Czasołamacze

Czekam na start po azjatyckiej stronie Stambułu. Jest chłodno, wietrznie i zanosi się na deszcz. Jestem całkowitym żółtodziobem i nie za bardzo wiem, gdzie się podziać. Trochę truchtam, trochę się rozciągam, ale bardziej dla zabicia czasu niż dla rozgrzewki. W końcu start. Biegniemy przez most nad cieśniną Bosfor prosto do Europy. W tłumie biegaczy biegnie mi się świetnie i nawet nie zauważam, jak mijamy kolejne kilometry. Im dalej jednak, tym luźniej, samotniej i daje o sobie znać moje kiepskie przygotowanie i za szybki start. Drugą połówkę okrutnie męczę. Około 25 km rozważam nawet zejście z trasy, ale ostatecznie uznaję, że to głupi pomysł bo nie mam jak z powrotem dostać się do centrum. Człapię więc dalej. Po 30 km czuję się już trochę lepiej, a po 35 km dołącza do mnie trochę starszy biegacz i razem biegniemy już do mety, zajadając się jabłkami z ostatniego punktu odżywczego. Kiedy przekraczam linię mety zegar pokazuje ponad 4 godziny i 50 minut. Słabo jak nie wiem co, ale w ogóle się tym nie przejmuję. Razem z moją dziewczynę idziemy na chwilę do namiotu, potem do hostelu przebrać się. Promem przepływamy z powrotem do Azji, idziemy na pociąg i do domu. Dogorywając w przepełnionym pociągu, myślę tylko o medalu, który jest w plecaku. Udało się, zrobiłem to, przebiegłem maraton. Jestem z siebie dumny, chociaż wiem, że nie dokonałem jakiegoś niesamowitego wyczynu. Już z mieszkania dzwonię do Polski, do domu, pochwalić się. Nikt nie zwraca nawet specjalnej uwagi na czas, tylko na fakt pokonania maratonu. Wujek z jakiegoś powodu długo nie może w to uwierzyć. 

Gdyby ktoś wtedy zapytał mnie czy jestem maratończykiem albo czy uważam się za maratończyk nie wiedziałbym, co odpowiedzieć. W ogóle nie rozpatrywałem tego w tym kontekście, który zresztą wydaje mi się całkowicie absurdalny. W dzisiejszym świecie mamy nieodpartą potrzebę nazwania wszystkiego, opisania, sklasyfikowania i zaszufladkowania. A przecież chyba nikt nie biega maratonów po to, żeby napisać sobie na wizytówce albo drzwiach wejściowych „maratończyk”. A może jednak?

Nie istnieje żadna definicja maratończyka dlatego niektórzy na siłę próbują wymyślać kryteria, które pozwoliłyby im oddzielić siebie, czyli wytrawnych biegaczy amatorów, prawie zawodowców, sportowców na niepełny etat od biegowego motłochu, całej tej swołoczy, która wlecze się na pograniczu limitu czasu.

Główne i podstawowe kryterium to oczywiście czas w jakim pokonaliśmy te 42 km z hakiem. Dla różnych osób granica przyzwoitości jest różna: 4 godziny, 3 godziny 30 minut, a niektórzy powiedzą może nawet, że należałoby zejść poniżej 3 godzin. Jak już napisałem, czas maratonu mam beznadziejny, ale za to półmaraton udało mi się niedawno pobiec w 1h42minuty z sekundami, więc od dzisiaj aż do lepszych czasów dumnie będę nazywał siebie „przyzwoitym półmaratończykiem”.

Są jeszcze inne, bardziej absurdalne kryteria. Chociażby fakt, czy cały dystans pokonało się biegiem czy może trochę podchodząc. Wyjątek robi się oczywiści na punktach odżywczych, chociaż nie jestem pewien czy słusznie, bo przecież elita nawet wtedy się nie zatrzymuje. Niektórzy stosują jeszcze inne, jakże miarodajne kryterium należytego przygotowania do biegu i wysiłku włożonego w samo jego pokonanie.

Nikogo jednak kto czyta internetowe fora poświęcone bieganiu, a nawet prasę tematyczną, takie bezcelowe dyskusje nie powinny dziwić. Niestety, ale wysoki poziom niektórych biegaczy nie przenosi się na jakość ich wypowiedzi, bez względu czy są to tylko komentarzy, wpisy na prywatnych blogach, czy nawet drukowane artykuły. Duch rywalizacji jest w nich tak silny, że przejawia się nawet w świecie wirtualnym. Tak bardzo są zaciekli i tak bardzo starają się swój wynik wyśrubować, że zapominają, że ich głównym, jeżeli nie jedynym, rywalem są szybko zmieniające się cyferki na zegarku.

Nie robicie na mnie wrażenia czasołamacze. Z perspektywy zawodowego sportu wasze 3:45, 3:28 i 2:59 jest warte tyle samo co moje 4:50. Tyle samo, czyli nic. Tak więc następnym razem postarajcie się bardziej i zamiast leczyć swoje niespełnione ambicje pokażcie, że umiecie jeszcze odnaleźć w bieganiu beztroską radość i przybiegnijcie na metę z uśmiechem
Reklamy

3 thoughts on “Czasołamacze

  1. A ja się nie zgodzę że wynik nie ma znaczenia. Może dla autora tego postu mój wynik jest warty „nic” ale ja biegam dla siebie a dla mnie mój wynik jest bardzo ważny. Każda urwana minuta to wiele wysiłku włożonego w trening i wielka radość dla mnie. Jaki jest ten wynik cyferkami nie będę podawał bo tego nie ma co porównywać do innych – mój maraton to moja walka ze samym sobą.
    Nie udzielam na forach w dyskusjach kogo można nazwać maratończykiem. Dla mnie bycie maratończykiem to przebiegnięcie maratonu (bo to jest bieg maratoński a nie marszobieg) i wg tej zasady trenowałem – nie odpuszczałem końcówek długich biegów i udało mi się – w zeszłym roku przebiegłem maraton! Jestem z tego bardzo dumny że wygrałem z samym sobą – nie odpuściłem i biegłem nawet gdy tempo spadło dramatycznie to biegłem i dobiegłem do mety uśmiechem i podniesionymi rękami.

  2. Mój czy Twój wynik nie ma żadnej wartości z perspektywy zawodowego sportu – tak napisałem. Mój wynik ma dla mnie znaczenie i też cieszę się „z każdej urwanej minuty”, ale nie ma według mnie większego sensu robić z naszych wyników wyznaczników poziomu sportowego dla ogółu biegaczy i wyznaczać absurdalnych „limitów”, od których można nazywać siebie maratończykiem. Bieg czy marszobieg, nie zastanawiam się nad tym. Każdy biegnie czy idzie jak chce. Określenie „maratończyk” samo w sobie z jakiegoś powodu wydaje mi się już naciągane… osobiście nie odczuwam potrzeby takiego „nazywania”.
    Pozdrawiam
    Paweł

  3. Podzielam opinię. 🙂
    Ja maratończykiem poczułem się nie po „przebiegnięciu” maratonu, ale paradoksalnie w kilka tygodni po pierwszym maratonie. Kiedy po krótkiej przerwie wróciłem do monotonii treningów, pomimo złej pogody, śniegu i mrozu. Zrobiłem to, choć mi się nie chciało, byłem zmęczony i było jeszcze 101 innych wymówek. „Bo czasem trzeba”. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s