Koss KSC 75

słuchawki dla aktywnych

Ciąg dalszy poszukiwania idealnych słuchawek do biegania i po recenzjach Sennhesiera i Sony przyszedł czas na model marki KOSS, która cieszy się bardzo dobrymi opiniami wśród melomanów lubiących dogrzewać swoje uszy 😉

Flagowy model Koss przeznaczony dla osób aktywnych to Porta Pro, jednak ze względu na wysoką cenę oraz trochę toporny design zdecydowałem się na jego mniejszego brata, czyli tytułowe słuchawki KSC 75. Jest to również model zaprojektowany z myślą o uprawianiu sportu, więc można oczekiwać od niego stabilnego trzymania, a jednocześnie jest zbudowany na takich samych przetwornikach jak Porta Pro, więc jakość dźwięku powinna być na najwyższym poziomie. Co więcej, w sklepie HeadBeat.pl udało mi się dopaść je w bardzo atrakcyjnej cenie – 83zł.

Po dziwnych przejściach z paczkomatami słuchawki w końcu do mnie dotarły. Nie mogę powiedzieć, żeby pierwsze wrażenie po wyciągnięciu z pudełka było oszałamiające. Mówiąc wprost, Kossy na pierwszy rzut oka mogą przypominać chińską tandetę – plastikowa obudowa, gąbka jak gąbka, drut zalany silikonem czy czymś takim w ramach pałąka. Byłem jednak na to przygotowany i się nie zniechęcałem, tylko czym prędzej zacząłem je grzać mocnym metalowym brzmieniem.

Na pierwszy ogień poszedł Vader Tibi et igni. Intro wybrzmiało bardzo klarownie, ale dopiero w starciu ze ścianą death metalowego łomotu Kossy pokazały na co naprawdę je stać. Gitary nie zlewały się w jeden ciąg szumów przypominający buczenie odkurzacza, ale grały czysto i bardzo szczegółowo.

Największe wrażenie robi jednak bas, który schodzi w Kossach przyjemnie głęboko, ale nie jest sztucznie podbity, tylko naturalnie wyciąga głębie brzmienia. Słuchawki doskonale radzą sobie z niskimi dźwiękami w utworach metalowych i rockowych, a drumm’n’bass to już miodzio.

Lubię mocne brzmienie, ale nie ograniczam się i słucham różnej muzyki, a ostatnio w ucho wpadły mi dwa kawałki z tegorocznej Eurowizji: Aminata Love Injected i Loic Nottet Rhythm Inside. Oba te utwory pozawalają w pełni poczuć potencjał Kossów – „mięsiste” basy, czysty wokal, nienachalna i klarowna góra.

Podoba mi się również, że Kossy grają bardzo precyzyjnie i nawet w takich piosenkach jak Come with me Kongos, które są naładowane dźwiękami, słyszę dokładnie każdy instrument i nie mam wrażenia, że dźwięki wzajemnie się zagłuszają. Jest to również zauważalne np. w akustycznych kawałkach Blind Guardian, gdzie każda nuta jest wyraźnie słyszalna a dźwięk również w wyższych partiach ma głębię; Bright Eyes, Lord of the Rings czy To France po prostu płyną.

Kiedy mówimy jednak o słuchawkach do biegania, kwestią równie ważną, jeżeli nawet nie ważniejszą, niż jakość dźwięku jest komfort użytkowania. Koss KSC 75 to słuchawki nauszne, jednak pomimo sporych rozmiarów w porównaniu z najpopularniejszymi wśród biegaczy dokanałówkami, zachowują bardzo niską wagę i nie obciążają uszu, co przy dłuższym użytkowaniu byłoby męczące.

