Piotr Szałaśny o gadżetach i motywującym dziecku

czyli jak biegacz do biegacza #3

W ramach wprowadzenia do tej rozmowy muszę krótko opisać moje początki blogowanie, które związane są właśnie z Piotrem Szałaśnym i prowadzonym przez niego blogiem – Testy Outdoorowe.

Jakieś dwa lata temu zobaczyłem na Facebooku ogłoszenie o poszukiwaniu testerów sprzętu sportowego i outdoorowego do pisania recenzji na wyżej wspomnianym blogu. Przez chwilę się wahałem, ale jednak wysłałem maila. Poszedłem pojeździć trochę rowerem, a kiedy wróciłem odpowiedź już na mnie czekała. Chyba po paru tygodniach pierwsza moja recenzja była już w Internecie. Pamiętam, że był to tekst o Invisible Shoes (Xero Shoes) i pamiętam jak z wypiekami na twarzy śledziłem statystyki i nie mogłem uwierzyć w to, ile osób przeczytało mój tekst.

Śmiało mogę powiedzieć, że gdyby nie Testy Outdoorowe to prawdopodobnie nie byłoby Heavy Runs Light. Tam były pierwsze recenzje, tam zobaczyłem jak działa blog i fanpage na Facebooku i tam nauczyłem się jak nawiązywać kontakty z producentami i dystrybutorami sprzętu. I tak to się właśnie potoczyło 🙂 A teraz z przyjemnością zapraszam Was do przeczytania mojej rozmowy z Piotrem Szałaśnym.

No to startujemy! We wstępie do naszej rozmowy napisałem o moich początkach blogowania na Testach Outdoorowych, więc zacznijmy od pytania o Testy 😉 Skąd pomysł na bloga?

Nic się nie bierze znikąd. Mój pomysł na bloga wyszedł przede wszystkim z pasji chodzenia po górach. M.in. właśnie dlatego wybrałem studiowanie w Bielsku-Białej (żeby mieć Beskid w zasięgu ręki). Tak się zdarzyło, że niewiele później znalazłem pracę w jednym ze sklepów turystycznych. Tam bliżej poznałem różne marki, typy i rozwiązania technologiczne produktów outdoorowych. Siedziałem kiedyś wieczorem na chatce studenckiej na Lasku i własnie tam patrząc na wiele par butów trekkingowych wpadłem na pomysł na bloga, który wcieliłem w życie zaraz po zejściu do domu.

Pamiętasz o czym była pierwsza recenzja?

Dokładnie nie wiem, ale mogę się domyślać, że to był jeden z przedmiotów, które miałem już dużo wcześniej przed założeniem bloga – stawiam na czołówkę Petzl Tikkina 2 lub buty Zamberlan Scout GT.

Będę musiał odgrzebać te teksty 😉 Ile lat temu to było?

Bloga prowadzę od lutego 2012 roku, czyli już przeszło dwa i pół roku.

Jak od tamtego czasu zmieniły się Testy?

Przez cały czas staram się coś udoskonalać, wprowadzać nowe pomysły i je rozwijać. Z jednymi idzie lepiej, drugie po jakimś czasie okazują się niepotrzebne. Różnie to bywa. Na pewno przełomowym momentem w istnieniu bloga było zaparkowanie go na własnej domenie (www.TestyOutdoorowe.pl) i własnym hostingu a także całkowita zmiana layoutu (wszystko to działo się w jednym czasie). To tyle jeśli chodzi o kwestie technologiczne. Merytorycznie z kolei na pewno także się rozwija (choć nie do końca mi to oceniać), mam jednak wrażenie, że teksty są ciekawsze i bardziej wyczerpujące. Z ostatnich nowości zacząłem prowadzić kanał na YouTube – OutdooR bez „R”, a także bardziej lifestylowo prowadzić fanpage na Facebooku. Na razie oba te działania dają bardzo dobre rezultaty. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej i blog zyska jak najwięcej zadowolonych czytelników, którzy dzięki niemu nie tylko będą mogli poznać nowe produkty z branży sport/outdoor, ale także o nich podyskutować.

No i zamiast o bieganiu gadamy o blogowaniu, no cóż, co robić… Tak więc, jak to jest z tym bieganiem – od kiedy biegasz?

