Jack Wolfskin Hip&Sip

pas biodrowy z wilczym pazurem

Dzisiaj powrót do przeszłości – wpis, który napisałem jakieś dwa lata temu na potrzeby innego portalu, ale na Heavy Runs Light nigdy się nie pojawił! Wrzucam go dzisiaj przede wszystkim dlatego, że temat różnego rodzaju biegowych pasów, plecaków i innych „nosideł” będzie w najbliższych tygodniach na blogu poruszany, więc Hip&Sip idealnie wpasowuje się w tematykę. Już niedługo kolejne recenzje podobnych, ale być może ciekawszych produktów tego typu. Tak więc, dwa lata temu brzmiało to mniej więcej tak…

Lubię w czasie biegania mieć ze sobą trochę wody a na dłuższych wybieganiach również coś do szamania, dlatego ucieszyłem się, że będę miał okazję do przetestowania produktu marki Jack Wolfskin, znanej głównie z cieszącej się uznaniem odzieży outdoorowej. Jeżdżąc rowerem również odczuwam brak uchwytu na bidon, a pas z wilczym pazurem opisywany jest w pierwszej kolejności jako przeznaczony właśnie do jazdy na rowerze.

Kiedy wziąłem pas do rąk po raz pierwszy, moje wrażenia były bardzo pozytywne. Pas sprawiał wrażenie solidnego, stabilnego i dobrze przemyślanego. Niestety, w czasie użytkowania na jaw wyszły pewne niedociągnięcia, które zdecydowanie obniżają jego funkcjonalność. Zacznijmy jednak od początku.

Pas jest szeroki i dobrze przylega do pleców. Do jego produkcji wykorzystano materiał o nazwie CROSS RIP 300D, który dzięki wszytym w kilkumilimetrowych odstępach mocniejszym niciom, zapobiega jego rozrywaniu się. Dodatkowo w okolicach uchwytów na bidony jest on dodatkowo „załamany”, dzięki czemu jeszcze lepiej dopasowuje się do ciała, dając poczucie stabilności. Pamiętajmy, że pas docelowo przeznaczony jest na dwa bidony oraz trochę „bagażu” w kieszonkach, co w efekcie daje już parę kilogramów do utrzymania. Na szczęście jest on wystarczająco szeroki oraz wykonany z miękkiego materiału, co pozwala uniknąć obtarć. Stabilność nie jest tak dużym problemem podczas jazdy na rowerze, jednak w czasie biegu jest to jeden z głównych czynników, decydujących o użyteczności pasa. W tej kwestii Jack Wolfskin zdał egzamin celująco. Odpowiednio założony i zaciągnięty nie przesuwał się ani nie podskakiwał. Problemem była inna sprawa, o której napiszę za chwilę.

W tym miejscu chciałbym jednak skupić się na samych kieszeniach na bidony. Zastosowany w nich system jest ciekawy, jednak niestety trochę niedopracowany.

Uchwyty nie zostały zaprojektowany na butelki o konkretnej wielkości, dzięki czemu możemy w nich przenosić różne bidony, a nawet zwykłe butelki plastikowe. Dno kieszeni jest ruchome, a system linek pozwala zacisnąć bidon tak, aby się nie przemieszczał. Wspomniany system linek został przemyślany w ten sposób, aby można nim było operować jedną ręką. Pociągamy za sznurek i bidon się rozluźnia, dzięki czemu możemy go bez problemu wyciągnąć. Wkładamy bidon z powrotem i zaciągamy drugi sznurek. W praktyce jednak, wykonanie tych wszystkich czynności jedną ręką jest dosyć trudne i przy pociągnięciu często przesuwa się cały pas. Poza tym, mam wrażenie, że ciągłe pociąganie za sznurki w krótkim czasie doprowadzi do ich zerwania.

Ja zdecydowałem się bidonów po prostu za mocno nie zaciskać. Ścianki uchwytów są sztywne i bidony się nie przemieszczają, a ja nie mam problemu z ich wyciąganiem i wkładaniem. Dlatego, tak jak napisałem, zastosowany system wydaje się być interesujący i na pewno ma potencjał, jednak w obecnej postaci jest mało skuteczny.

Mówiąc o uchwytach na bidony dochodzimy do najbardziej newralgicznego elementu całego pasa. Zostały one umieszczone w tak niefortunny sposób, że w trakcie biegu uniemożliwiają swobodny ruch rąk. Uchwyty są wysunięte trochę za daleko na zewnątrz i podczas biegu łokcie zahaczają o wystające bidony.

