IX Bieg Twardziela

W zeszłą niedzielę Twardziele już po raz dziewiąty wyruszyli na prawie dziesięciokilometrową trasę w Wodzisławiu Śląskim. Na starcie zjawiła się ponad setka biegaczy gotowych zmierzyć się z wymagającą trasą. Do tego też w zasadzie ograniczała się moja wiedza na temat owej trasy – wiedziałem, że jest wymagająca, ale nic poza tym. Na nogach sprawdzone Five Fingers Spyridon LS, w głowie luz, w nogach moc 🙂

Przed startem usłyszałem coś jeszcze o siedmiu podbiegach i tyluż samo zbiegach. OK, niech będzie. Odliczanie i ruszyliśmy! Ja jak zwykle stanąłem gdzieś bliżej ogona, ale tym razem okazał się to błąd. Przytłoczony przez innych biegaczy już na samym początku wpadłbym do jakieś dziury, którą w ostatniej chwili udało mi się przeskoczyć. Co więcej, utknąłem na wąskiej ścieżynce za wolniejszymi biegaczami, których teraz nie sposób było wyprzedzić. Zachowując jednak spokój ducha, wyczekałem na odpowiedni moment i gdy tylko ścieżka na to pozwoliła ruszyłem w pościg.

Nie ma się co oszukiwać, gonienie kolejnych zawodników i pokonywanie wzniesień nieraz w błocie po kostki kosztowało sporo wysiłku, ale im ciężej było tym większy był też FUN. Czołówka zniknęła już za kolejnym zakrętem i kolejną górką, ale ja polowałem na kolejnych biegaczy, których miałem ochotę połknąć 😉

Pięciopalczatki w błotku walczyły rewelacyjnie. Typowo trailowy bieżnik Spyridonów łapczywie wgryzał się w podłoże, a dzięki świetnemu trzymaniu stopy czułem, że mam pełną kontrolę nad biegiem.

Siedem podbiegów tak? Kiedy zorientowałem się, że chyba po raz czwarty liczę już trzeci podbieg zrozumiałem, że to nie ma sensu. Teraz każdy kolejny to musiał być już ten ostatni, siódmy… ale nie był. Mniej więcej w połowie dystansu spuchłem i na kolejnej ścianie musiałem na chwilę przejść do marszu. Nauczony doświadczeniem wiem, że przynajmniej dla mnie lepiej jest na chwilę w takiej kryzysowej sytuacji przejść do marszu, wyrównać oddech i za chwilę znowu zaatakować niż coraz słabiej napierać na ścianę, która w końcu mnie stłamsi.

Czułem na plecach oddech biegaczy, których przed chwilą wyprzedziłem, nie mogłem więc odpuścić. Kiedy jednak wyłonił się przede mną długi, stromy podbieg zwątpiłem na chwilę, ale usłyszałem za sobą głos biegaczki: „To już ostatnia ściana i prosto do mety”. Cóż więc mi pozostało? Spiąłem poślady i pobiegłem.

9,8km w 47 minut i 10 sekund. 33. miejsce na 106 zawodników, którzy ukończyli bieg. Wynik dupy nie urywa, ale biorąc pod uwagę charakter trasy jestem zadowolony. Przed samą metą zapozowałem jeszcze ładnie do zdjęcia, ale zdjęcia w necie brak 😦 Kolejna fajna impreza zaliczona. Lokalnie, kameralnie i bez zbędnych fajerwerków. Przede wszystkim musi być dobra zabawa! Do zobaczenia moi drodzy współbiegacze 😉

Dla zainteresowanych podrzucam linka do pełnych wyników IX Biegu Twardziela

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s