Lądujemy na pięcie

czyli polemika z Jerzym Skarżyńskim

Kilka dni temu wpadł mi w ekran artykuł, w którym Jerzy Skarżyński okiem mistrza dowodzi wyższości lądowania na pięcie nad lądowaniem na śródstopiu. Z mistrzem polemizować nie wypada, ale jednak czasami człowiek musi… bo trochę to śmieszne, ale i trochę straszne, co tam nasz biegowy guru wygaduje. Nie chodzi już nawet o tą nieszczęsną piętę samą w sobie, ale o to, że ekspert takiego kalibru wydaje się w ogóle nie dostrzegać sedna sprawy. Na początek rozprawmy się jednak z kilkoma smaczkami.

„(…)należy lądować na pięcie, by po fazie przetaczania stopy po podłożu odbić się z przedniej części śródstopia, czyli wykonać tzw. grzebnięcie.”

Czy Pan Skarżyński wyobraża sobie, że osoby lądujące na śród- lub przodostopiu wybijają się z pięty? Faza kontaktu z podłożem przy lądowaniu na śródstopiu ma oczywiście inny przebieg, co nie zmienia jednak faktu, że pięta również łapie kontakt z podłożem, a stopa całościowo tworzy stabilną platformę. Wybicie, czy może raczej oderwanie od podłoża nie ma nic wspólnego z tym jak wylądowaliśmy.

„(…)problem jest o tyle poważny, że trudno jest zmienić technikę biegu (…) Do tego tym trudniej, im dłuższy ma się staż biegowy. Bo z nawykami walczyć najtrudniej. (…). A przy okazji – uczulam nauczycieli i trenerów, by jak najwcześniej, już na początku biegania, ustawiali swoich podopiecznych do biegania z pięty.”

No tak, czym skorupka za młodu nasiąknie… i będzie wytłumaczenie dlaczego biegamy tak, a nie inaczej.

„(…) stopy i łydki (…) bo oprócz ogromu pracy podczas fazy odbicia, pełnią też rolę amortyzatorów podczas fazy lądowania. Tłumią ogromne siły powstające podczas każdego kontaktu stopy z podłożem – przy dużych prędkościach, rzędu 9-krotnej masy ciała!”

„Biegowi zwolennicy lądowania na śródstopiu mówią, że to bieganie naturalne, bo stopa jest tak cwanie zbudowana, że sama da sobie radę, nie potrzebuje wsparcia, gdyż ma już zainstalowany mechanizm amortyzujący (tzw. łuk podłużny), więc biegający z pięty odeszli od natury. Fakt, pod piętą jest tylko kość piętowa, mało zabezpieczona, dla której wstrząs spowodowany lądowaniem na niej byłby – na dłuższym odcinku – dramatem. Lądując na śródstopiu korzystaliśmy z dobrodziejstwa łuku podłużnego stopy, który ją chronił.”

Nic dodać, nic ująć! Jak widać, Pan Skarżyński jednak wie, jak funkcjonuje ludzki aparat ruchu. W początkowej fazie, rozleniwione latami spędzonymi w sztywnych kapciach, mięśnie łydek oraz stóp dostaną mocno w kość, jednak nad słabymi elementami należy pracować, a nie maskować je obuwiem.

„(…)zgoda, ale czy trening maratoński, a choćby tylko długodystansowy, to jest normalność dla ludzkiej stopy?”

A nie jest? Może w takim razie bieganie 100m w okolicach 9 sekund jest naturalne?

„(…) gdy w latach 60. XX wieku w USA rodził się jogging, wszyscy biegali jeszcze naturalnie, czyli lądując na śródstopiu. Jednak szybko wyszło szydło z worka. Natura naturą, ale okazało się, że obciążenia treningowe długodystansowców są już ponad jej naturalne możliwości. Gabinety ortopedów i fizjoterapeutów zaczęły pękać w szwach od biegaczy z kontuzjami przeciążeniowymi układu ruchu. To właśnie lekarze podpowiedzieli wtedy producentom zwykłego obuwia, jak się z tym uporać. Zalecono zmianę techniki biegania, bo przecież naturalności w pokonywaniu 100 kilometrów tygodniowo, do tego po betonie lub asfalcie, nie było za grosz (a ściślej za centa, he, he). I do realizacji tej techniki, właśnie wtedy, zaraz po joggingowym boomie, wymyślono pierwsze buty z systemami amortyzującymi. Ich zadaniem było przejmować (amortyzować) część tych sił negatywnie działających na nasz układ ruchu.”

Nie ma ŻADNYCH badań, które potwierdzałyby, że mocno amortyzowane obuwie stabilizujące zmniejsza ryzyko wystąpienia kontuzji! Tak, kilkadziesiąt lat temu wymyślono nafaszerowane nie wiadomo czym podeszwy, a biegacze jak doznawali kontuzji, tak dalej ich doznają. Dlaczego? Przez takie bezmyślne teksty, jakim uraczył nas tutaj Pan Skarżyński!

Z całym szacunkiem dla Pana Skarżyńskiego, ale opowiadając takie farmazony, wyrządza on krzywdę biegaczom, którzy traktują jego słowa jak prawdę objawioną. Dochodzimy tutaj do sedna problemu, którym nie jest ani lądowanie na pięcie, ani na śródstopiu, ale słaba technika biegu, słabe mięśnie i brak chęci ich wzmacniania spowodowany wiarą w to, że obuwie uczyni z nas lepszych biegaczy.