Bidon umieszczony w kieszeni znajduje się dodatkowo pod kątem, co oczywiście pomaga w operowaniu nim, jednak w tym przypadku tylko pogarsza jeszcze sytuację. Muszę zaznaczyć, że jestem biegaczem bardzo szczupłym, więc być może problem ten nie wystąpi, jeżeli pas założy osoba o trochę większych gabarytach. Niemniej, jest to szczegół, który w dużej mierze dyskwalifikuje ten pas do wykorzystywania w czasie biegania. Ja dla dobra testu biegałem z jednym bidonem (pas minimalnie przesuwałem w jednym kierunku, żeby nie zahaczać o bidon łokciem), aby sprawdzić, jak pas się będzie sprawdzał w czasie ruchu, jednak nie po to kupujemy pas na dwa bidony, żeby biegać z jednym. Problem ten nie występuje w czasie jazdy rowerem, gdzie ręce trzymamy przecież na kierownicy, a lekko wysunięte bidony ułatwiają sięganie do nich.

Powiedziawszy już o największej wadzie opisywanego pasa, skupmy się teraz na pozostałych jego cechach. W końcu pas to nie tylko bidony. Pomiędzy uchwytami na butelki znajdują się dwie, zamykane na zamek błyskawiczny, kieszenie. Zewnętrzna jest naprawdę mała i nie zmieścimy w niej za wiele oprócz telefonu i dowodu osobistego. Druga kieszeń jest już trochę większa i spokojnie możemy spakować do niej trochę jedzenia (banana, żele itp.). Udało mi się upchać do niej również lekką kurtkę przeciwdeszczową, wymagało to jednak trochę determinacji i nie pozostawiło już miejsca na żaden dodatkowy sprzęt.

Biorąc pod uwagę fakt, że pas umożliwia nam zabranie ze sobą sporej ilości płynów, możemy wnioskować, że przeznaczony jest na dłuższe wycieczki. Skoro dłuższe, to przydałoby się też trochę więcej miejsca na dodatkowy sprzęt czy prowiant.

Jeżeli nie jest możliwe powiększenie samych kieszeni to myślę, że dobrym pomysłem byłoby zainstalowanie dodatkowo linki kompresyjnej. Co prawda kieszenie są na tyle małe, że nie za bardzo jest w nich co kompresować, jednak mogłaby ona posłużyć do umocowania chociażby właśnie kurtki, dzięki czemu większą kieszeń można by wykorzystać do spakowania czegoś innego.

W dużej kieszeni zamocowana jest również smycz na klucze, dzięki której nie będą w środku luźno latać, a co chyba ważniejsze, nie wypadną przez przypadek.

Pierwszy bieg, jaki odbyłem z tym pasem, miał miejsce w czasie ulewnego deszczu, czyli w idealnych warunkach do sprawdzenia jego nieprzemakalności. Celowo wsadziłem do środka kilka chusteczek higienicznych, aby sprawdzić ich stan po powrocie z treningu. Były zupełnie suche. W tej kwestii nie pozostaje nic do dodania.

Pas został wyposażony również w mały element odblaskowy, jednak to nie on jest najciekawszy jeżeli mowa o widoczności. Na mniejszą kieszeń doszyty został mały pasek, który ma służyć do niczego innego, jak zamocowania lampki. Jest to świetne rozwiązanie zarówno dla rowerzystów jak i biegaczy czy piechurów. Może nawet bardziej przydatne dla tych drugich, bo przecież większość rowerów wyposażona jest w jakieś oświetlenie. Biegając w nocy, korzystamy zazwyczaj z czołówek, które oświetlają nam drogę, a jednocześnie sprawiają, że jesteśmy widoczni dla nadjeżdżających z przeciwka pojazdów. Zapominamy jednak często o tym, żeby być dobrze widocznym również z tyłu. Przymocowanie małej, pulsującej czerwonym światłem, lampki do pasa biegowego jest świetnym rozwiązaniem tego problemu.

Ciężko jest wystawić jednoznaczną ocenę tego pasa. Gdyby nie złe rozmieszczenie uchwytów na bidony, byłby to produkt wart uwagi. Niestety, ten szczegół dyskwalifikuje go wśród biegaczy. Z drugiej strony, dobrze sprawdza się w czasie jazdy rowerem. Możemy zabrać ze sobą sporą ilość wody, dokumenty i trochę prowiantu. Myślę, że nie przypadkowo producent mówiąc o jego przeznaczeniu, w pierwszej kolejności wymienia właśnie jazdę na rowerze, a dopiero później bieganie oraz chodzenie. Najchętniej wystawiłbym mu dwie oceny: 4+ z jazdy na rowerze i 2 z biegania. Czyli średnia: 3. Niewątpliwie jest to produkt, który ma potencjał, ale wymaga jeszcze dopracowania.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s