KSC 75 to model bez pałąka łączącego obie słuchawki, dzięki czemu zajmują one bardzo mało miejsca i bez problemu można je schować nawet w kieszeni. Z drugiej strony, rozwiązanie takie może budzić pewne obawy co do stabilności słuchawek… ale niepotrzebnie. Kossy zahaczamy o uszy za pomocą „zausznika”, który jest po prostu drutem pokrytym gumą. Dzięki temu, że jest on dosyć długi i daje się delikatnie kształtować, możemy go dobrze dopasować i słuchawka bardzo stabilnie trzyma się na uchu. Dodatkowo, sama słuchawka nie jest sztywno przymocowana do uchwytu, lekko się obraca i możemy fajnie ją sobie dopasować.

Koss KSC 75

Kabel wydaje się być bardzo solidny i po pierwszych paru miesiącach intensywnego użytkowania nie widzę żadnych oznak, które mogłyby budzić obawy. Co ważne, końcówka (typowy mini jack) jest kątowa więc łatwiej wyprowadzić kabel z kieszeni bez załamywania go, a sama wtyczka, która jest miejsce gdzie najczęściej dochodzi do jakiejś usterki, również robi bardzo solidne wrażenie.

Zdziwiłem się trochę, że w zestawie nie było żadnego klipsa czy klamerki do przymocowania kabla do koszulki. Niby szczegół, ale jednak… Poza tym, kabel w pudełku był bardzo mocno zwinięty i minęło trochę czasu zanim się rozprostował. Kolejny szczegół, ale… 😉

Tak to wygląda w teorii, a w praktyce, w czasie biegu? Ciężko do czegoś się w Kossach przyczepić. Jeżeli poświęcisz kilka chwil na odpowiednie ich dopasowanie do swoich uszu, to będą trzymać się stabilnie i bez problemu zapomnisz o nich w czasie biegu. Warto zwrócić uwagę, aby nie gniotły za bardzo górnej części ucha, na której się opierają i odpowiednio ukształtować pałąk.

Podczas szybkich treningów nie podskakują, nie przesuwają się, nie ma konieczności poprawiania ich co chwilę… w ogóle nie trzeba ich poprawiać. Na długich wybieganiach, kiedy mija druga, trzecia godzina, nie masz ochoty ich zrzucić bo uwierają, przeszkadzają i denerwują. Jest pełen komfort.

Jako że są to słuchawki nauszne nie odcinają nas całkowicie od otoczenia i nawet przy dosyć głośno puszczonej muzyce słyszę np. sygnały z Garmina, co dla mnie osobiście jest plusem. Jednocześnie dźwięk docierający do uszu jest mocny i czysty, nie mamy wrażenia że jest „zanieczyszczony” przez otoczenie. Konstrukcja taka ma jednak jedną wadę, a mianowicie, nasza muzyka jest słyszalna dla otoczenia, co jest niewskazane jeżeli słuchacie jej na przykład w podróży. Warto pamiętać, że nasi współpasażerowie w autobusie czy pociągu niekoniecznie muszą mieć ochotę na słuchanie tego co my 😉

No dobra, jest coś co mi się w nich nie podoba 😛 Ze względu na swoją konstrukcję, na uszach wydają dosyć toporne, co w połączeniu z moimi dosyć dużymi uszami daje raczej komiczny efekt. Mówią wprost, trochę głupio w nich wyglądam. Estetyka to zdecydowanie nie jest najmocniejsza strona Kossów.

Podsumowując, Koss KSC 75 to świetna jakość dźwięku, wysoki komfort i mimo wszystko solidne wykonanie chociaż efekty wizualne są raczej kiepskie. A to wszystko w przystępnej cenie. Moim zdaniem model zdecydowanie wart uwagi i jestem przekonany, że ciężko będzie znaleźć coś lepszego w porównywalnej cenie. W moim odczuciu, jeżeli lubicie słuchać muzyki podczas uprawiania sportu, warto zainwestować kilkadziesiąt złotych w solidny produkt zamiast co parę miesięcy (albo i częściej) wydawać kilkanaście zeta na supermarketowe na-name’y. Z czystym sumienie polecam Koss KSC 75 🙂

11393040_277001375803574_8062239126808802516_n

Reklamy

2 thoughts on “Koss KSC 75

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s