XeroShoes Sensori Venture

liczyłem na więcej, czyli na mniej…

Rzadko zdarza się, aby końcowa recenzja znacząco różniła się od moich wrażeń po pierwszych kilometrach. Jasne, wychodzą jakieś szczegóły, a po kilkuset kilometrach już bez cienia wątpliwości można ocenić charakter danego obuwia, ale zazwyczaj jest to po prostu rozwinięcie początkowych odczuć i spostrzeżeń. Tym razem jest jednak trochę inaczej. Po kilku miesiącach patrzę na Xero Shoes Sensori Venture z odrobinę skrzywionym wyrazem twarzy. Zapowiadało się fajnie, ale nie do końca tak wyszło. Niektórych rozwiązań w ogóle nie rozumiem, a niektóre moim zdaniem po prostu się nie sprawdzają. Przeróbmy je więc krok po kroku.

Podeszwa po staremu

Tutaj akurat nie ma większych zmian – odpowiednio wyprofilowany kawałek gumy o grubości 5,5mm (czyli pomiędzy oryginalnymi Contact i Connect). Jak więc widać grubość konkretnie minimalistyczna 😉 zapewnia absolutne minimum jeżeli chodzi o ochronę stóp i nic więcej. Podeszwa jest bardzo elastyczna i bez problemu można ją zwinąć w rulonik i spakować do plecaka. Od spodu mamy typowy dla Xero Shoes bieżnik ze strzałkami w dwóch kierunkach, a z wierzchu przyjemną w dotyku teksturę. Sensori Venture nie ślizgają się nawet na mokrym asfalcie, ale jeżeli chodzi o teren to ciężko mówić tutaj o jakiejkolwiek trakcji, bo wszystko na co możemy liczyć to nasza technika.

Również charakterystycznie dla Xero Shoes boczne „uszka” są podniesione w taki sposób, aby przeciągnięty przez nie sznurek nie ocierał o podłoże i tym samym nie przecierał się. Sprawdzone rozwiązanie.

Przede wszystkim jednak, to co odróżnia Sensori Venture od starych Xero Shoes, to fakt, że są to sandały ready-to-go, czyli już odpowiednio przycięte do rozmiaru stopy. Nie trzeba więc bawić się nożyczkami i obrabiać krawędzi podeszwy, chociaż miało to też swój urok 😉

Co nie hula

Największa wada Sensori Venture to moim zdaniem gumowy element na pięcie, ten zalążek „zapiętka”, ale ten smaczek zostawimy sobie na później, a zaczniemy od dwóch detali, które miały poprawić komfort użytkowania, ale nie do końca się sprawdzają.

Gumowe coś między palcami. To że od spodu nie ma supełka tylko gumowa zaślepka jest plusem i z tym nie ma dyskusji. Po pierwsze, rozwiązanie takie jest wygodniejsze bo nic nas nie uwiera, a po drugie jest trwalsze, gdyż supełek siłą rzeczy z czasem się przecierał i trzeba było go na nowo wiązać. Jednak gumowy „pałąk”, który wystaje między palcami może się już mniej podobać. Co prawda skórę między palcami mam już trochę uodpornioną przez bieganie w różnych sandałach, ale wydaje mi się, że guma nie jest wcale łagodniejsza dla skóry niż tradycyjny sznurek. Jeżeli Xero Shoes chciało poprawić komfort w tym miejscu to należało zastosować kawałek jakiegoś miękkiego materiału, a nie sztywnej gumy.

Druga sprawa to gumowa nakładka na sznurki za piętą. Założenie jest takie, że ma zapobiegać zsuwaniu się sznurków, ich plątaniu, obcieraniu i nie wiem czemu jeszcze. Prawda jest taka, że przez lata łażenia i biegania w Xero Shoes (chociaż moja para jest sygnowana jeszcze starą nazwą Invisible Shoes) nic mi się nie zsuwało, nie obcierało ani nie plątało, więc mamy kolejny niepotrzebny element. Na dodatek jest gumowy i psuje mi ogólne odczucia z noszenia Sensori Venture, bo guma jakoś jednak negatywnie kojarzy mi się z chińszczyzną.

Na koniec narzekania obiecany „zapiętek”, którego funkcji nie potrafię pojąć. Gdzieś na stronach Xero Shoes przeczytałem, że ma on zapobiegać dostawaniu się różnego syfu w postaci kamyków, piasku itp. pomiędzy stopę a podeszwę, ale jeżeli już coś wpada to z przodu albo z boku, a nie z tyłu, więc w tym kontekście te dodatkowe paredziesiąt gram jest całkowicie bez sensu.

