Silesia Marathon 2014

prawie debiut

Startowałem już kilkadziesiąt razy, na maratonie też nie był to mój debiut, a jednak od paru dni ciężko było myśleć o czymś innym. Niby nie debiut, ale od poprzedniego startu na 42,2 km minęły 3 lata, a co więcej tamten maraton ciężko uznać za udany. W połowie przechodzony, ale wtedy sukcesem było, że w ogóle go ukończyłem, bo na starcie stanąłem praktycznie bez przygotowań. Teraz miało być inaczej!

Silesia City Center

Ktoś narzeka na ulokowanie bazy zawodów w centrum handlowym? Komuś coś nie pasi? Moim zdaniem lepiej rozwiązać tego nie można było. Argumentów przemawiających na korzyść Silesia City Center jest sporo. Parkingi – dużo i darmowe. Ciepłe miejsce, gdzie można wyczekiwać na start. Zaplecze gastronomiczne, więc po biegu można od razu coś wszamać. A przede wszystkim, jeżeli przyjechało się z rodziną lub znajomymi to nie musieli oni czekać ileś godzin na jakimś wydmuchowisku, tylko mogli się kulturalnie udać na tzw. shopping. Osobiście nie widzę żadnych argumentów przeciwko takiemu rozwiązaniu.

fot. Magdalena Późniewska
Z Krzyśkiem z bloga Biegam Gdzie Chcę; fot. Magdalena Późniewska

No to biegniemy

Dzień przed i noc minęły w takim trochę przyduszonym napięciu. Z jednej strony trochę strachu, ale głównie podekscytowanie. Na starcie w Katowicach stanąłem jednak już na luzie. Sam nie wiem skąd wzięło się u mnie to przekonanie, ale od momentu jak zacząłem biec aż do samej mety byłem na 100% pewien, że uda mi się zrealizować plan. Taka pewność siebie jest do mnie niepodobna, ale wtedy nie dopuszczałem do siebie w ogóle myśli, że coś może pójść nie tak.

O poranku było zdecydowanie zimno; fot. Magdalena Późniewska
O poranku było zdecydowanie zimno; fot. Magdalena Późniewska

Przygotowania w zasadzie szły bez przeszkód i wybiegałem wszystko, co miałem do wybiegania. Tempo wypracowane. Dystans też nabiegany. Organizm przed startem zregenerowany i zatankowany do pełna. Może nawet trochę więcej. Taktyka obmyślona. Czułem się po prostu mocny.

Pogadałem chwilę z Krzyśkiem z Biegam Gdzie Chcę i z Piotrkiem z Testów Outdoorowych i telepiąc się z zimna (oczywiście się nie rozgrzewałem, no bo po co 😛 ) ustawiłem się za pacemakerem na 3:45. Wszystko poniżej 4h było ok, ale nie ukrywam, że chciałem urwać jak najwięcej się dało 😉 Powiem szczerze, że nawet nie usłyszałem wystrzału – po prostu zaczęliśmy biec. I biegnę tak sobie za „zającem” i banan nie schodzi mi z twarzy 😀 Biegło mi się naprawdę lekko. Czułem, że mógłbym dużo szybciej, ale wiedziałem, że jak teraz przyśpieszę to później może być ciężko, dlatego trochę luzowałem i po prostu cieszyłem się biegiem.

Nie pamiętam teraz dokładnie, ale gdzieś koło 10km wyprzedziłem mimo wszystko grupę na 3:45 i poleciałem swoim tempem. Nie dużo szybciej, ale kilka sekund na każdym km, a ziarnko do ziarnka… 😉 A przede wszystkim swoim tempem, w którym czułem się dobrze.

Do 20km biegło mi się super i na pełnym luzie. Na 15km wchłonąłem pierwszy żel. Miałem ze sobą bidon 250ml z izotonikiem, a żele miałem zaplanowane na 15, 25 i 35km, tak żeby móc je popić wodą z punktów odżywczych.

Za połówką zmęczenie zaczęło mi trochę dawać się we znaki, ale było to jeszcze takie zmęczenie kontrolowane. Wszystko w normie i ciągle z uśmiechem na twarzy! Na 25km znowu żelik. Później był Nikiszowiec, który zarówno swoim wyglądem jak i kibicowaniem dawał niesamowitego kopa, na którym pociągnąłem aż do 30km. Pamiętam jak mijając flagą z oznaczeniem 30km zagadnąłem innego biegacza, że już tylko dycha z hakiem i już czuć metę nosem. No i zrobiło się ciężej.

