Współczynnik radości

Bieganie ma być jak kawałek tortu urodzinowego – na samą myśl o nim się ślinisz i nie umiesz się doczekać, aż go zjesz.

Prowadzę dziennik treningowy, w którym z pewnym zapałem odnotowuję typowe dane z każdego treningu takie jak tempo, dystans czy godzina. Mam jednak dodatkową rubrykę, której pewnie nie znalazłbym w waszych dzienniczkach 😉 Ta dodatkowa kolumna to oceniany na skali od 1 do 10 współczynnik radości (WR).

IMG_8546

Współczynnik radości nie określa stopnia zrealizowania założonego planu, ale poziom radości jaki odczuwałem podczas biegu. Zdarza się bowiem, że mój faktyczny trening kompletnie rozminął się z tym, co zakładałem, a jednak bieganie sprawiło mi niesamowitą radość. Bywa też tak, że dobiłem do zaplanowanych 20-kilku kilometrów albo wymęczyłem ostatni interwał, ale jednak z jakiegoś powodu bez większej satysfakcji. Nie należy też mylić współczynnika radości z poziomem zmęczenia, bo one w zasadzie niewiele mają ze sobą wspólnego.

Pamiętaj o dwóch rzeczach. Po pierwsze, nie musisz biegać – to nie jest obowiązek. Po drugie, jeżeli biegasz to dlatego, że chcesz! Nie potrzebujesz motywacji żeby zjeść kawałek tortu albo lody. Nie potrzebujesz motywacji żeby obejrzeć film. Nie potrzebujesz motywacji żeby pójść na imprezę. A jak jest z bieganiem? Chcesz biegać? Sprawia Ci to przyjemność?

Dla mnie najważniejsza w bieganiu jest właśnie przyjemność. Jasne, że mam swoje plany i cele, a po głowie krążą mi nowe życiówki, ale główny cel jest taki, żeby obok każdego treningu pojawił się dopisek WR10. Ja nie przygotowuję się na olimpiadę ani na żadne mistrzostwa i przypuszczam, że Ty też nie.

Dlatego dla nas bieganie może być po prostu codzienną chwilą słabości. Niektórzy zażywają ciastko po obiedzie albo wieczornego papieroska na balkonie. My wciągamy rozpływające się w mięśniach kilka kilometrów czystego szczęścia.

Bieg Opolski

A co jak ktoś doda mi do ciasta rodzynek, za którymi nie przepadam?

Współczynnik radości nie zawsze jest tak wysoki, jakbym chciał, a kiedy spada poniżej 7 to znak, że trzeba coś zmienić. Przyczyny takiego stanu mogą być różne – ogólne zmęczenie i zniechęcenia do świata jako takiego, brak czasu, stres… Bieganie nie sprawia mi przyjemności, muszę więc coś zmienić – iść pobiegać o innej porze, zamiast długiego wybiegania zafundować sobie interwały na bosaka, wrzucić do empetrójki Slayera, który już na dzień dobry skopie mi dupę 😀 Lubię też urozmaicić sobie bieg i co kilka kilometrów robię „stację”, czyli ćwiczenia. Mogą być proste, np. 20 pompek co 1 kilometr. Ty możesz wymyślić coś innego. Może trzeba wrzucić na luz, a może trzeba dać sobie w kość… Ważne, żeby ciało i dusza się śmiały. Może szlag trafi twój plan treningowy, ale czy to ważne, jeżeli biegania będzie sprawiało ci radość.

Potrzebujesz motywacji do biegania? A może po prostu potrzebujesz kopa w dupę, żeby ruszyć się z fotela i wyjść na dwór? Nie macie wrażenia, że ilość „materiałów motywacyjnych” w Internecie rośnie wprost proporcjonalnie do liczby wymówek, które sobie wymyślamy?

Natknąłem się ostatnio na fajne hasło: „Marzysz o lataniu? Umiesz przecież biegać, a jak często to robisz?” Wydaje się głupie, ale coś jest na rzeczy. Gdybyśmy mogli latać to większość ludzi i tak pewnie nie ruszyłaby tyłków sprzed telewizora.