Myślałem, że może ów zapiętek ma poprawiać trzymanie stopy np. na podbiegach – zapobiegać jej zsuwaniu się, ale od tego są przecież sznurki i cały system wiązania, więc też nie widzę powodu, żeby dodatkowo obciążać podeszwę. Oczywiście jest to fajny akcent kolorystyczne, ale kosztem dodatkowego obciążenia podeszwy, byłbym więc skłonny z niego zrezygnować. I mam nadzieję, że w kolejnych modelach Xero Shoes go nie będzie!

Nie wszystko jest źle

No to trochę sobie pomarudziłem, ale nie chciałbym, żebyście pomyśleli, że Sensori Venture to totalna porażka 😉 Ciągle są to fajne huarache w ekstremalnie minimalistycznym wydaniu… po prostu z paroma niepotrzebnymi ozdobnikami. Nowością, która z pewnością może się podobać jest nowy system wiązania. Wiązanie w tradycyjnych Xero Shoes składało się ze sznurka i… i tyle. Prościej już nie można, jednak wiązanie huarache wymagało pewnej wprawy. W Sensori Venture wiązanie składa się z dwóch sznurków, których długość możemy regulować w łatwy sposób za pomocą małych plastikowych „klamerek”. Rzeczywiście jest to bardzo wygodne i w kilka sekund możemy dopasować wiązanie do naszych potrzeb.

Tradycyjny system z pewnością nie był tak wygodny, ale z drugiej strony mogliśmy wybierać spomiędzy wielu technik wiązania sandałów i samemu trochę eksperymentować. Xero Shoes Connect były moimi pierrwszymi sandałami do biegania i chyba jestem trochę sentymentalny 😉

Pobiegane

Najważniejsza kwestia to oczywiście jak się w Xero Shoes Sensori Venture biega. Jeżeli chodzi o czyste wrażenia z biegania to Xero Shoes niczym mnie nie zaskoczyło. Podeszwa w Sensori jest o 1,5mm grubsza niż w Connect, ale różnica jest ledwo wyczuwalna. Sensori Venture to ciągle minimalizm w czystym wydaniu i obuwie, o którym śmiało możemy powiedzieć „boso plus”.

Bieganie w Xero Shoes dla osób nieprzyzwyczajonych do minimalizmu może stanowić nie lada wyzwanie. Nasz aparat ruchu pozostawiony jest sam sobie, bez żadnego wsparcia ze strony obuwia, które nie dość, że nie zapewnia żadnej amortyzacji to na dodatek chroni przed różnymi niespodziankami na drodze tylko w minimalnym stopniu. Dlatego też bardzo trzeba uważać, aby mówiąc oględnie, nie przegiąć. Ignorowanie sygnałów od organizmu w postaci bólu, zbytniej sztywności czy napięcia mięśni to prosta droga do przeciążenia i kontuzji.

Xero Shoes to doskonałe narzędzie do pracy nad techniką i biegania naturalnego, ale musimy dać sobie odpowiednio dużo czasu na adaptację. Mięśnie muszą się wzmocnić, a ciało nauczyć reagować na zmiany podłoża.

Dla mnie Xero Shoes to ciągle najlepszy test i miernik poprawnej techniki. Bo jeżeli sandały „klapią” o podłoże to znaczy, że coś w naszej technice jest do poprawki, a Xero Shoes potrafią klapać jak żadne inne sandały 😉 Za to kiedy słychać tylko delikatne szuranie, wiemy, że wszystko gra.

Bieganie po twardej nawierzchni, takiej jak asfalt, jest oczywiście trochę bardziej wymagające, ale przez to lepiej uczy poprawnej techniki. Bieganie po leśnych czy parkowych ścieżkach może wybaczyć jakieś minimalne niedociągnięcia techniki, ale z drugiej strony każdy kamyk, każdą gałązkę, szyszkę i inne nierówności wyraźnie odczujemy na stopach.

Podsumowanie

Mam wrażenie, że Steven Sashen i spółka chcieli na siłę wprowadzić jakieś „innowacje”, które wyróżniłyby ich surowy produkt na tle konkurencyjnych huarache. Problem jednak w tym, że to właśnie surowość i prostota odróżniały Xero Shoes od pozostałych sandałów do biegania. Oryginalny zamysł Xero Shoes jest perfekcyjny w swojej prostocie i moim zdaniem nie zniesie, żadnych radykalnych ulepszeń i w efekcie mamy przekombinowane Sensori Venture. Jestem przekonany, że gdyby ograniczyć się do zmian w systemie wiązania i zabawy z kolorami otrzymalibyśmy o wiele bardziej funkcjonalny produkt.

W tym momencie chętniej jednak będę sięgał po sprawdzone Xero Shoes (Invisible Shoes) Connect:

CAM01424

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s