Zacząłem biegać ponad dwa lata temu. W zasadzie nie wiem dlaczego. Zanim zacząłem biegać codziennie chodziłem do pracy o kijkach (jakieś 3km w jedną stronę). Pewnego wieczoru, mieszkając jeszcze w BB po prostu wstałem od komputera, ubrałem się, założyłem na nogi trampki (innych butów nie miałem) i spróbowałem biec. Pamiętam, że były to chyba jakieś dwa kilometry. Zasapałem się (za ostro zacząłem) i wróciłem do domu. Ale to wystarczyło – załapałem bakcyla i od tego czasu biegam już nie tylko do pracy 😉

10376921_790558954311401_7021833314232456017_n

Zadyszka po 2km to podobnie jak u mnie na początku. Ciężko było na początku? Pamiętasz czy miałeś jakieś konkretne problemy?

Czasami ciężko to jest i teraz Zależy jakie ma się założenia. Mi na początku najtrudniej było dopasować tempo do własnych możliwości – za bardzo chciałem, za mało mogłem. Podbiegi także dawały mi się we znaki. Niemniej jednak najtrudniejsze było dla mnie skompletowanie tego, by mieć w ogóle w czym biegać. Zacząłem biegać w zimie, nie miałem za co kupić kompletu fajnych ciepłych i komfortowych ubrań na takie warunki. Spędziłem naprawdę wiele godzin chodząc po lumpeksach, żeby w ogóle wybrać coś w czym da się biegać (bo w jeansach się nie da! chyba, że się przed kimś ucieka). Ostatecznie całą pierwszą zimę przebiegałem w dresowych spodniach, starym polarze i bawełnianej koszulce. Jedną rzecz, którą kupiłem sobie nową (choć z przeceny) to buty – LaSportiva WildCat (już dawno zajechane). I wiesz co, jak sobie przypomnę te pierwsze kilometry w takim stroju, to mi się morda aż sama śmieje – tak było fajnie!

Poruszyłeś tutaj bardzo ciekawą kwestię, o której ostatnio dużo się mówi – czy bieganie kosztuje? Co tak naprawdę jest do biegania według Ciebie niezbędne? A może trochę powariowaliśmy z tym sprzętem i dajemy się wkręcać w tryby konsumpcjonizmu?

To pytanie jest zarazem łatwe i trudne. Z jednej strony mogę z całą stanowczością powiedzieć, że bieganie niemal nic nie kosztuje. W wersji niskobudżetowej wystarczy koszulka, spodenki i buty, z czego kupując używane – dwie pierwsze rzeczy możemy mieć za równowartość dwóch piw. Jeśli chodzi o buty to też nie tragedia – zadowalający model można znaleźć w okolicach stu złotych. Dla osób, które biegają po kilka km tylko i wyłącznie dla przyjemności – zestaw jak znalazł. Jak zacznie padać, można założyć kurtkę przeciwdeszczową, człowiek bardziej się spoci – ale do domu dotrze bez przeziębienia. Jeśli ktoś chce brać udział w zawodach to wiadomo, że (z kilkoma wyjątkami), trzeba za nie zapłacić – wpisowe w Polsce niestety nie należą do niskich, najczęściej trzeba liczyć się jeszcze z ceną transportu, czasami noclegu i wyżywienia. I tu już zaczynają się finansowe schody. Jak kogoś stać – niech biega, jak nie – niech zostanie przy wybieganiach wokół domu. Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Jeśli chodzi z kolei o sprzęt, to ja wielokrotnie widziałem osoby w strojach takich jak mój sprzed dwóch lat, które do mety dobiegały o połowę szybciej niż biegacze uzbrojeni w najnowsze zdobycze techniki. To są dodatki, które czasami warto mieć, czasami miło mieć, ale przede wszystkim – ich NIE TRZEBA mieć. Trend na bieganie to także doskonały biznes dla wielu firm – począwszy od odzieżowo/obuwniczych – które chcą nam wmówić, że ten materiał jest lepszy od drugiego, a ta podeszwa zapewni, że będziemy szybsi i nie będą nas boleć nogi, przez akcesoria typu pasy, pulsometry – które mają poprawić nasz komfort, aż po różnego rodzaju odżywki mające zmaksymalizować efekty naszych treningów. Ja powiem tak – jeśli kogoś stać i lepiej mu się biega ze świadomością, że jest „wyszpejony” za kilka tysięcy – to niech tak biega. Tak właśnie działa marketing i takie mamy teraz społeczeństwo – oparte na chęci posiadania dóbr (coraz to nowszych i coraz to droższych). Osobiście bardzo lubię nowinki technologiczne, buty, ubrania i poznawanie nowych produktów – jestem typowym gadżeciarzem. Jednak w ostatecznym rozrachunku niezależnie od tego ile akcesoriów mam do biegania i tak wybieram minimum z nich. A najbardziej lubię ten model butów, który jest już najbardziej zużyty.