Słów kilka o trasie

Dużo osób mówi, że trasa była wymagająca, ale ja nie jestem pewien. Według mnie była całkiem szybka, a chyba nikt nie spodziewał się, że będzie całkiem płasko 😉 W pierwszej części dużo biegło się w dół, więc od razu można było nadgonić trochę tempa na poczet późniejszych kryzysów. Wiadomo, że jak się zbiega to kiedyś w końcu trzeba będzie podbiec 😉

Na Silesia Marathon podbiegów też oczywiście było parę, ale w pamięć zapadają szczególnie dwa. Pierwszy to dosyć długi podbieg na wiadukt jakoś niedaleko za półmetkiem, o ile mnie pamięć nie myli. Ten pokonałem bez większych problemów. Nawet udało mi się na nim trochę podkręcić tempo. Drugi podbieg, który mógł dać mocno w kość był koło 39km, czyli w dosyć newralgicznym momencie, kiedy wiele osób ciągnie już na oparach. Wydaje mi się, że też sam w sobie nie był taki straszny, ale kiedy ma się w nogach prawie 40km to punkt widzenia trochę się zmienia 😀 Mój tok rozumowania był tutaj do bólu prosty – im szybciej na niego wbiegnę tym krócej będę się z nim męczył 😛 I chociaż z szybkością niewiele miało to wspólnego to wbiegłem!

Z kwestii technicznych, o których warto wspomnieć to punkty odżywcze co 5 km, a na nich woda, izotonik, czekolada, banany, ciasteczka, cukier. Jak dla mnie luksus. Eleganckie oznaczenie każdego kilometra – co prawda paru flag nie dostrzegłem, ale może były. Do tego cała trasa mocno obstawiona, więc można było czuć się bezpiecznie.

VI Silesia Marathon

VI Silesia Marathon

Co ważne, trasa poprowadzona była ciekawie, było na czym oko zawiesić, więc nie było nudno. Mieliśmy okazję pozwiedzać, oprócz Katowic, Siemianowice Śląskie i Mysłowice, czyli taki Śląsk w pigułce. Był spodek, były kościoły, były nowe osiedla, były familoki, były kopalnie i hałdy. Kto nie był stąd, mógł oprócz sztandarowych miejsc poznać Śląsk również trochę od podszewki. Za trasę ogromny plus!

Ostatnia dycha

Ściany jako takiej nie było. Był po prostu kryzys. Nogi zaczęły boleć, myśli gdzieś odpływać. Przypomniałem sobie wtedy jak gdzieś przeczytałem wypowiedź Scotta Jurka (to chyba był on), który mówił o tym, że ból wypuszcza uszami! I ja też tak zrobiłem. Dosłownie. Wypuściłem ból uszami. Wyobraziłem sobie jak ból przechodzi mi z nóg przez całe ciało i wylatuje jak para z moich uszu. Głupie? Pomogło!

VI Silesia Marathon
To już okolice 38km

Było ciężko, bolało, czułem, że biegnę na 100% swoich możliwości, ale miałem jeszcze siły i co ważne, zasoby pozytywnego myślenia.

Żel na 35km już odpuściłem. Nie miałem na niego ochoty. Porwałem tylko kilka kawałków czekolady i później na 37,5km kostki cukru.

Na 3:45 biegło dwóch pacemakerów i jeden z nich trochę wyrwał się do przodu przed czasem, ale dogoniłem go na długiej prostej już za spodkiem – na ostatnim kilometrze. No i zagaduję z głupia franc:

– Gdzie ta meta? – pytam chociaż widzę wyraźnie gdzie 😛

– Tam – pokazuje w kierunku tłumu ludzi. – Już niedaleko. Dajesz! Życiówka? – dopytuje.

– Tak – odpowiadam. – Poprzednia to ponad 4h 50 min.

– W konia mnie robisz… – popatrzył jakoś tak dziwnie z ukosa 😉

– Nieee… – i pobiegłem.

