XI Bieg Opolski – dycha na luzaka


Nudy, nudy, nudy. Nikt się nie zgubił na świetnie oznakowanej trasie, start nie opóźnił się o dwie godziny, woda na punktach odżywczych nie była ani za zimna ani za gorąca, na mecie nie zabrakło medali, a biegacze w ramach protestu i dla zwykłej zgrywy nie pobiegli w przeciwnym kierunku. Tak w skrócie można podsumować XI Bieg Opolski…

A na poważnie to bieg był świetny! W tym roku w związku z rozbudową parku na wyspie Bolko debiutowała nowa trasa biegu.  Moim zdaniem nowa trasa jest nawet lepsza od poprzedniej ponieważ w większej części biegnie się w parku, między drzewami, a nie na wałach, gdzie słońce potrafiło solidnie podsmażyć biegaczy. Atmosfera jak zwykle była wyśmienita – przechodząc przez most ma się wrażenie, że wchodzi się do innego świata. Reszta Opola żyje swoim życie, ale Bolko tętni w rytm bicia serc biegaczy. Kolorowe namioty, banery, dmuchane bramy, a najbardziej kolorowi oczywiście są biegacze, których w tym roku zebrało się prawie 500, z czego prawie ¼ to kobiety. Oprócz dorosłych, również dzieci miały okazję wystartować oczywiście na odpowiednio krótszych dystansach.

Trzeba było przyczepić chip do nogi to nie musiałbym robić takich wygibasów na pomiarze czasu 😉
Dla mnie osobiście ta dycha była wyzwaniem ze względu na ból prawej nogi, który dokucza mi już od kilku tygodni, doprowadzając powoli do paranoi. Dlatego ten start miał być całkowicie luzacki, bez żadnego parcia na czas. Wiedziałem, że na zbliżenie się do życiówki nie mam najmniejszych szans, a co najwyżej mogę dobić nogę. Dlatego też Garmina zostawiłem w plecaku i stawiłem się na starcie bez zbędnego balastu. Muszę jednak przyznać, że o wiele trudniej jest wyłączyć zegarek w głowie, który mimowolnie odmierza sekundy i podpowiada wbrew logice, żeby przyspieszyć. Na szczęście udało mi się zachować rozsądek i spokojnie truchtałem sobie co jakiś czas zaczepiając współbiegaczy. Niektórzy chyba nie lubią być zagadywani w czasie biegu, ale może akurat uda się poznać kogoś ciekawego.

Biegłem w Luna Sandals Leadville Pacer, które świetnie sprawdzają się w sytuacji, kiedy potrzebuję trochę więcej komfortu dla stóp, ale jednocześnie nie pozbawiając ich możliwości jak najbardziej naturalnej pracy. Na finiszu zdecydowałem się jednak na „szalone” posunięcie i linię mety przekroczyłem na bosaka. Z wrażenia zapomniałem nawet spojrzeć na zegar, ale jak się później dowiedział, uzyskałem czas netto 54:51 (brutto 55:24).

A za metą to już same pyszności. Z medalem na szyi udałem się po ciężką reklamówkę zapełnioną przez hojnych sponsorów Biegu Opolskiego. W środku oprócz garści ulotek moim oczom ukazała się pyszna niegazowana Cisowianka, jeszcze pyszniejszy napój izotoniczny Oshee, wielka i wypasiona kanapka oraz przesłodka chałwa, którą wprost uwielbiam. Na uwagę zasługuje fakt, że do wyboru były kanapki z szynką i wegetariańskie. Ja oczywiście rzuciłem się na szynkę. A co z koszulką? Nie było. Ręcznik z logo dawali? Nie. Co za lipny bie… Stop! Garderoba każdego biegacza, który ukończył XI Bieg Opolski wzbogaciła się o fajną chustę-komin w opolskich barwach i z logo biegu.

Bieg zdecydowanie zaliczam do udanych pod każdym względem. I to wszystko za 20zł. Lubię to i polecam 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s