Lądowanie na pięcie czy śródstopiu to jedynie malutki element w całym mechanizmie, który uruchamiamy podczas biegu, a co więcej nie jest to nawet najistotniejszy trybik. Ważniejsze jest, aby poprzez odpowiednią aktywację mięśni tylnych uda oraz mięśni pośladkowych odpowiednio przygotować się do lądowania, które powinno odbyć się na nodze z ugiętym (a nie wyprostowanym) kolanem, blisko środka ciężkości ciała. W takim układzie systemy amortyzujące w naszych nogach zafunkcjonują prawidłowo, wykonają swoją pracę, co przeniesie się na bardziej ekonomiczny i bezpieczniejszy bieg.

Jest to styl, który można zaobserwować u praktycznie całej światowej czołówki i to zarówno na krótszych dystansach, jak i wśród maratończyków. Twierdzenia Pana Skarżyńskiego o jakichś „mykach”, stratach energii itp. są wyssane z palca, niczym niepodparte i nie mają swojego odzwierciedlenia w rzeczywistości.

Contact

Nie jestem pewien jak mam rozumieć wypowiedź Pana Skarżyńskiego. Czy jest to po prostu ukłon w stronę zatwardziałej w swoich przekonaniach marki ASICS, której Pan Jerzy jest ambasadorem? Po przeczytaniu takiego wywiadu można dojść jedynie do wniosku, że bieganie jako takie jest aktywnością całkowicie nienaturalną dla homo sapiens i tym samym szkodliwą, a żeby nie zrobić sobie kuku potrzebujemy spasionej podeszwy i kosmicznych technologii stabilizujących. Ja pozwalam sobie nie zgodzić się z takimi twierdzeniami, bo gdyby były one prawdą to wypadałoby raczej zniechęcać do biegania 😉

Holistyczna praca nad ciałem i świadome ćwiczenie prawidłowej techniki, a nie rozważania nad pojedynczym jej elementem czy napakowane gelem i pianką buty, sprawią że staniesz się lepszym biegaczem!

Reklamy

7 thoughts on “Lądujemy na pięcie

  1. Ręce mi opadły… Kiedyś czytałem trochę tekstów pana Skarżyńskiego ale dotyczących treningu, a nie techniki biegu. Niedawno spotkałem go osobiście na Pierwszym Półmaratonie Gliwickim, gdzie był jednym z zająców. Akurat stanął zaraz za mną, a jakiś chłopak rozmawiający z nim pokazując na moje VFF spytał co nasz guru sądzi o takim obuwiu. Pokiwał głową i stwierdził, że zdecydowanie nie poleca, bo to tylko taka moda, a na starość to się bardzo źle odbije na moim zdrowiu… Nie chciało mi się wdawać w dyskusje 3 minuty przed startem więc tylko się uśmiechnąłem i powiedziałem, że mam trochę inne zdanie i że biega mi się w nich wyśmienicie 🙂
    Ale to co tu czytam to jest jakaś masakra. Szkoda, że ktoś kto jednak jest takim naszym biegowym guru i na pewno sporo osób liczy się z jego zdaniem, wypowiada tak jednoznaczne, no i nie ma co ukrywać bzdurne, teorie. Przecież to się kupy nie trzyma wszystko.

    1. Dokładnie. Pamiętam jak jakiś czas temu biegłem ze znajomym, który dopiero zaczynał biegać. To był nasz pierwszy wspólny trening. Po pewnym czasie zdziwiony mówi do mnie „hej, ty lądujesz na śródstopiu!” To ja mu naświetlam co i jak, a on mi z tekstem, że u Skarżyńskiego wyczytał, że powinno się lądować na pięcie, a Skarżyński to się chyba zna przecież. Straszna lipa, że koleś z takim autorytetem pieprzy takie głupoty 😦

  2. Nic dodać, nic ująć. Dziękuję za ten tekst Pawle. Tekst JS wybitnie mi się nie spodobał, ale swoich myśli na papier nie potrafiłbym przelać na papier jak Ty, a teraz mogę Twój tekst posłać dalej. Puenta bardzo fajna 🙂

  3. Dla mnie casus Skarżyńskiego wygląda tak: Za „Biegiem przez życie” powinien dostać nagrodę Orła Białego, za propagowanie sportu masowego wśród Polaków i rozpoczęcie/przyczynienie się do powstania mody na bieganie. Natomiast za książkę „Maraton” powinno mu się tę nagrodę odebrać. Dlaczego? Między innymi za takie kwiatki jak ten opisywany powyżej ale przede wszystkim ponieważ nakazał on amatorom naśladować siebie zawodowca z ogromnym kilometrażem i w konsekwencji większą liczbą kontuzji i urazów jakie przez niego mają biegacze w całej Polsce chcący stać się Jurkowymi „trójkołamaczami”. Poza tym wirus zawarty w tej książce „trzepania bezmyślnie” kilometrów zostanie z nami na długie lata.

    Uważam że wolno krytykować nawet takie autorytety bo znam dużą liczbę ludzi, którzy przynajmniej raz w roku mają kontuzję, bo wierzą bezgranicznie w konieczność biegów 30 km szkoda tylko że oni biegają je w 3-3,5h a nasz autorytet robił to w 2 góra 2,5 godziny…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s