Luna Sandals Leadville Pacer

Poniższa recenzja została już opublikowana na TestyOutdoorowe.pl 8 grudnia 2012 roku. Chciałem ją teraz przypomnieć w związku ze zbliżającą się publikacją recenzji nowego modelu Luna Sandals Mono… i chciałem, żeby tekst o Leadville’ach był również bezpośrednio na Heavy Runs Light 😉

Barefoot Ted McDonald stał się znany za sprawą książki Christophera McDougalla „Urodzeni biegacze”, w której odegrał jedną z barwniejszych ról. Nękany różnego rodzaju kontuzjami i bolączkami w końcu znalazł rozwiązanie swoich sportowych problemów wśród biegaczy z plemienia Tarahumara. Mam na myśli oczywiście dzisiaj już sławne sandały Huarache. McDonald po raz pierwszy zetknął się z nimi, kiedy przyjechał na zaproszenie świętej pamięci Micah True (znanego również jako Caballo Blanco) na ultra maraton w Copper Canyon. Miał szczeście otrzymać jedną parę od samego Manuela Luny, legendarnego biegacza Tarahumara. Można powiedzieć, że dostał od niego parę sandałów custom made, wykonanych z grubej i ciężkiej opony, które rozpoczęły jego przygodę, a raczej jak sam mówi romans, z Huarache. Od nazwiska Manuela Luny wzięła też nazwę założona później przez Bosonogiego Teda firma.
 
 
Barefoot Ted McDonald przez lata przyglądał się biegaczom Tarahumara. Studiował ich sposób poruszania się, technikę wyrobu sandałów i metody ich wiązania. Doświadczenie to zaowocowało nie tylko założeniem firmy Luna Sandals, ale również stworzeniem okołobiegowej ideologii, wychwalającej naturalny styl biegania oraz styl życia w bliskości z naturą w ogóle. Ideologia stworzona przez McDonalda streszcza się w jednym prostym zdaniu, „najbardziej zaawansowana technologia, jaką kiedykolwiek posiądziemy w sferze obuwia to ta, którą odziedziczyliśmy po naszych przodkach” (tłumaczenie autora). Jednym ta otoczka przypadła do gustu, innych trochę odpycha.
 

Moim skromnym zdaniem zaistniało w tym miejscu pewne małe nieporozumienie, które przyniosło jednak pozytywne rezultaty. Od publikacji „Urodzonych biegaczy” rozpędu zaczął nabierać oczywiście ruch biegania naturalnego/minimalistycznego, które często utożsamiane jest z bieganiem boso, na co zresztą wskazuje przezwisko Barefoot (ang. Bosonogi) dopisywany większości guru biegania naturalnego. Mało kto jednak zwraca uwagę na fakt, że biegacze z plemienia Tarahumara boso nie biegają. Jak zauważył sam McDonald, sandały zrobione dla niego przez Manuela Lunę były grube i ciężkie. Dlatego powiedziałbym, że mają one więcej wspólnego z butami minimalistycznymi niż z bieganiem boso. I takie też są opisane przeze mnie Luna Sandals Leadville Pacer.

Cenię bardzo Invisible Shoes (od niedawna znane jako Xero Shoes), jako obuwie dające odczucia najbardziej zbliżone do biegania boso. Jeżeli miałbym jednak wskazać sandały najbardziej zbliżone do tych używanych przez Tarahumara, byłyby to Leadville Pacer.

Tyle tytułem wstępu. Przyjrzyjmy się teraz bliżej samym sandałom, zaczynając oczywiście od podeszwy. Została ona wykonana z dosyć grubej, bo 9mm, gumy neoprenowej firmy Vibram. Mam wrażenie, że Vibram dostał monopol na wytwarzanie podeszew do wszystkich sandałów Tarahumara na rynku, ale trzeba przyznać, że sprawdza się wyśmienicie. W momencie publikacji tego tekstu biegam w Lunach już od trzech miesięcy. Kilometraż może nie jest imponujący, ze względu na używanie również innych modeli i wynosi niecałe 150 km. Podeszwa nie wykazuje jednak najmniejszych śladów zużycia. Zresztą już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie bardzo trwałej. Została przecież stworzona z myślą o długich biegach w trudnym terenie. Biorąc pod uwagę grubość podeszwy, trzeba powiedzieć, że jest ona bardzo elastyczna. Oczywiście nie aż tak, jak w „chudszych” modelach, jednak daje ona niezły barefoot feeling przy jednoczesnej wysokiej ochronie stopy w naprawdę trudnym terenie. Bieżnik jest agresywny, przynajmniej jak na standardy Huarache i ma zapewnić dobrą trakcję w ciężkich warunkach.

