Ostatnia nadzieja białych

czyli dajcie nam wygrać

W zeszłym tygodniu internetowy światek biegowy rozgrzała dyskusja na temat wszystkowygrywających Kenijczyków i specjalnych kategorii dla Polaków. Temat wydał mi się tak absurdalny, że nie chciało mi się nawet dużo rozpisywać. Długo jednak czekać nie musiałem, aż biegowa blogosfera podejmie i rozwinie temat w tonie, rzecz jasna, największego oburzenia, umęczenia i poczucia krzywdy. Tak więc i ja szarpnę się na komentarz… aczkolwiek trochę pod prąd. Sorry chłopaki 😉

A zaczęło się od…

… tekstu na biztok.pl Kenijczyk za 4 tys. zł. Tak się zarabia na biegach w Polsce. W skrócie wygląda to tak: menadżer sprowadza z Kenii biegaczy, a sprowadzenie przeciętnego Kenijczyka kosztuje właśnie mniej więcej 4 tysiące, i objeżdża każde zawody w Polsce, gdzie jest tylko coś do zgarnięcia. Oczywiście menadżer solidnie obrabia przy tym swoich zawodników, którzy przecież bądź co bądź odwalają całą robotę. Ale to nie jest ważne i zresztą o to akurat prawie nikt się nie burzył…

Taki przeciętny Kenijczyk jest w stanie wygrać większość imprez w Polsce z palcem w nosie wyznaczając kolejne rekordy trasy, a sam fakt bycia Kenijczykiem pozwala też znacząco podnieść prestiż biegu. No i tak menadżerowie ze swoimi Kenijczykami żerują na łasych medialnego sukcesu organizatorach mniejszych i większych biegów, negocjując atrakcyjne warunki startu, a w tym często zwrot kosztów dojazdu i noclegów. I to właśnie boli polskiego biegacza.

My chcemy wygrać!

Bez obaw! Rozwiązanie już jest. Stworzyć należy osobną kategorię dla Polaków i w ten sposób skutecznie utrzeć nosa tym wszystkim afrykańskim pędziwiatrom! Aha, nie można też zapomnieć, żeby urżnąć spory kawał, najlepiej większy, z puli nagród. Ten pomysł wydaje mi się tak głupi i wręcz surrealistyczny, że ciężko mi go komentować.

Koledzy i koleżanki, czyli mam rozumieć, że idealną sytuację wyobrażacie sobie następująco: na metę wpada Kenijczyk, który wygrywa bieg z dużym zapasem. Później drugi i trzeci. Bo najczęściej tak właśnie jest. I mówimy im fajnie chłopaki pobiegliście, super, że zrobiliście nam rekord, ale gówno dostaniecie. My damy więcej kasy pierwszemu Polakowi. O, widzicie?! Tam biegnie!!!

Cytat z Cudzoziemski biegacz, czyli… VIP z czasnabieganie.pl:

Zdarzenie na Półmaratonie Wielickim dało do myślenia Lechowi Pankiewiczowi. Zdecydował on, że od przyszłego roku wprowadzi klasyfikacje dla najlepszych Polaków. – Nagrody będą godne. Może nawet wyższe niż w kategorii open – mówi dyrektor biegu w Wieliczce.

Po tysiąckroć absurd. Nie mam nic przeciwko stworzeniu polskiej kategorii, ale raczej jedynie w ramach ciekawostki. Nagradzanie bardziej sowicie słabszego zawodnika jest po prostu nieuczciwe. Czy Wy naprawdę tego nie dostrzegacie? Sorry, ale płacenie komuś tylko za to, że ma takie a nie inne pochodzenie albo paszport (bo oczywiście naturalizowanych Kenijczyków przyjmiemy z otwartymi ramionami w ramach promowania polskich talentów) pachnie mi jedynie nacjonalizmem i rasizmem.

Żal

Klikam od niechcenia bo domyślam się już co będę czytał na Ślęzak Testuje. I się nie pomyliłem. Ciąg dalszy skomlenia:

Kto w takim Żmigrodzie podczas II edycji pamięta nazwisko Kenijczyka? Podejrzewam, że nikt. A co by było jak by za II razem wygrał Ślęzak (jest to mój powiat). Podejrzewam, że każdy by kojarzył nazwisko. Czy tak wiele trzeba aby zmienić coś w polskiej mentalności Organizatorów?!

Jak mi przykro Piotrku, że nie wygrałeś i nie stałeś się bohaterem swojego powiatu. Cóż, byli lepsi.

Wydaje się głupie, ale taki jest właśnie tok rozumowania propagatorów osobnej kategorii dla Polaków. Chęć wygrania i zobaczenia Polaka na podium jest tak wielka, że przyćmiewa całkowicie fakt, że inni zawodnicy są lepsi.

Warszawski Biegacz pisze jaka to popularna na całym świecie praktyka – promowanie swoich biegaczy. Popularna, czyli mam rozumieć, że słuszna, tak? Na świecie wiele rzeczy już robiono bazując na takich ciekawych kategoriach jak kolor skóry czy obywatelstwo i myślałem, że wszyscy zgadzamy się co do tego, że nie jest to słuszna droga.