Skoro już zacząłeś o zawodach – lubisz starty w zawodach? Co ci daje start w imprezie, czego nie daje Ci bieg po przysłowiowych polach?

Bardzo lubię starty w zawodach. To są dla mnie takie wyjątkowe dni, musisz się spakować, wszystko przygotować, a potem jedziesz na bieg. I po prostu wiesz, że będzie fajnie, ciekawie, interesująco, że będzie inaczej. Uwielbiam poznawać nowe miejsca a dzięki takim zorganizowanym biegom jestem w stanie poznać chociażby okoliczne miasta, do których w innym wypadku bym z pewnością nie zawitał. To jest jedna sprawa. Druga, o wiele ważniejsza to to, że zapisanie się na bieg daje mi motywację do regularności – taką dozę samozaparcia, że jest bieg – deadline, na który muszę być przygotowany i że to, że sobie odpuszczę może zrobić różnicę. Niemniej jednak co za dużo to niezdrowo. Kiedyś zrobiłem sobie tak, że zapisałem się na trzy biegi tydzień po tygodniu. Nawet nie wiesz, jak w trzecim tygodniu zamiast znowu wstawać rano i jechać na bieg chciałem po prostu ubrać buty, wziąć psa i pobiec na długie, spokojne wybieganie do lasu żeby się wyciszyć – i to jest z kolei to, czego nie może już dać branie udziału w zawodach.

A_DSC09997

Też tak kiedyś miałem – starty tydzień po tygodniu… i już było tego trochę za dużo. Ale teraz maraton w Ostrawie biegniemy, tak? Z tego co widziałem to była chyba trochę spontaniczna decyzja, ale u mnie podobnie 😀 Jak będą wyglądały Twoje przygotowania? Jakiś specjalny plan, czy na czuja?

Tak, szczerze mówiąc to nie wiem jeszcze czy nie zmienię na półmaraton ;-/ Zobacyzmy jak z przygotowaniem będzie, ale na pewno w Ostrawie chcę wystartować.

Nie, nie! Nie zmieniaj! Ja chcę pobiec w końcu znowu pełen maraton po kilku latach i potrzebuję motywacji! Ale teraz pytanie, które chciałbym zadać specjalnie Tobie. Z tego co przyuważyłem na FB to ostatnio powiększyła Ci się rodzina, zgadza się?

Dokładnie tak, mam 7 tygodniowego syna.

Jak to wpłynęło na Twoje bieganie? Wiadomo, że z czasem i tak jest ciężko, a w takiej sytuacji to już chyba sport ekstremalny?

Jeśli chodzi o czas wolny to muszę dzielić go między wiele aktywności. Z jednej strony praca i rozpoczęty doktorat, z drugiej dom i rodzina a z trzeciej hobby – bieganie, blog, czytanie książek czy wyjazdy w góry. Fakt jest taki, że przez pierwsze dwa tygodnie jak Tymiś przyszedł na świat nie biegałem w ogóle – nie miałem ani do tego głowy, ani chęci, ani zwyczajnie mocy. Ale już teraz – po kilku tygodniach, nie uwierzysz, ale biegam więcej i częściej niż przed tym jak berbeć się urodził! Przede wszystkim z żoną ustawiliśmy sobie tak opiekę nad małym, żeby móc też „mieć coś z życia”. Ponadto moja żona chce także zrzucić zbędny balast po ciąży. Doszło do tego, że w zeszłą sobotę najpierw biegłem 11km z psem, a potem biegłem z wózkiem kolejne 6km, a żona obok mnie jechała na rowerze. Na pewno małe dziecko nie powoduje tego, że trzeba przestać biegać! W końcu za kilka lat będzie pewnie chciało mieć wysportowanego tatę, który będzie mieć siły biegać za rowerkiem.

Super! Czyli w sumie dziecko jest dla Ciebie jakby takim motywatorem.

Pewnie, że tak! Nie chciałbym, żeby patrząc na ojca moje dziecko widziało tylko starszego kolesia z brzuchem, który siedzi przed telewizorem i żłopie bezmyślnie piwo za piwem (choć to od czasu do czasu nic złego).

Ja zdecydowanie w piwku od czasu do czasu też nie widzę nic złego 😉 I pytanie, które zadaję każdemu – masz jakieś biegowe marzenie?

Pewnie że tak – żeby nigdy mi się nie znudziło.

A nudzi się niekiedy?

Szczerze powiedziawszy to najtrudniejsze w bieganiu wydaje mi się samo wstanie z kanapy i ubranie butów.

A jak z kontuzjami? Zaliczyłeś już jakąś przymusową przerwę?