Z wierzchu podeszwa wyłożona została 1mm warstwą gumy o nazwie MGT (Monkey Grip Technology), czyli w sumie sandał ma grubość 10mm. Zadaniem „wkładki” MGT jest polepszenie przyczepności i wytrzymałości sandałów. Mówiąc tutaj o przyczepności, mam na myśli nie ślizganie się stopy na sandale. Ta 1mm warstwa ma rzekomo wzmacniać sandał w okolicach dziurki między palcami i otworów koło kostek i chyba rzeczywiście tak jest.

 
Mówiąc już o tzw. supełku między palcami, należy wspomnieć o systemie po raz pierwszy wprowadzonym właśnie przez Luna Sandals, a później kopiowanym przez inne firmy. Jeżeli się mylę i to jakaś inna firma pierwsza wprowadziła ten patent, proszę mnie poprawić. Chodzi oczywiście o okrągłą zaślepkę od spodu podeszwy, do której umocowany jest pasek. Dzięki takiemu rozwiązaniu podeszwa jest idealnie równa, a supełek nie uciska stopy. Rozwiązanie to ma jednak jeden podstawowy minus. Mianowicie, jeżeli już nam się pasek oderwie od zaślepki, ciężko może być to samemu naprawić. Niemniej wykonanie wydaje się być całkiem solidne i nie spodziewam się w tym miejscu szybko problemów.
 
Sandał to podeszwa i pasek, a więc teraz kilka słów o tym, co na górze. Leadville Pacer dostępny jest jedynie z systemem wiązań ATS (All Terrain Strapping), czyli nie ma możliwości wykorzystania tradycyjnych sznurków, ale nikt chyba specjalnie nad tym nie ubolewa. Zastosowane paski są dosyć szerokie, miękkie i elastyczne, co przekłada się na wysoką wygodę użytkowania.
 
Pasek wychodzący z podeszwy między palcami wykonany jest z miękkiego materiału bez sztywnych krawędzi, dzięki czemu nie obciera ani nie podrażnia skóry. W dalszej części paski są trochę szersze i trochę sztywniejsze. Pasek w okolicach dziurek bocznych jest dodatkowo wzmocniony i rzeczywiście jest odporny na ścieranie. Pasek w tylnej części, który trzyma piętę, został wykonany z trochę innego materiału i jest dużo bardziej elastyczny, co również pozwala uniknąć obtarć i daje bardzo komfortowe uczucie.
 
Do regulacji pasków zastosowane specjalną klamrę, którą można przesuwać po głównym pasku w górę i w dół. Pasek boczny można zaciągać i luzować jak w każdej tradycyjnej klamrze. Na pasku bocznym znajduje się również mała opaska, która trzyma pozostały nadmiar paska. Jest to drobna rzecz, ale dzięki niej nadmiar paska nie przeszkadza i nie trzeba go nigdzie zawiązywać.
 
Tyle teorii. Teraz zobaczymy, jak Leadville Pacer sprawują się w praktyce. Pierwsze wrażenie po założeniu jest dosyć sztywne. Sandały wydają się trochę deskowate, ale bardzo szybko się „zmiękczają” i dopasowują do kształtu stopy. Początkowe sztywne wrażenie znika już po kilkunastu kilometrach i mamy wrażenie, jakby sandały były wykrojone idealnie na nasze stopy. Pomimo, że zamówione są z rozmiarówki, a nie robione na zamówienie. Być może jest to zasługą fajnej tabeli rozmiarów Luna Sandals, gdzie do każdego rozmiaru można wydrukować wzór sandałów i przymierzyć do swojej stopy. Trzeba tylko pamiętać, żeby drukować w sakli 100%
 
System ATS i zastosowana klamra pozwalają bardzo szybko i bez większych problemów dopasować napięcie pasków. W przypadku sandałów Tarahumara rzadko zdarza się, aby za pierwszym razem udało się idealnie ustawić paski, ale dzięki klamrze można łatwo i szybko zmieniać ich naciąg. Pasek boczny niekiedy w czasie biegu minimalnie się luzuje, co w trakcie samego biegu jest nawet niezauważalne, ale zazwyczaj przed kolejnym wyjściem muszę ten pasek trochę dociągnąć. Jest to jednak kwestia tak minimalnego obluzowywania się, że nie nazwałbym tego nawet wadą czy problemem.
 
Leadville Pacer miałem okazję sprawdzić chyba w większości możliwych warunków, tzn. na płaskim, na nierównym, na twardym, na miękkim, na suchym, w deszczu, błocie, śniegu i na lodzie. Jesień to idealna pora roku do testowania obuwia.
 
