Rich Roll, Ukryta siła…

„Głową mocno przywaliłem w ziemię, tułów zaś sunął jakieś sześć metrów po mokrej nawierzchni, a okruchy żużla wbiły mi się w lewe kolano i mocno pokaleczyły bark”. Tak, opowieść o sile, przekraczaniu nie tylko osobistych barier, ale również możliwości ludzkiego organizmu, zaczyna się właśnie od upadku. Upadek, niepowodzenie, „ściana” to często moment przełomowy, a jeżeli uda nam się podnieść, to możemy być tylko silniejsi.

Chyba każdy wytrzymałościowiec, czy to biegacz długodystansowy czy kolarz czy triatlonista, wiec co oznacza tzw. „ściana”, wie jak to jest upaść zarówno fizycznie jak i mentalnie. Zaczynasz pełen energii, nic nie jest w stanie Cię zatrzymać, napierasz z całych sił. I nagle koniec chociaż do mety jest jeszcze daleko. Jesteś fizyczną i psychiczną papką. Możesz się teraz poddać, położyć i odpuścić albo przebić głową ten mur, a wtedy już nic Cię nie zatrzyma.

W przypadku Richa Rolla, autora „Ukrytej siły”, równie dobrze mógłby być to opis jego życia. Dzieciństwo, szkoła, studia, wszystko stało pod znakiem pływania. Pływania na najwyższym poziomie. Nie było wtedy celu, który byłby poza zasięgiem. Ale nagle ściana. Coś zaczyna się psuć, życie wali się w coraz szybszym tempie, aż w końcu całkowicie legnie w gruzach. Imprezy. Odpuszczanie treningów. Alkohol. Upadek.

Czytając rozdziały opisujące stopniowe staczanie się Rolla, zamykam w pewnym momencie książkę, przyglądam się wysportowanej sylwetce na okładce oraz tytułowi – „UKRYTA SIŁA”. Jaka „ukryta siła”? Człowieku! Chyba raczej „zmarnowana siła”. Ile niejeden z nas dałby za taki potencjał i za takie możliwości, a Ty wszystko to przepiłeś…

Ściana. Ale co dalej? Co jest za ścianą? Jeżeli się przebije to może być już tylko lepiej. I rzeczywiście, Roll się podnosi, jest odwyk, powrót do normalność, który przybiera formę niemalże duchowej wędrówki. Wszystko powoli zaczyna się układać, jest rodzina, jest praca… Ale jest też zero sportu oraz prawie 100 kg wagi. Znowu zamykam książkę i przyglądam się sylwetce na okładce. Koleś, jak? Jak to zrobiłeś? Masz prawie cztery dychy na karku, jesteś zapuszczony i jak w takiej sytuacji powrót do formy pogodzić z rodziną i pracą?

Znowu ściana. Oświecenie i zmiana. Tym razem na schodach, które okazują się przeszkodą prawie nie do pokonania. Ale za ścianą może być już tylko lepiej.

Roll swoją przemianą zaczął od diety, która teraz stała się bardzo ważnym elementem jego życia. Rich być może obraziłby się za to określenie, ale jego stosunek do diety jest momentami wręcz obsesyjny. My co prawda nie musimy decydować się na tak radykalne posunięcia jak Roll, ale jego słowa z pewnością skłaniają do zastanowienia się nad tym co jemy. Szczególnie takich ludzi jak ja, którzy nie mają problemu z nadwagą, jedzą wszystko w dowolnych ilościach i jest OK. Czytam jak Rich wspomina czasy młodości, kiedy wraz z kumplem po treningu pałaszowali pączki, a zaraz potem jechali do McDonaldsa i widzę siebie jak po biegu wchłaniam paczkę ciastek i popijam ją paroma szklankami mleka. Wsuwam ochoczo wszelkie słodycze, a McDonaldsem też nie pogardzę bo przecież i tak wszystko to spalam i nic po mnie nie widać. Nic nie widać, ale może gdybym lepiej się odżywiał mógłbym biegać dalej i szybciej? Pewnie nigdy nie zostanę weganinem, ale idea zdrowego odżywiania już we mnie kiełkuje.

No tak Rich, ale Ty nie tylko pokonałeś Ultramana, ale i ukończyłeś kosmiczny EPIC5! Rodzina, praca i trening, który przecież nie ogranicza się do trzech 5km przebieżek tygodniowo. Jak? Jest jakaś recepta, przepis jak na zdrową potrawę? Świetna organizacja, wykorzystanie każdej chwili w ciągu dnia oraz wsparcie najbliższych.

Organizacja. Wiesz do czego dążysz i wiesz jak to osiągnąć. Każdy trening, każdy pokonany kilometr ma sens. Wykorzystanie czasu. Masz godzinkę przerwy w pracy? Zamykaj kompa, idziemy na trening. Sam nieraz tak robię. Wiem, że rano nie mam czasu, a wieczorem będę zmęczony, więc wykorzystuję wolne chwile w ciągu dnia. Zabieram ze sobą ciuchy do biegania i kiedy nadarza się okazja to biegnę. Wsparcie. Długie godziny treningu to najczęściej godziny spędzone w samotności. Godziny, które mógłbyś spędzić w domu, a pocisz się gdzieś na jakimś pustkowiu. I to tak naprawdę jest chyba najważniejszy element całej układanki, żeby po powrocie do domu nikt nie wypominał Ci tego czasu, który egoistycznie poświęciłeś tylko sobie.

Mam wyznaczone ścieżki, którymi zazwyczaj biegam. Znam każdą górkę, każdy zakręt, każde mijane drzewo. Biegnąc nieraz widzę swoje ślady z poprzedniego dnia, które prowadzą mnie jak nić przyzwyczajenia. Rutyna daje poczucie pozornego bezpieczeństwa, bo wydaje mi się, że wiem co jest przede mną. Są jednak takie dni, kiedy jakiś impuls każe mi skręcić w nieznaną ścieżkę albo wręcz zbiec na całkowite bezdroże i wtedy wkraczam w zupełnie nowy wymiar. O tym właśnie jest „Ukryta siła” – o schodzeniu z wydeptanej ścieżki bez względu na to czy jest ona treningową rutyną, zaleganiem godzinami przed telewizorem, opychaniem się niezdrowym jedzeniem czy zatraceniem w pracy. Bo jeżeli chcesz odnaleźć prawdziwe szczęście to niekiedy musisz coś zmienić. A później już możesz zatracić się w tym, co kochasz.

Fajnie byłoby zakończyć tą recenzję takim „głębokim” akapitem, ale pozostaje jednak pewien niedosyt. Rich, zastanawiasz się kiedyś co by było gdyby? Gdybyś wtedy tyle nie pił? Gdybyś więcej trenował? Przecież to była Twoja miłość, Twój sens, więc dlaczego się w nim nie zatraciłeś? Gdybym wyszedł teraz na ulicę i zaczął pytać ludzi czy wiedzą kto to jest Rich Roll to jak myślicie, ile osób by wiedziało? A gdybym pytał o Michealla Phelpsa albo Usaina Bolta?

Ukryta siła czy zmarnowana siła?

Ukryta siła. Jak stałem się jednym z najsprawniejszych ludzi na świecie i odnalazłem siebie. Rich Roll, Łódź 2013, Wydawnictwo Galaktyka

Reklamy