Z jednej strony mamy teraz, nazwijmy to modę na bieganie, ale z drugiej wydaje mi się, że ludzie dla których wyprawa do oddalonego o kilkaset kilometrów sklepu to wystarczający powód, żeby zanieczyszczać powietrze spalinami swojego samochodu ciągle są większością.

Nie potrafimy cieszyć się tak prostymi czynnościami jak chodzenie czy bieganie. Nie potrafimy robić ich dla samej przyjemności ich wykonywania. Potrzebujemy odpowiedzi na pytanie „po co?”, potrzebujemy uzasadnienia. A ja chcę bezradnie rozkładać ręce w odpowiedzi na pytanie „po co biegasz?” A ja chcę biegać naturalnie i głupio cieszyć się tym, że biegnę.

Reklamy

3 thoughts on “Współczynnik radości

  1. Fajny, mądry wpis o tym co tak naprawdę w życiu najważniejsze.
    Faktyczne ilość porad o tym jak się zmotywować do biegania (czy czegokolwiek co ma sprawiać teoretycznie przyjemność i odprężać) rośnie w tempie zastraszającym.
    A przecież 100% prawdy, że do przyjemności nie ma potrzeby się motywować.
    Dlatego nie lubię planów. Może płacę za to wysoką cenę, bo ciągle się przesilam, ale przynajmniej mam czystą frajdę i bieganie nie jest kolejną „katorgą od linijki do odrobienia”.
    Chcę, to biegnę. Nie chcę, to zostaję na kanapie pod kocem, z kotem i czekoladą. Mam ochotę, to robię co zamierzyłam, nie mam ochoty na konkretne zadania, to drepcę jak mi się podoba i ile mi się podoba. Tak naprawdę nigdy nie wiem wychodząc, czy przebiegnę 3 km i wrócę obrażona czy 15 km i wrócę tylko z poczucia obowiązku i resztki rozsądku. No dłuższe trasy wstępnie planuję. Jak zobaczę coś co chcę sfotografować, to staję, wyciągam aparat i 10 minut robię zdjęcia i nie mam poczucia „zepsutego/niewykonanego treningu”.
    Ważne, żebym była zadowolona.

  2. Dobry wpis, poleciłem dalej 🙂

    W swoim dzienniku mam pozycję zadowolenia z biegu. To bardzo ważna u mnie kwestia.
    Skalę mam inną 1-5, gdzie trzy to normalne samopoczucie.
    Bieganie to nie tylko suche kilometry. Dla mnie to ma być przyjemność – jak u Ciebie.

    „Potrzebujemy odpowiedzi na pytanie „po co?”, potrzebujemy uzasadnienia. A ja chcę bezradnie rozkładać ręce w odpowiedzi na pytanie „po co biegasz?”” nie wiem jak u innych, acz ja długo twierdziłem, że kocham biegać. I nie zastanawiałem się dlaczego. Jednak niedawno uzasadniłem sobie to i warto to było zrobić. W kontekście ogólnego spojrzenia z góry na swoje bieganie było warto.

    pozdrawiam serdecznie
    Piotr

  3. Wprawdzie nie mam w swoim dzienniczku (endomondo) takiej pozycji, jak 'współczynnik radości', jednak nie kojarzę treningów, które nie wywołałyby u mnie uczucia radości. Często łapię się na tym, że biegnę z tzw. bananem na twarzy. Im dłużej biegnę, tym większy mam zaciesz 😉 Czasami, gdy mijam ludzi, widzę że oni uśmiechają się do mnie, i tak sobie myślę, dlaczego, a po chwili dopiero łapię się na tym, że to przecież ja biegnę uśmiechnięta, a oni po prostu odwzajemniają. Pewnie niektórzy sobie myślą, „co ona brała”, a ja po prostu tylko biegnę, i to wystarczy 🙂 Żadne życiówki, rekordy nie mają sensu, jeżeli nie czerpiemy z tego radości. Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s