Na asfalcie, chodnikach i innych twardych nawierzchniach 11mm gumy daje całkiem niezłą amortyzację. Amortyzacja w tym miejscu, to może trochę dużo powiedziane, ale w porównaniu do Invisible Shoes albo Bedrock Sandals w Leadvilleach biega się naprawdę miękko. Osobiście jednak nie przepadam za bieganiem w sandałach po mieście i dużo większą radość sprawia mi bieganie w terenie. Już wbiegając na zwykłą polną ścieżkę czujemy, że to właśnie do takiego terenu te sandały zostały stworzone. Agresywny, jak na sandały, bieżnik dobrze łapie podłoże. Pod stopami wyczuwalne są wszystkie nierówności, kamyki, gałęzie czy korzenie, ale nawet ostre kamienie nie sprawiają żadnych problemów. Chociaż trzeba powiedzieć, że bieganie w sandałach po nierównej nawierzchni pełnej kamieni czy korzeni jest trudne i wymaga dobrej techniki.
 
Bieganie po stosunkowo płaskim terenie w sandałach nie sprawia większych problemów, kiedy już się wprawimy, jednak pokonywanie wzniesień wymaga bardzo dobrej techniki od strony biegacza, a jednocześnie obnaża ewentualne niedociągnięcia ze strony obuwia. I tak też się stało w przypadku Leadvilleów. O tyle o ile w czasie zbiegów sandały sprawują się doskonale, nie przesuwają się i dobrze trzymają stopę, o tyle w czasie podbiegów napotkałem małe problemy. Jak już wspominałem, tylni pasek trzymający piętę, jest bardzo elastyczny i na podbiegach według mnie nie był wystarczająco stabilny, przez co pięta trochę obsuwała się z podeszwy. Problem ten wynikał z pewnością również z braków w mojej technice, jednak mimo wszystko wolałbym, że pasek był trochę bardziej sztywny, jak chociażby w Bedrock Sandals albo w Tanner Sandals.
 

Wierzchnia warstwa z zastosowaniem MGT w praktyce sprawdza się bardzo dobrze. Stopa nie ślizga się nawet kiedy biegamy w deszczu. Co innego błoto. Zdarza mi się od czasu do czasu biegać w terenach trochę podmokłych, gdzie sandał praktycznie cały znika w podłożu. Co ciekawe, spodziewałem się, że ciężko będzie je w ogóle wyciągać i chodzić, a co dopiero mówić tutaj o bieganiu, zostałem jednak mile zaskoczony. Co prawda kiedy sandały pokryły się z wierzchu warstwą błota, stopa zaczęła się mocno ślizgać, ale błoto bardzo szybko w czasie biegu wylatywało i wysychało.

Z przyczepnością od dołu, czyli sandałów do podłoża, też jest bardzo dobrze. Biega się bez problemu po mokrych nawierzchniach, sandały nie ślizgają się na kamieniach ani na liściach, a i na śniegu jest całkiem dobrze. Bieżnik spełnia swoją rolę bez zastrzeżeń. Problemy pojawiają się, gdy wchodzimy na lód, ale chyba nikt nie spodziewał się, że będzie inaczej. Na lodzie żaden bieżnik dużo nam nie pomoże, a jedynie kolce.
 
Bieganie zimą w sandałach sprawia pewne oczywiste problemy związane z niską temperaturą. Do pewnego stopnia rozwiązaniem mogą być palczaste skarpety Injinji, ale Luna Sandals oferuje również Tabi Socks z dużym palcem oddzielonym od pozostałych czterech. Ja zdecydowałem się na wersję najtańszą, czyli zwykłe skarpety, tzw. Polish Style
 

Trochę się rozpisałem, a wydawałoby się, że sandały jakie są, każdy widzi. Dlatego w podsumowaniu już krótko. Leadville Pacer są świetnymi sandałami, które dzięki grubszej podeszwie i agresywnemu bieżnikowi szczególnie sprawdzą się w trudnym terenie, chociaż jednolity czarny design sprawia, że świetnie nadają się również do codziennego użytku, niekoniecznie sportowego. Ze względu na grubą podeszwę dobrze sprawdzą się również dla początkujących „bosonogich” jako swego rodzaju obuwie przejściowe. Można się w nich doszukać minimalnych niedociągnięć, które jednak w dużej mierze można zrzucić na karb indywidualnych upodobań. Niewątpliwie największą ich wadą jest cena, wynosząca 95$. Doliczyć do tego trzeba jeszcze 16,95$ za przesyłkę międzynarodową i w efekcie otrzymujemy sumę 111,95$ czyli ponad 350 zł. Zaznaczam, że recenzja dotyczy tylko modelu Leadville Pacer. Luna Sandals ma w swojej ofercie kilka innych modeli oraz zestaw DIY (do-it-yourself) czyli do samodzielnego montażu.

Reklamy

2 thoughts on “Luna Sandals Leadville Pacer

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s