóle nie wie, co te terminy oznaczają. Myślę, że można by na jednym z forów założyć na ten temat wątek. Z pewnością byłby bardzo popularny i poznalibyśmy wiele definicji powyższych terminów, które są jakże istotne dla początkującego biegacza.

Dotykamy tutaj kolejnej ciekawej kwestii, a mianowicie kontuzji. Wiadomo przecież, że większość urazów spowodowanych jest źle dobranym obuwiem. Straszy się początkujących całą gamą kontuzji, które już na nich czekają, jeśli nie dobiorą odpowiednich butów. Internetowi eksperci nie tłumaczą urazów u początkujących biegaczy przetrenowaniem, wynikającym z kiepskiego przygotowania organizmu, który w wielu przypadkach został zmuszony do wysiłku po latach wylegiwania się na kanapie albo siedzenia przed komputerem, lecz właśnie źle dobranymi butami. Kiedy zaczynałem biegać, unikałem portali internetowych poświęconych bieganiu jak ognia i chyba wyszło mi to na dobre. Kiedy bolało mnie kolano, po prostu trochę odpuszczałem. Kiedy bolały mnie łydki, po prostu się rozciągałem. Gdybym wtedy czytał fora internetowe, dowiedziałbym się pewnie, że mam całkowicie źle dobrane buty i lepiej żebym kupił coś odpowiadającego charakterystyce mojej stopy, bo inaczej długo nie pociągnę.

A jak już coś boli albo kłuje to koniecznie trzeba iść do lekarza. Sportowego rzecz jasna, bo jak biegamy te całe 40 km tygodniowo to inny lekarz nam już nie pomoże. Obserwując to, co dzieje się wśród biegaczy mam wrażenie, że mamy do czynienia z jakąś biegową hipochondrią. Każdy uraz trzeba prześwietlić, naświetlić, zaaplikować leki we wszelkiej możliwej postaci i oczywiście poddać się rehabilitacji. A przecież większość kontuzji początkujących biegaczy to błahostki, które wystarczy porozciągać i trochę wyluzować, a same przejdą. Po pewnym czasie ma się wrażenie, że bieganie to sport bardzo niebezpieczny i może tak naprawdę warto jeszcze przemyśleć całą tę sprawę.

Wszystkie te kwestie są bardzo istotne, ale dla biegaczy zaawansowanych, a nie początkujących, którzy z biegania powinni przede wszystkim czerpać przyjemność, zamiast przejmować się, że mieli o trzy sekundy za słabe tempo na dzisiejszym treningu albo nie spać po nocach, bojąc się, że zostaną kalekami przez źle dobrane buty. Jak wiadomo, kiedy zaczynamy coś robić, nie za bardzo mamy o tym pojęcie, nie wiemy jak temat ugryźć, a przez to jesteśmy bardziej podatni na sugestie osób, które przynajmniej wydają się nam bardziej doświadczone. Dlatego początkującym radzę po prostu biegać i cieszyć się spędzaniem w ten sposób czasu, a chciałbym, żeby Internetowi pseudo eksperci bardziej zastanawiali się nad tym co piszą, bo po drugiej stronie siedzą ludzie, którzy ich słuchają.

To tyle w ramach pierwszego wpisu 🙂 wkrótce więcej – stay tuned!

Advertisements

4 thoughts on “Tak było na początku…

  1. Podoba mi się to, co piszesz. Ja, razem z moim synem, zaczynałem biegać kilka miesięcy temu i jak zacząłem czytać na ten temat w internecie to zgłupiałem. A jak poszliśmy kupić buty, to w ogóle nie wiedzieliśmy o co w tym wszystkim chodzi. W końcu nie kupiliśmy super butów, bo są dla nas po prostu za drogie, ale biegamy coraz dłuższe dystanse i jakoś dajemy radę, a nawet nam się coraz bardziej to podoba. Ostatnio zaczęliśmy nawet o tym naszym bieganiu pisać (http://biegac-czy-nie.blogspot.com). Tak więc dzięki za ten tekst, są więc jeszcze normalni, zwykli biegacze, którzy biegają dla przyjemności 😉 Pozdrawiam!

  2. Hej 🙂
    Cieszę się, że podoba Ci się mój tekst. Według mnie, dla takich biegaczy jak my, radość z biegania powinna być priorytetem.
    Też macie ciekawy pomysł na swojego bloga – takie podwójnie, międzypokoleniowe spojrzenie 😉
    Pozdrawiam

  3. Właśnie wpadłam na Twojego bloga i bardzo mi sie podoba. Biegałam wcześniej ale miałam rozpisane dokładne plany treningowe z wyliczoną każdą sekundą i tętnem. I chyba robiłam to trochę na siłę bo w końcu zrezygnowałam. Od dłuższego czasu znów chciałam zacząć biegać ale nie wiedziałam jak się za to zabrać, jakie dystanse, jakie tętno, jakie wymagania wobec samej siebie. Do tego dochodzi zima – śnieg na drogach= mokre buty, więc zaraz się przeziębię. I tak mija kolejny dzień kiedy myślę jak zacząć i odkładam bieganie „na jutro”.

    Twój wpis dał mi dużo do myślenia. Bardzo dobrze napisane. Już nie mogę się doczekać kiedy jutro rano po prostu nałożę coś na siebie i wyjdę z domu, będę biegła przed siebie, bez pulsometru, bez zegarka. Dla czystej przyjemności 🙂
    Monika

  4. Cieszę się bardzo, że mój post Cię zachęcił do powrotu do biegania!

    Ja na początku miałem bardzo proste założenie – biegać mniej więcej trzy razy w tygodniu. Kondycję miałem beznadziejną, więc o dystansach powyżej 5 km przez pierwsze tygodnie nie było w ogóle mowy. Zresztą nie mierzyłem wtedy dystansu. Marszobieg był dla mnie czymś naturalnym i cieszyłem się z każdych dodatkowych 100 metrów, które udało mi się przebiec. Byle dobiec jeden zakręt dalej niż poprzednio… aż do wiaduktu… Pamiętam moją radość, kiedy pierwszy raz dobiegłem (bez przerwy) do lasu, czyli mniej więcej 2,5 km.

    Dzisiaj może brzmi to śmiesznie, ale tak było i chyba właśnie dzięki temu polubiłem bieganie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s