11. UTEX Półmaraton Energetyków

Rybnik, 26.05.2013

W czasach kiedy kalendarz imprez biegowych pełen jest różnorakich zawodów, zachęcających do udziału wszelakimi medalami, koszulkami, kubkami, super dokładnym pomiarem czasu i atestem, a my emocjonujemy się kolejnymi rekordami frekwencji, przekraczającej 1000 uczestników już nawet na biegach w mniejszych miejscowościach, ja zdecydowałem się na start w bardzo kameralnej imprezie. Mam na myśli oczywiście tytułowy 11. UTEX Półmaraton Energetyków w Rybniku. Był to już mój trzeci start w tych zawodach i chociaż na mecie można liczyć „jedynie” na skromny dyplom i butelkę wody to zawsze chętnie wracam na start nad Zalewem Rybnickim.

W tym roku biuro zawodów przeniesiono z budynku fundacji elektrowni do ośrodka sportów wodnych, co moim zdaniem jest dobrym rozwiązaniem. Trasa praktycznie nie uległa zmianie, a pozwoliło to uniknąć transportu zawodników autobusem na miejsce startu. Biuro znajdowało się na ławeczkach pośród drzew przy ośrodku. Po uiszczeniu dwudziesty złotych wpisowego i odebraniu numeru startowego otrzymałem jeszcze koszulkę przeznaczoną dla pierwszy 80 zgłoszonych osób. Chcę tutaj zaznaczyć, że jest to chyba najładniejsza koszulka, jaką mam z jakichkolwiek zawodów. Koszulka techniczna, więc nada się również do treningów, a nie tylko jako podomka.

Start w pięknych okolicznościach przyrody 🙂

Atmosfera jak zwykle była świetna. Kilka minut przed startem wyznaczonym na godzinę 10 zebraliśmy się wszyscy koło „biura”, gdzie organizator, który również biegł z nami, wyjaśnił dokładnie kto, gdzie i jak biegnie – biec można było na dystansie 7, 14 i 21km. Następnie potruchtaliśmy na oddaloną o kilkadziesiąt metrów linię startu.

Stojąc tak pośród około setki biegaczy i słuchając organizatora, który przemawia do nas z mównicy-krzesełka, miałem wrażenie, że nie jestem na zawodach a po prostu na wspólnym wybieganiu ze znajomymi. Bardzo pozytywna atmosfera.

Odliczanie 10,9,8… start. Na początku biegnie się dosyć wąską ścieżką, na której ciężko jest wyprzedzać, a ja jak zwykle usytuowałem się pod koniec stawki. Po kilku minutach zorientowałem się, że biegniemy mniej więcej 5:15 na kilometr, zacząłem więc wyprzedzać. Szybko znalazłem się w luce pomiędzy biegaczami, których zostawiłem za sobą, a tymi biegnącymi w moim tempie. Taki samotny bieg niezbyt mi odpowiadał – nie umiałem utrzymać równego tempa – przyciskałem chcąc koniecznie dogonić kogoś, kogo będę mógł się trzymać. Oczywiście w końcu się udało, ale kosztowało mnie to sporo sił.

Każdy kilometr trasy był oznaczony, a zakręty i wszystkie wątpliwe momenty oznaczone były taśmami i strzałkami. Niestety kilka osób mimo wszystko się zgubiło i nadłożyło parę kilometrów. Podobno niektóre kartki ktoś złośliwie przewiesił, powodując całe to zamieszanie. Ja na szczęście trasę już znałem, więc nie miałem z tym żadnych problemów.

Po około 7km udało mi się w końcu złapać rytm i w miarę dobre tempo. Uformowała się również mała grupa, która biegła podobnym tempem. W okolicach 15 km wyprzedziło mnie dwóch biegaczy, którzy trochę podkręcili tempo, motywując mnie do większego wysiłku 😉 za co jestem im bardzo wdzięczny.

Biegliśmy razem aż do mniej więcej 19km, kiedy znienacka dopadł mnie kryzys – brak sił, kolka… jednym słowem katastrofa. Do tego jeszcze na zaporze na zalewie wiał dosyć silny wiatr. Trochę zwolniłem. Za zaporą, dosłownie kilkaset metrów przed metą, był mały podbieg, którego normalnie powinienem nawet nie zauważyć, a wtedy miałem wrażenie, że wbiegam na nie wiadomo jaką górę. Dwójka moich „motywatorów” trochę się oddaliła, ale jeden z nich też widocznie lekko osłabł i został w tyle za „leaderem” naszej grupy. Przypomniałem sobie wtedy słowa Danielsa – jeżeli biegniesz w grupie, to pamiętaj, że tamci biegacze czują się pewnie podobnie do Ciebie, bo gdyby czuli się lepiej to byliby już dalej. Nie odpuściłem końcówki i udało mi się dobiec do mety w czasie 1:42:10, z którego jestem bardzo zadowolony.

Tydzień wcześniej w moim rodzinnym Opolu odbywał się maraton i półmaraton i jak możecie się domyślać, miałem wątpliwości, gdzie wystartować. Zapłacić kilkadziesiąt złotych i biec w tłumie biegaczy ulicami miasta, czy za dwadzieścia złotych potruchtać leśnymi ścieżkami nad zalewem? W Opolu był oczywiście medal 😛 i klimat wielkiej imprezy, ale ja mimo wszystko wybrałem Rybnik. Być może to sentyment, bo 9. UTEX półmaraton to był mój pierwszy oficjalny start, a doliczając dojazd to pewnie nie była to też dużo tańsza opcja. Mimo wszystko uważam, że zdzieranie prawie stówy, bo tyle dzisiaj przecież często kosztują starty w większych miastach, to za dużo jak na bieganie po ulicach i wolę wesprzeć taką kameralną imprezę.

Oficjalne wyniki 11. UTEX Półmaratonu Energetyków w Rybniku

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s