kigo leon

czyli chodzimy naturalnie

kigo leon to pierwsze minimalistyczne buty casualowe (tak się chyba mówi :P), czyli do codziennego użytku, które mam przyjemność recenzować i jest to zadanie o wiele trudniejsze niż można się było spodziewać. Trudne ze względu na to, że nie do końca wiem, co napisać. O butach do biegania można gadać i gadać i gadać, a tutaj… but jaki jest każdy widzi. Zacznijmy więc od czegoś innego.

Zaczynasz biegać i spoko. W pewnym momencie łapiesz zajawkę na bieganie naturalne i zaczynasz zabawę z obuwiem minimalistycznym, ale trwa to najwyżej parę godzin każdego dnia. Resztę czasu spędzasz w zwykłych sztywnych butach albo, jeżeli jesteś kobietą, być może nawet na wysokim obcasie. I w pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że trochę to bez sensu. Chcesz się poruszać naturalnie nie tylko przez kilka kilometrów podczas biegania, ale przez cały dzień. Rzecz jasna, ciężko sobie wyobrazić, aby chodzić boso do sklepu, do banku, czy do pracy. W niektórych sytuacjach możemy sobie pozwolić na taką ekstrawagancję, ale zazwyczaj ze względu na społeczne konwenanse narazimy się na śmieszność. Wtedy zaczynają się poszukiwania butów minimalistycznych, w których spokojnie można się pokazać w niebiegowych ciuchach.

kigo (oryginalna pisownia z małych liter) to mało znana marka, która parę lat temu miała w swojej ofercie chyba tylko dwa modele przeznaczone do biegania. Takie oryginalnie wyglądające ciżemki produkowane z ekologicznym zacięciem. Z tego co zdążyłem się zorientować, firma została jakiś czas temu wykupiona i trochę zmieniła swój asortyment, czego efektem jest między innymi opisywany tutaj model leon. Ekologiczne nastawienie pozostało bez zmian, co z pewnością jest fajnym akcentem. Produkcja została przeniesiona do Meksyku, co dla mnie osobiście nie ma jakiegoś większego znaczenia, bo nie mam uprzedzeń do produktów made in China. Materiały, z których produkowane są kigo również pochodzą ze Stanów lub Meksyku.

kigo

Casualowe modele kigo dostępne są w kilku opcjach kolorystycznych – od trochę szalonych do bardziej stonowanych, więc każdy bez problemu dobierze coś do swojego stylu. Ja zdecydowałem się na wersję paloma, czyli jasną (bez wdawania się w dyskusję na temat nazewnictwa kolorów i tysięcy odcieni, bo stoję na z góry straconej pozycji) z czarnymi wstawkami. Taka wersja jest dla mnie najbardziej uniwersalna i ciekawie komponuje się z jeansami.

Pierwsze wrażenie po wyjęciu z materiałowego worka, w który zapakowane są kigo to przede wszystkim poczucie lekkości. Buty są bardzo zwiewne – w standardowym rozmiarze ważą niecałe 140 gramów, czyli moje kapkę więcej, ale i tak tyle co nic. Podeszwa jest bardzo elastyczna i bez problemu daje się zginać w każdym kierunku. Całkowita grubość podeszwy to 3mm gumy plus 1,5mm wkładka na stałe przyklejona wewnątrz buta. Oczywiście jest zero drop.

Mówiłem Wam już wcześniej o ekologicznym podejściu w kigo. Podeszwa w 20% wykonana jest z materiału pochodzącego z recyklingu, a cholewka w całości z „odrzutów” lub przerobionych butelek plastikowych. Dla środowiska brzmi dobrze, dla skóry trochę groźnie, ale bez obaw – materiał jest bardzo przyjemny w dotyku i nie powoduje żadnych podrażnień.

