III Bieg Twardziela

tym razem w Raciborzu

Tydzień wcześniej miał miejsce IX Bieg Twardziela w Wodzisławiu Śląskim, a w ostatnią sobotę Twardziele pobiegli w Raciborzu. Raciborski bieg to taki młodszy brat tego wodzisławskiego. W Raciborzu bieg jest o połowę krótszy (4,8km) i odbył się dopiero po raz trzeci, ale obie trasy zdecydowanie do łatwych nie należą.

Dla mnie ten bieg, którego na próżno szukać w kalendarzu na MaratonachPolskich był bardzo wyjątkowy. Start w zawodach zawsze wiąże się z jakimiś mniejszymi lub większymi przygotowaniami. Gdzie dokładnie jest start, jak tam dojechać, o której wyjechać itp. itd. Od niedawna mieszkam w Raciborzu i Bieg Twardziela był jak sobotnia przebieżka ze znajomymi. Co prawda nikogo nie znałem, ale to nie ważne 😉

Wyszedłem z mieszkania i rozgrzewkowo potruchtałem 4km na start. Raciborska impreza miała być kameralna, ale ostatecznie w biegu wzięło udział ponad sto osób, więc na ścieżkach raciborskiego Arboretum Bramy Morawskiej, gdzie odbywał się bieg, panował mały ścisk.

Był to mój pierwszy oficjalny start na dystansie krótszym niż dycha, ale muszę przyznać, że elegancko mnie sponiewierał. Ciężka trasa to jedno, ale moje nieprzygotowania to już zupełnie inna sprawa. Przez prawie godzinę radośnie wychładzałem mięśnie w cieniu drzew zamiast je rozgrzewać i po ostrym starcie organizm się zbuntował.

Plan był prosty – od początku napierać na 200% mocy. Tak też zrobiłem, ale po pierwszych kilkuset metrach nierozgrzane mięśnie zaczęły krzyczeć i poczułem, jakby ktoś odciął mi zasilanie. Przyhamowanie było nieuniknione, ale najszybciej jak to było możliwe pozbierałem się w sobie i zacząłem polowanie na zawodników, którzy wyprzedzili mnie w chwili słabości 😉

Five Fingersy jak zwykle nie zawiodły i współpracowały ze mną idealnie zarówno na zbiegach jak i na podbiegach. Najtrudniejszy był długi i stromy podbieg pod tzw. tor saneczkowy, który zresztą pokonywaliśmy dwa razy. Ja na szczęście byłem już pozbierany i to właśnie na tym podbiegu udawało mi się dogonić najwięcej osób. Przed samą metą czekał na nas jeszcze jeden krótki, ale ciężki podbieg. Czułem jak za wszelką cenę próbuje mnie wyprzedzić jakaś dziewczyna, nie mogłem więc ani odrobinę odpuścić.

Dystans 4,8km. Według wskazań Endomondo ponad 200 metrów w górę i tyle samo w dół. Czas na linii mety to 22:33,81 i 27. miejsce pośród 109 zawodników, którzy ukończyli bieg. Imprezę zaliczam do udanych. Dzięki niej odkryłem w Raciborzu doskonałe miejsce do biegania, jakim jest właśnie Arboretum Bramy Morawskiej – trochę mroczny i dziki park, w którym można wykręcać pętle po pagórkowatych ścieżkach. Kiedyś mieszkałem przez pewien czas we Lwowie i raciborskie arboretum bardzo przypomina mi tamtejsze parki pełne mrocznego uroku. Z pewnością będę wracał w to miejsce i na te zawody.

Dla zainteresowanych jak zwykle link do pełnych wyników biegu TUTAJ.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s