Odpukać, do tej pory nie przydarzyło mi się nic poważnego. Miałem kilkakrotnie małe problemy ze śródstopiem czy jakieś niewielkie problemy z mięśniem – nic co wykluczyłoby mnie na dłuższy czas z biegania. Mam ogromną nadzieję, że tak pozostanie jak najdłużej. Stosunkowo długa przerwa, którą notabene sam sobie zafundowałem, była po zrobieniu tatuażu – przez kilka tygodni trzeba o niego dbać i nie wolno go zapocić, stąd byłem wyłączony z biegania. Szczerze, przez ten niebiegający czas trochę osłabłem jeśli chodzi o tempo. Zyskałem jednak tatuaż, który chciałem mieć już od kilku lat.

Uuu, to mnie zmartwiłeś bo też myślałem nad tatuażem, ale kilka tygodni bez biegania… Jeszcze na chwilę chciałbym wrócić do tematu sprzętu. Już wiemy jak to wyglądało na początku, ale domyślam się (i widzę na zdjęciach), że skompletowałeś typowo biegowe ciuchy – czy teraz jeszcze w coś inwestujesz?

Tak, aktualnie mógłbym się pochwalić dość sporą ilością ubrań, butów i akcesoriów. Mogę powiedzieć, że mam spokojnie po komplecie na każdą porę roku. Wiem co ubrać jak jest ciepło, zimno, deszczowo czy sypie śniegiem. Z jednych rzeczy jestem bardzo zadowolony z innych mniej a innych nie oddam za żadne pieniądze! Tak jak mówiłem – jestem gadżeciarzem, więc jak odkryję coś nowego, co mnie zainteresuje to bardzo chciałbym sprawdzić jakie to jest – i najczęściej opisać to na blogu. Aktualnie jednak jeśli chodzi o sprzęt to mam wszystko co jest mi niezbędne, a nawet więcej. Ale wiesz co, w sumie nigdy nie miałem czapki z daszkiem do biegania!

Ja sobie nie wyobrażam biegania bez czapki z daszkiem 😉 A to czego nie oddałbyś za żadne skarby?

Przede wszystkim butów – Nike Zoom Terra Kiger. Te kapcie są tak wygodne w terenie, że nigdy nie miałem lepszych trailówek! Ponadto jeśli chodzi o odzież to – zimowych spodni Dobsoma, legginsów Nike oraz… bezrękawnika z Biegu Pszczyńskiego i koszulki z Półmaratonu Dąbrowskiego. Serio!

???????????????????????????????

Koszulki z biegów bywają fajne – mam też kilka takich, których bym nie zamienił. Jest coś o co nie zapytałem, a o czym chciałbyś powiedzieć?

Mogę tak od siebie dodać, że przez cały okres gimnazjalno-licealny byłem totalnie anty-sportowy. Nie uprawiałem absolutnie żadnego sportu, nie chodziłem na WF, a myśl o wysiłku fizycznym przyprawiała mnie o zawroty głowy. A w liceum bardziej zajmowałem się spożywaniem napojów wyskokowych, imprezami i paleniem papierosów.

W sumie to bardzo podobny przypadek jak mój. Szkoła i studia to trochę imprezowania, fajki itp. Jedynie po górach się łaziło czasami, ale nic ponadto i w sumie jakby ktoś zapytał skąd ta „przemiana” to chyba nie potrafiłbym odpowiedzieć. Ty masz jakieś wyjaśnienie?

Raczej nie mam żadnego logicznego wyjaśnienia, to przychodzi samo. Zresztą, w głowie zawsze coś ze starych czasów zostaje. Mimo to może jest to kwestia stawiania sobie nowych wyzwań i szukania nowych doznań? Trudno powiedzieć.

Też tak myślę. Chyba dobrnęliśmy do mety!

Ha, daliśmy radę. Łatwo nie bylo 😀

Dzięki i mam nadzieję, że zobaczymy się jednak w Ostravie na pełnym maratonie 😉

Kolejna część cyklu Jak biegasz do biegacza za nami! Fajnie móc z Wami pogadać chociaż trochę i zobaczyć jak podchodzicie do różnych spraw 🙂

Advertisements

3 thoughts on “Piotr Szałaśny o gadżetach i motywującym dziecku

  1. Fajny reportaż. I co najważniejsze poruszane wszystkie wątki biegania. Można się dużo dowiedzieć. Szczerze to najbardziej utożsamiam się z początkiem biegania. Chyba u każdego wyglądał podobnie. Impuls -> wyjście ->pierwszy bieg -> i już wszystko wiadome: To chce robić 🙂 Ten schemat powtarza się u większości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s