Poza tym, czy jeżeli już skutecznie pozbędziemy się Kenijczyków i zaczniemy rzucać kasą polskim średniakom to rzeczywiście przełoży się na podwyższenie poziomu polskiego biegania? Czy wierzycie w to, że Ci Polscy biegacze, którym Kenijczycy rzekomo blokują drogę do kariery, nagle zaczną szybciej biegać?

Pogubieni orgowie

No właśnie, organizatorzy też nie są bez winy i tutaj akurat zgodzę się z wspomnianymi wyżej biegaczami, choć rozwiązanie widzę trochę inne.

Imprez biegowych mamy teraz w Polsce zatrzęsienie, ale takich naprawdę dużych jest tylko kilka, a reszta to wydarzenia raczej w skali lokalnej. I teraz moje pytanie do organizatorów – dla kogo i w jakim celu są te biegi organizowane?

Przecież wiadomo, że w zdecydowanej większości biegów startujący to praktycznie w 100% amatorzy. Lepsi lub gorsi, ale amatorzy, którzy do poziomu profesjonalnego nie mają nawet szansy się zbliżyć. Dla zobrazowania warto przytoczyć chociażby minimum dla klasy mistrzowskiej na 10km – 28:55. Tak więc, w moim odczuciu nagradzanie w specjalny sposób polskich biegaczy nie przyczyni się do poprawy wyników i promowania polskich zawodników, a tworzy jedynie sytuację, w której nagradzamy przeciętność.

Wracając jednak do mojego pytania, skoro biegi organizowane są dla amatorów to może warto sobie odpuścić nagrody pieniężne? Nie mówię oczywiście o największych imprezach bo one rządzą się swoimi prawami, ale czy bieg w przysłowiowej Koziej Wólce musi naprawdę mieć kilkutysięczną pulę nagród? Czy nie byłoby lepiej przeznaczyć tą kasę na coś konstruktywnego, co np. przełożyłoby się na niższe wpisowe i tym samym prawdopodobnie zachęciło jeszcze więcej amatorów do pobiegania, zadbania o swoje zdrowie, spędzenia wolnego czasu w sposób aktywny?

Przecież w większości regulaminów biegów które czytam jako cel podaje się promocję aktywnego stylu życia. Warto więc chyba zacząć realizować ten cel, a nagradzanie najlepszych profesjonalistów i promowanie zawodników pozostawić imprezom profesjonalnym, które zadbają o to, żeby nikt nie czuł się pokrzywdzony. A my będziemy mogli spokojnie bawić się bieganiem.

Reklamy

9 thoughts on “Ostatnia nadzieja białych

  1. Jeśli chodzi o – „Wracając jednak do mojego pytania, skoro biegi organizowane są dla amatorów to może warto sobie odpuścić nagrody pieniężne? Nie mówię oczywiście o największych imprezach bo one rządzą się swoimi prawami, ale czy bieg w przysłowiowej Koziej Wólce musi naprawdę mieć kilkutysięczną pulę nagród? Czy nie byłoby lepiej przeznaczyć tą kasę na coś konstruktywnego, co np. przełożyłoby się na niższe wpisowe i tym samym prawdopodobnie zachęciło jeszcze więcej amatorów do pobiegania, zadbania o swoje zdrowie, spędzenia wolnego czasu w sposób aktywny?”
    To zgadzam siew 100%. Myślę, ze to dobra droga.

  2. Niepotrzebne bicie piany. Jeden artykuł zrobił się nośny i na fali tego trendu wszyscy chcieli ugryźć kawałek tego tortu i podbić sobie statystyki na blogach. Nic się w tym temacie nie zmieni od tego marudzenia.

    1. W zasadzie masz rację, zgadzam się, że to taki „wymyślony” problem i dlatego w ogóle nie chciałem podjudzać. Jak pokazuje chociażby przykład Wieliczki, coś jednak się niestety zmienia… stąd też mój post, bo czytam jakieś strasznie dziwne wypowiedzi na ten temat.

  3. Hmm ani razu nie wspomina się tu o dopingu, który wśród ‚najemnych’ biegaczy (bez względu na kolor skóry, narodowość itp.) wydaje się być powszechny. Według mnie to jest problem zasadniczy, bo żaden rozsądny amator czy nawet rodzimy zawodowiec biegający dla tzw. sportu raczej nie położy na szali swojego zdrowia dla kilku czy nawet kilkudziesięciu tys. zł, bo wie, że w kraju gdzie NFZ niewiele refunduje, będzie je musiał potem wydać na dożywotnią rehabilitację i leczenie. Co zatem sądzicie o TYM problemie???

    1. Tak, to jest duży problem. Amator w doping nie będzie się bawił bo po co… a zawodowiec, nawet rodzimy, już owszem może próbować takich środków. Podkreślam, że Polak również. Skąd przekonanie, że problem dotyczy wszystkich, tylko nie nas? Kontrole antydopingowe na imprezach masowych to marzenie, które ze względów finansowych raczej nigdy się nie spełni. A to rodzi kolejne pytanie – czy imprezy bez kontroli antydopingowej powinny oferować wysokie nagrody finansowe?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s