Na dobiegu do mety tłum ludzi. Agnieszka też czekała i dobrze, że krzyknęła bo bym jej nie zauważył 😀

Dla mnie zegar na Silesia Marathon zatrzymał się na 3:43:10 (mój czas netto)! Radość 😀 I tylko myśl, że zrobiłem TO!!! Jeden z moich ważniejszych biegów. Nie ze względu na wynik, ale dlatego, że w końcu udało mi się przełamać moją maratońską fobię 😉

???????????????????????????????

Co za ludzie!

Nie mogę o tym nie napisać. Kibice na trasie byli po prostu rewelacyjni!!! Zarówno liczne grupy zorganizowane, które zagrzewały do walki, jak i przechodnie oraz mieszkańcy wystający z okien. Ludzie na przystankach, ludzie wychodzący w kościołów i ludzie, którzy po prostu w oczekiwaniu na niedzielny rosół postanowili popatrzeć na biegaczy zamiast gapić się w telewizor. Nie wiem jak Was, ale mnie bardzo motywują i cieszą takie obrazki, kiedy starsze małżeństwo stoi w oknie, bije brawo i dopinguje. Dzięki Wam wszystkim za kibicowanie!

W czym i z czym

Dobra, czas na kilka kwestii technicznych bo wiem, że też Was to interesuje 😉 Długo nie wiedziałem w czym pobiegnę, ale ostatecznie wybór padł na Saucony Virrata. Buty sprawdziły się doskonale. Z jednej strony są lekkie, elastyczne i mają zero drop, więc pozwalają biegać naturalnie, a z drugiej podeszwy jest wystarczająco dużo, aby dać stopom trochę wytchnienia na długim dystansie.

Żele Squeezy, których recenzja już wkrótce, również dały radę skoro nie padłem po drodze 😉 Izo – OSHEE. Wszystko sprawdzone na treningach i na szczęście nie było żadnego zaskoczenia.

What’s next?

Najważniejsze jest to, że maratońska fobia została przełamana! Nie wiem, czy 42,2km stanie się moim ulubionym dystansem, ale nie ulega wątpliwości, że mam już chrapkę na kolejny taki start. Chciałbym zbliżyć się do granicy 3 godzin i 30 minut i po prostu pobawić się trochę tymi kilometrami. Nie mam również wątpliwości, że maraton ma w sobie coś z biegowego święta, taką specyficzną aurę, która nie towarzyszy biegom na krótszym dystansie (może tamte trochę spowszedniały?) dlatego na wiosenny maraton postaram się wybrać jakąś ciekawą lokalizację. Tymczasem dyszki i połówki 🙂

Advertisements

15 thoughts on “Silesia Marathon 2014

  1. Gratuluję biegu. Na wiosnę polecam Orlena. Z kilku maratonów, które widziałem żaden nie miał równie pompatycznej oprawy. Ilość kibiców i atmosfera też nastawia do kręcenia PB. Plus koncerty na żywo co parę kilometrów. Wpisowe nie jest zbyt wygórowane.

      1. Sam nie wiem jeszcze kiedy będę jechał, czy dzień wcześniej czy rano tego samego dnia. Ale dość poważnie rozważam tę pierwszą opcję, a wtedy nie ma problemu 🙂

      2. Bo ja to głównie sam sobie biegam 🙂 Choć ostatnio trochę się rozkręcam. Byłem w Rybniku i Bytomiu na połówce. W zeszłym roku Maraton Warszawski. No i jeszcze w Krynicy ale to długasy po górkach 🙂 Zresztą w tym roku stówka w Krynicy w VFF 🙂

  2. […] We wstępie napisałem, że Virrata to świetne maratońskie buty treningowo-startowe. Maratońskie ze względu na amortyzację, która przydaje się na dłuższym dystansie. Treningowe ponieważ swobodnie można uskuteczniać w nich praktycznie każdy rodzaj treningu – od odcinków szybkościowych po spokojne wybiegania. Startowe ponieważ mieszanka amortyzacji i dynamiki sprawia, że można w nich również zaliczyć szybki start. Oczywiście nie są aż tak dynamiczne i sprężyste jak typowe startówki, ale i tak sprawdzają się bardzo dobrze, o czym mogłem się przekonać podczas Silesia Marathon w 2014 roku. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s