Warto w tym miejscu zwrócić również uwagę na jakość wykonania. kigo z zasady wysyła do swoich recenzentów egzemplarze drugiej jakości, z jakąś skazą albo wadą. W sumie jest to logiczna praktyka, bo nic nie idzie na marne, a skoro produkt jest w pełni funkcjonalny to nie widzę problemu. Zmierzam jednak do tego, że ja żadnej skazy na swoich kigo nie dostrzegam! Materiał jest pierwszorzędny, wykonanie również bez zarzutu. Jeżeli więc para z odrzutu jest wykonana tak solidnie, to nie trzeba mieć żadnych obaw co do zwykłych egzemplarzy przeznaczonych do sprzedaży.

But jest dosyć luźny, ale jednocześnie dobrze trzyma się stopy… na tyle, na ile jest to konieczne podczas normalnego chodzenia. Przód jest wręcz łopatowaty i pozostawia palcom mnóstwo miejsca. W ramach wiązania mamy znane i lubiane tradycyjne sznurówki 😉

Jak się w kigo leon bie… przepraszam, chodzi? Normalnie. O bieganiu można się rozpisywać na całe strony, ale chodzenie to chodzenie. Cała myk polega na tym, żeby podeszwa była po prostu jak najcieńsza, była płaska i dawała w miarę dobre czucie podłoża. Pozwala to na naturalne ułożenie całego ciała i odpowiednią jego pracę. Bo jaki jest sens biegania naturalnie godzinkę dziennie, jeżeli resztę czasu spędzamy w sztywnych i ciężkich buciorach? Nie są to puste hasełka – zwróćcie kiedyś uwagę jak chodzicie (nie biegacie) w zwykłych butach, a jak boso albo w takich minimalach! Różnica jest od razu zauważalna. Inaczej stawia się stopy – lżej, bardziej ostrożnie, a całe ciało również inaczej się układa – prostuje. I z tego zadania kigo leon wywiązują się wyśmienicie.

Cena jak na nasze polskie warunki nie jest niestety zbyt zachęcająca – standardowo 74,99$, a aktualnie w promocji 50$. Jak doliczyć do tego jeszcze koszty przesyłki to wychodzi nam już z tego całkiem pokaźna sumka. Niemniej, nawet jeżeli nie zdecydujecie się na zainwestowanie w kigo, to warto zacząć zwracać uwagę na buty, w których chodzimy na co dzień i właśnie tego typu obuwie wybierać. I tym oto akcentem kończę tą recenzję 😉

Advertisements

5 thoughts on “kigo leon

      1. No właśnie, na miasto zimą też by się jakiś but przydał. Masz coś na oku?

        Ja to kompletnie zielony jestem w temacie biegania, właściwie dojrzewamy dopiero do pierwszego wybiegnięcia z domu; na razie po obejściu na bosaka łażę i chodzenie „naturalne” po mieście próbuję ćwiczyć 😉
        Zacząłem kilka dni temu przeglądać internet, żeby teoretycznie się przygotować i krzywdy sobie z głupoty nie zrobić, i na szczęście trafiłem na Twój blog, bo inaczej pewnie bym sobie odpuścił bieganie jeszcze przed startem – ludzie to potrafią wszystko tak skomplikować, że nawet minimalizm bywa daleki od prostoty 🙂 Pawle, dzięki za głos rozsądku w całym tym zgiełku!

      2. Dzięki, cieszę się że mój blog okazał się pomocny 🙂
        Zimą chodzę z oczywistych względów w bardziej zabudowanych butach, ale staram się żeby nie były zbyt ciężkie i toporne. Ostatni sezon przełaziłem w Merrell Verterra (https://heavyrunslight.wordpress.com/2014/12/04/merrell-verterra/) fajne na trekking na zimą na miast 😉

        Warto przymierzyć też buty Newfeel w Decathlonie (http://www.decathlon.pl/C-310041-newfeel/N-27880-usage~buty-do-chodzenia-na-co-dzien-meskie). Swego czasu chodziłem w ich modelu Many i bardzo sobie chwaliłem – lekkie, elastyczne, wygodne i z ciekawym designem… i w przystępnej cenie. Widzę teraz, że Newfeel ma bardzo dużo różnych modeli, a w tym też zimowe. Myślę, że warto się im przyjrzeć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s