Like it or not

Wejdź na kolejny poziom. Promuj swoją stronę. Uzyskaj więcej polubień przez osoby, które są dla Ciebie Ważne. Za każdym razem, kiedy zbliżam się do kolejnego lajkowego progu, Facebook próbuje sprzedać mi swoją ofertę reklamową. Za 31 zł mogę uzyskać od 38 do 152 polubień na dzień, a za 63 zł już nawet ponad 300 lajków dziennie! 

A więc tak tworzy się fanpage? Stąd blogerzy, których strony mają setki a nawet tysiące podniesionych kciuków, biorą swoich fanów?
Być może narażam się tym wpisem blogowo-facebookowej braci, ale cóż…

Kiedy prawie rok temu zakładałem bloga, nie spodziewałem się, że zainteresuje on KOGOKOLWIEK (serio), więc 300 lajków na Facebooku oraz nie najgorsza popularność moich tekstów to dla mnie miła niespodzianka, radość i motywacja.

Każdy medal ma dwie strony, a apetyt rośnie w miarę jedzenia. Pamiętam moją radość, kiedy mój fanpage zalajkowała pierwsza osoba, nie będąca moim znajomym. Zastanawiałem się skąd ten człowiek się tutaj znalazł?!? Później było 20 „łapek”, 50, 100… Wow! I nagle zdajesz sobie sprawę, że dzień bez nowego lajka to dzień stracony. Pojawia się pokusa, żeby dać się wciągnąć w facebookową matnię w zamian za popularność. Bo nie liczy się co piszesz ani jak piszesz, tylko ile osób Cię lubi.

Nie ze mną te numery. Ja wiem o co biega i po co biegam.

Nie raz na moim prywatnym profilu wyświetlają się reklamy popularnych blogerów i stron, ale sam nigdy nie zapłaciłem za kliknięcia osób, które prawdopodobnie mają gdzieś mojego bloga. To że reklamują się marki i sklepy jest zrozumiałe – dla nich to biznes, towar który trzeba sprzedać. Ale blogerzy!

Nie dajmy się złapać w sidła źle pojętej popularności, którą mierzy się tylko ilością lajków. Po co piszemy blogi? Po co prowadzimy strony na FB? Czy to mają być magazyny profilów widm?

Mnie cieszy bardzo każdy kolejny lajk, ale nie dlatego, że nie zostaję w tyle za innymi blogerami. Cieszę się bo wiem, że w większości wypadków nie są to przypadkowe kliknięcia. Cieszę się bo nowy czytelnik nie dotarł do mnie przez reklamę wyświetlaną skomplikowanym algorytmem na profilach użytkowników, którzy wykazują największe prawdopodobieństwo kliknięcia, tylko zobaczył udostępniony przez kogoś mój post albo interesował się tematem i przeszukując Internet natrafił na Heavy Runs Light. Dlatego myślę, że warto takim osobom powiedzieć cześć, a nie traktować jako kolejną cyferkę w statystykach.

Być może jestem idealistą  i być może prowadzę Heavy Runs Light w mało nowoczesny sposób, ale wierzę, że ciekawa treść oraz rzetelne i dobrze napisane teksty obronią się same. Wierzę, że to moje słowa, a nie reklama, pozwolą mi „uzyskać więcej polubień od osób, na których mi zależy”. Jeżeli nie, cóż… pozostanie mi tylko iść się przebiec.

Advertisements

4 thoughts on “Like it or not

  1. Cześć

    każdy sam sobie powinien odpowiedzieć po co pisze bloga.
    Gdy przymierzałem się do jego startu, nie szło mi to za dobrze.
    Dopiero pytanie – po co Ci blog? od przyjaciółki i odpowiedź na nie, mi pomogły.

    Co do jakości tekstów – pełna zgoda, że muszą się obronić.
    Jednocześnie warto dodać do tego odpowiedni, z zachowaniem po prostu rozsądku, sposób promocji. Przecież nie piszemy do szuflady, a chcemy czytelników, i ich komentarzy. Przynajmniej ja chcę 🙂

    ps. będę kolejnym „lajkowiczem”
    pozdrawiam serdecznie
    Piotr

  2. Cześć,

    Początki bywają trudne i łatwo można się zniechęcić, kiedy inni blogerzy idą już w setki lajków, a u nas jest ich kilka i to w większości od znajomych. Reklama jak swego rodzaju kop na start jest nawet zrozumiałym posunięciem, ale nie widuję reklam nowych ciekawych blogów tylko tych popularnych…

    Ja też nie chcę pisać do szuflady; zależy mi, żeby ktoś czytał moje teksty. Fajnym pomysłem na promocję jest nawiązanie współpracy z portalami tematycznymi lub innymi blogerami.

    Pozdrawiam

    Paweł

  3. Pawle

    ja sobie powtarzam, że:
    1. Jak w bieganiu „Nie od razu Rzym zbudowano”, zatem step by step.
    2. Sporo zależy ode mnie samego.

    Co masz na myśli przez słowo „reklama”?
    I gdzie widzisz reklamy tych popularnych?

    Zgadzam się, że to ciekawe pomysły. Rozważam je także, choć trzeba pewne warunki spełnić.
    pozdrawiam serdecznie
    Piotr

  4. Czołem 🙂

    Pisząc w tym tekście „reklama” miałem na myśli reklamę na Facebooku – banery wyświetlające się np. na pasku bocznym. Gdy przeglądam FB ze swojego prywatnego profilu wyświetlają mi się takie właśnie reklamy.

    Swoją drogą, częściej lajkuję strony dlatego, że ktoś udostępnił ich ciekawy post 😉

    Pozdrawiam

    Paweł

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s