Bieg Bez Granic

czyli dycha w strugach deszczu

W strugach coraz mocniej padającego deszczu, udałem się na linię startu Biegu Bez Granic, który zaplanowany był na godzinę 16:00. Usłyszałem wtedy, jak przez ogólny szum i hałas, przebija się niewyraźny głos spikera, oznajmiającego, że ze względu na duże zainteresowanie biegiem i dużą liczbę biegaczy, którzy ciągle jeszcze się zapisują, start opóźni się o przynajmniej 15 minut. Możecie się domyślać, jakie słowa w pierwszej chwili kotłowały mi się w głowie. Bynajmniej nic miłego na temat organizatorów. Poczłapałem jednak potulnie do pobliskiego namiotu i próbowałem się trochę rozgrzać. Wtedy też przypomniałem sobie, że biegnę przecież dla przyjemności, której nie zepsuje mi jakieś tam 15 minutowe opóźnienie.

W oczekiwaniu na opóźniony start… z uśmiechem 🙂

O 16:20 zabrzmiał wystrzał i ruszyliśmy na 10 kilometrową trasę poprowadzoną ulicami Raciborza. Ja jak zwykle usytuowałem się na starcie gdzieś po środku prawie 400 osobowej stawki biegaczy. Zaraz po starcie było dosyć ciasno, a ja zostałem trochę przyblokowany i w efekcie zostałem w tyle. Szybko udało mi się jednak wyjść na bardziej strategiczną pozycję przy krawężniku i mogłem bez większych przeszkód przyśpieszyć. Jak można się domyślać, wkrótce zrobiło się też dużo luźniej, dzięki czemu mogłem utrzymywać w miarę równe tempo około 4:30 minuty na kilometr.

Na trasie miałem również przyjemność spotkać biegaczy, którzy czytają Heavy Runs Light. Rozmawiając trochę o butach, sandałach i generalnie o bieganiu „pędziliśmy” w trójkę do mety. Towarzystwo na trasie zawsze jest mile widziane, a przy takiej aurze szczególnie pomaga zmotywować się do większego wysiłku.

Deszcz lał niemiłosiernie, a do tego jeszcze wiało, ale wbrew pozorom biegło się całkiem dobrze. Kałuże, które miejscami przyjmowały formę strumyków albo jeziorek przyjemnie chłodziły stopy… a nawet łydki. Czułem jak skórzane SKORY, w których biegłem „cudownie” nasiąkają wodą i stają się coraz cięższe, ale tak naprawdę i tak biegło się w nich świetnie.

Na ostatnim kilometrze trochę jeszcze przyśpieszyłem i kiedy mijałem linie mety zegar pokazywał 45 minut bez paru sekund, co mniej więcej zgadza się ze wskazaniami mojego Garmina. Oficjalnych wyników jeszcze nie ma, za co organizatorzy zbierają w Internecie cięgi od biegaczy, ale i tak zaliczam ten bieg do udanych.

Przemoczone skórzane SKORY będą dłuuuugo schnąć

Na mecie każdy biegacz otrzymywał całkiem ładny medal oraz koszulkę. Jak na darmowy bieg, całkiem nieźle. Mimo pewnych niedociągnięć organizacyjnych, myślę że możemy uznać imprezę za fajną i godną polecenia. Wiem, wiem… do pełnej dychy brakowało prawdopodobnie kilku metrów, pomiar czasu pozostawia wiele do życzenia, opóźniony start. Pamiętajmy jednak, że kiedy większość ludzi siedziała w domu i narzekała na fatalną pogodę, my świetnie się bawiliśmy.

Reklamy

3 thoughts on “Bieg Bez Granic

  1. Masz rację, zabawa była przednia. Jest to mój pierwszy bieg, zatem jeszcze nie mam porównania z innymi tego typu imprezami, ale mi się podobało. Teraz tym bardziej czekam na mój kolejny start. Pozdrowienia, Sebastian

  2. Im chłodniej tym lepiej się biega, a tu jeszcze deszcz … W podobnych
    warunkach zrobiłem życiówkę w półmaratonie Silesia. Jak na darmowy bieg to
    nie ma co narzekać. Brawa dla prezydenta Raciborza, który również startował.

  3. Jeżeli planujesz kolejny start to może półmaraton w Rybniku 26. maja? Bieg kameralny, bez bajerów, ale za to atmosfera jest świetna. Wpisowe też symboliczne. Ja już się zapisałem, więc daj znać jeżeli będziesz się wybierał 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s