Bardzo długi bieg

czyli bieganie między wersami

Jeżeli szukasz kolejnej książki z poradami treningowymi oraz patetycznymi opisami ultra dystansów, to nie jest książka dla Ciebie. Tak naprawdę to biegania w tej książce w ogóle nie ma za dużo, aczkolwiek daje ona do myślenia i po lekturze człowiek zaczyna zastanawiać się, co to za głos codziennie wygania go na trening.

Główną część książki stanowią opisy alkoholowo-narkotykowych ekscesów w wykonaniu autora, które w pewnym momencie zostają zastąpione przez bieganie. Ot tak, po prostu. Po latach picia i ćpania Mishka Shubaly postanowił trochę o siebie zadbać i przestać chlać do nieprzytomności. Nie zamienił się w świętoszka i chyba dalej lubi od czasu do czasu coś sobie wciągnąć, ale generalnie… zmienił się. I w sumie byłaby to historia jedna z wielu, ale autor patrzy na siebie z trochę innej perspektywy.

Shubaly przyznaje, że ma ciągoty do autodestrukcji, co zresztą biorąc pod uwagę jego przeszłość raczej ciężko ukryć. Wychodzi więc na to, że jedno uzależnienie zamienił na drugie – biegi ultra. Kaca, ból głowy, wymioty i omamy zamienił na skurcze, kontuzje, bóle mięśni, zmęczenie. Wymienił jeden rodzaj cierpienia na drugi. Zazwyczaj nie myślimy o bieganiu jako cierpieniu, raczej postrzegamy je jako coś przyjemnego. Z biegania chcemy czerpać radość. Czy jednak zawsze tak jest?

Z jednej strony bieganie to z pewnością źródło prostej radości i poczucia satysfakcji. Gdzieś kiedyś przeczytałem, że bieganie zyskuje na popularności zawsze w czasach kryzysu. Kiedy jest ciężko, bieganie daje nam poczucie „sukcesu”. Z drugiej strony, można zastanawiać się czy my – amatorscy biegacze – nie mamy rzeczywiście jakichś ciągot do autodestrukcji i umęczania się?

Często mam wrażenie, że biegacz ma naturę melancholijną, a melancholia to smutek… W Polsce coraz bardziej rośnie liczba osób cierpiących na depresję, różne lęki i zaburzenia nerwicowe. Rośnie liczba samobójstw. Może więc bieganie to swego rodzaju ucieczka przed tym smutkiem? Taki bardzo specyficzny środek przeciwbólowy, który ból mentalny pozwala zastąpić fizycznym?

Mishka Shubaly pisze, że teraz, kiedy zamiast pić na umór biega, nie czuje się wcale szczęśliwszy. Czuje się mniej nieszczęśliwy. Dosyć to smutne i depresyjne, ale może właśnie taka jest ta droga – długa, bardzo długa. Od dna, śmierci, przez coraz mniejsze nieszczęście, aż do szczęścia.

„Bardzo długi bieg” to książka do łyknięcia w jeden wieczór i to nie tylko dlatego, że jest krótka 🙂 Napisana chwytliwym, dowcipnym językiem. O życiu, o bieganiu i o bieganiu jako sposobie na życie.

10864864_370890049754091_1355545956_n

PS

Na okładce polskiego wydania widnieje para rozbieganych New Balance’ów, a na angielskiej okładce para Nike. Shubaly wspomina, że jego pierwsza para to były NB… przynajmniej w polskim wydaniu. Ciekaw jestem, czy w oryginale też było NB, czy może Nike? 😉

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s