8. Półmaraton Ślężański

czyli Sobótka w sandałach

Zarówno bieg w Sobótce jak i sama Sobótka zaskoczyły mnie pod kilkoma względami… zaskoczyły na plus. Zapisując się na tą połówkę, spodziewałem się sam nie wiem czego. Ot kolejny sobie bieg. Półmaraton Ślężański okazał się jednak prawdopodobnie najlepiej zorganizowaną imprezą, w jakiej brałem udział! Większość biegów jest dzisiaj po prostu dobrze przygotowanych, ale dopracowanie szczegółów i NIESAMOWITY klimat biegu w Sobótce sprawiają, że jest on jedyny w swoim rodzaju.

Sobótka to niewielka miejscowość malowniczo położona u podnóża Ślęży, która na dzień biegu jest oblegana przez wielotysięczny tłum biegaczy i kibiców. Nieraz przed startem w jakiejś metropolii słyszałem, że całe miasto żyje biegiem. Nie! Dopiero tutaj, w tym urokliwym miasteczku, zobaczyłem co to znaczy, że mieszkańcy żyją biegiem. I to zresztą nie tylko Sobótka, ale również wioski, przez które prowadziła trasa biegu.

Półmaraton Ślężański

Głównym czynnikiem, który zachęcił mnie do zapisania się na Ślężańską Połówkę była osobna klasyfikacja dla osób biegnących w sandałach lub Five Fingersach. Fajna promocja biegania naturalnego, która zaistniała dzięki lobbingowi Aleksandra Łężniaka, pochodzącego właśnie z Sobótki twórcy Monk Sandals! W takiej klasyfikacji nie mogło mnie przecież zabraknąć 😉 Nie chodzi tutaj rzecz jasna o jakąś rywalizację ani ściganie się, ale o pokazanie, że można biegać trochę inaczej. I chociaż 22 osoby w minimalistycznych kapciach zniknęły w kilkutysięcznym tłumie, to czuliśmy się mocni 😀 i co najważniejsze, zauważeni.

Jeszcze z kwestii technicznych 😉 Bardzo podobało mi się, że organizatorzy wysyłali do uczestników maile z ważnymi informacjami, które naprawdę były pomocne. W szczególności dzięki za info na temat różnych tras dojazdu, co pomogło uniknąć korków. Kolejne ogromne dzięki za szczegółową rozpiskę parkinów – zorganizowanie miejsc dla kilku tysięcy samochodów nie jest sprawą prostą, ale organizatorzy wywiązali się z tego zadania celująco. Bardzo doceniam wszystkie mapki i wskazówki. Udało się bezproblemowo dojechać i zaparkować, a później sprawniej wyjechać.

Na słowa pochwały zasługuje również organizacja biura zawodów, gdzie bardzo szybko i sprawnie można było odebrać numer startowy oraz koszulkę. Weryfikacja zawodników za pomocą specjalnego kodu przebiegała błyskawicznie, a odbiór koszulek w innym punkcie pozwolił uniknąć tłoku.

Półmaraton Ślężański

Przy okazji nadarzyła się możliwość spotkania z fajnymi osobami i pooglądania interesującego sprzętu. Przed biurem zawodów rozłożyły się stoiska między innymi sklepu Pro-Walk sprzedającego w Polsce bardzo ciekawe minimalistyczne laczki Leguano, 5palców z Five Fingersami i oczywiście nie mogło zabraknąć również pierwszych polskich huarache, czyli Monk Sandals. Ze swoimi wieszakami pojawił się również Grześ z DOBSOMA, więc można było zaopatrzyć się w najnowsze fatałaszki tej świetnej szwedzkiej marki.

Na starcie tłok, ścisk i gwar, ale nie może być inaczej, kiedy około 4 tysięcy nabuzowanych biegaczy czeka na oznajmiający start wystrzał z armaty. Pogoda dopisuje. Stoimy razem z Alkiem i ustalamy taktykę na bieg – trasa jest wymagająca, jest sporo podbiegów, więc realistycznie zakładamy czas poniżej 1:50. I walnęło! Armata huknęła, że aż ziemia się zatrzęsła. Lecimy.

Półmaraton Ślężański

Alek trasę zna jak własną kieszeń, każdy podbieg, każdy zakręt, każdą dziurę pobocza. Razem biegniemy praktycznie cały dystans. Początek bardzo równym tempem mniej więcej po 5 minut na kilometr. Pod koniec długiego podbiegu, w okolicach 8-9km, lekko zwalniamy, ale na zbiegach udaje się wszystko nadrobić z nawiązką. Trochę męczy mnie kolka, ale generalnie biegnie się dobrze. Alek woli śmigać poboczem, ja klepię asfalt, ale ciągle równo napieramy.

Półmaraton Ślężański

Najcięższy podbieg mamy już za sobą, ale druga część trasy również nie należy do lekkich. Bardziej niż podbiegi dają mi w kość zbiegi. W okolicach 15km czuję już konkretne pęcherze na stopach, a pasek nieprzyjemnie wrzyna się między palce. Dziwna sprawa bo dwa tygodnie wcześniej biegłem w tych samych sandałach (Luna Sandals Mono) długie niedzielne wybieganie (21km) i nie było żadnych problemów. Tutaj jednak zbiegi dają mi mocno się we znaki. Żałuję, że nie założyłem skarpetek, które trochę ochroniłyby skórę przed otarciami. Nic to, trzeba biec dalej!

Jak już wspomniałem, nie tylko Sobótka, ale wszystkie wioski na trasie żyją biegiem. Wzdłuż drogi jest sporo kibiców, co mocno dopinguje do wysiłku. Organizatorzy zadbali oczywiście o punkty odżywcze (dobrze rozlokowane, dobrze zaopatrzone i dobrze obsługiwane), ale liczyć można również na mieszkańców, którzy podają butelki z wodą! Niesamowita sprawa!!!

Półmaraton Ślężański

Na finiszu mnóstwo kibiców, owacje, oklaski… atmosfera nie do przebicia i całe zmęczenie schodzi z człowieka. Obaj wbiegliśmy na metę jeszcze zanim zegar przeskoczył na godzinę czterdzieści pięć, czyli plan zrealizowany 😉 Mój dokładny czas to 1:44:43. I już, z zawieszonym na szyi medalem, można uzupełniać płyny, a Agnieszka zadbała jeszcze o prowiant w postaci bułki i kabanosów, które łapczywie pożarłem 😀

Reasumując, sobota w Sobótce to był świetnie spędzony czas!

Półmaraton Ślężański

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s