Kalenji Eliofeet

czyli minimalizm ekonomicznie

Kalenji Eliofeet to były moje pierwsze buty do biegania, które zahaczały o minimalizm. Zresztą, była to moja druga para biegowych kapci w ogóle. Kupiona niedługo po Ekidenach 50 i to głównie tylko dlatego, że były akurat po promocji, a ja byłem mocno nakręcony świeżo po lekturze „Urodzonych biegaczy”. W obniżonej cenie była tylko wersja w oczojebnym pomarańczowym kolorze i to na dodatek w kapkę mniejszym rozmiarze niż życzyłyby sobie tego moje stopy, ale co tam. Niedługo miałem wyjechać do Holandii, a pomarańcz to przecież narodowy kolor Holendrów, a na rozmiar byłem skłonny przymknąć oko, tudzież zagryźć zęby.

Od tamtej pory minęły już cztery lata, a Eliofeety dawno już dokonały żywota. Niedawno postanowiłem jednak wygrzebać je z zakamarków szafki na buty i spojrzeć na nie z perspektywy wszystkich minimali, które od tamtej pory miałem na nogach. Mam do Eliofeetów duży sentyment, bardzo lubiłem w nich biegać i pomimo za małego rozmiaru przebiegłem w nich mój pierwszy maraton. Być może jednak doświadczenie nabyte przez tych kilka lat zmusi mnie do wystawienia im nieco surowszej oceny.

Przy okazji ostatniej wizyty w Decathlonie (dla niewtajemniczonych – Kalenji to decathlonowska marka) pomacałem najnowszą wersję Eliofeetów i wygląda na to, że oprócz kosmetycznych detali nie różni się ona zbytnio od moich pomarańczek 😉 Standardowa cena to 149zł, ale na częstych w Decathlonie obniżkach można kupić je już za nawet mniej niż stówkę, co czyni je łakomym kąskiem dla wszystkich szukających papuci do biegania.

Z premedytacją napisałem „wszystkich”, ponieważ Eliofeety w moim odczuciu nie są typowymi minimalami, a raczej czymś w rodzaju obuwia przejściowego, czyli są lżejsze (około 280 gramów) od tradycyjnych żelazek, ale wiatr nam ich nie porwie. Nie są sztywne jak deska, ale nie da się ich zwinąć i schować do kieszeni. Podeszwa jest cienka i twardawa, ale jednak niepozbawiona amortyzacji. To takie bute, który mogą się spodobać wielu biegaczom… tak mi się wydaje.

Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy to nietypowe zapięcie na rzep. Może budzić obawy, ale ja nie miałem z nim najmniejszych problemów. Zawsze trzymało idealnie, nawet w niesprzyjających warunkach atmosferycznych, w wodzie i śniegu. Do tego łatwo można je wyregulować i całkiem stabilnie trzyma stopę.

Cholewka wykonana jest z siateczki, która zapewnia dobrą oddychalność, a czubek jest wzmocniony twardszym materiałem. Generalnie Eliofeety są dosyć wąskie. Na zdjęciach widzicie, w których miejscach cholewka się poprzecierała i ratowałem ją klejem. Materiał puścił dopiero po dobrych kilkuset kilometrach, więc jest przyzwoicie, ale jest to wskazówka dla osób z szerszymi stopami. Zapiętek niestety jest twardy jak skała. Można co prawda go wybebeszyć, ale mi nigdy nie chce się bawić w takie operacje.

Podeszwa ma przyjemnie niski profil, który jednak na początku mojej przygody z bieganiem nie uchronił mnie przed waleniem z pięty. Jednocześnie jednak pomógł stopniowo pracować nad techniką. Gdybym dzisiaj je założył, to jestem przekonany, że bez problemu mógłbym lądować na śródstopiu. Podeszwa zewnętrzna wykonana jest z kauczuku, jest bardziej odporna na ścieranie i rzeczywiście solidnie spełnia swoją funkcję. Eliofeety to typowe szosówki, brak w nich jakiegokolwiek bieżnika, która mógłby zapewnić nam przyczepność w trudniejszym terenie, ale na asfalcie jest miodzio.

Z punktu widzenia biegania naturalnego podeszwa jest niestety zbyt sztywna. Przednia część poddaje się, ale dalej idzie już ciężko. Skręcanie podeszwy wzdłuż również nie wypada zbyt dobrze. Za testy kaloryferowe i naleśnikowe wystawiam słabą tróję. I to właśnie jest mój główny zarzut wobec tych kapci. Nie rozumiem, czemu projektanci Kalenji nie popracują nad tym elementem, bo gdyby trochę rozluźnić podeszwę, to byłoby już naprawdę dobrze.

Podsumowując, Kalenji Eliofeet to warta uwagi opcja dla osób szukających butów typu przejściowego. Z pewnością nie jest to model dla minimalistycznych purystów, ale będzie dobry na początek przygody z bieganiem naturalnym lub dla biegaczy, którzy po prostu nie szukają ekstremalnych doznań. Do tego dochodzi bardzo łatwa dostępność w sklepach Decathlon i prze Internet oraz bezproblemowa wymiana w razie niezadowolenia. Eliofeety dostępne są też w różnych opcjach kolorystycznych, więc można zaszaleć estetycznie. Wisienką na torcie jest oczywiście cena, ale mimo wszystko polujcie na promocje, bo łatwo można zaoszczędzić jeszcze dodatkowych kilkadziesiąt złotych.

Kalenji Eliofeet to solidne buty o umiarkowanie minimalistycznym charakterze i bardzo atrakcyjny zamiennik dla o wiele droższych markowych produktów. Z perspektywy czasu i różnych butów, w których miałem przyjemność biegać mogę spokojnie utrzymać moją pozytywną opinię na ich temat, ale dostrzegam po prostu, że Eliofeety nie są aż tak mini, jak kiedyś mi się wydawało.

Jestem przekonany, że wielu z Was również miało do czynienia z tymi butami, więc piszcie jak Wam się w nich biega! Bardzo jestem ciekaw Waszych spostrzeżeń.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s