9. Cross Wodzisławski

refleksyjnie

Słoneczne niedzielne przedpołudnie. Do biegu zostało jeszcze jakieś pół godziny. Niektórzy jeszcze się zapisują, inni leniwie truchtają, a jeszcze inni – tacy jak ja – stoją, czekają i gadają. Tak to jest na kameralnych lokalnych imprezach – prawie wszyscy kojarzą się chociaż z widzenia, jest z kim zamienić słowo na temat trasy, startów, butów i tym podobnych tematów mnie lub bardziej biegowych. Ostatnio zrobiło się głośno o biegowym chamstwie, ale raczej z perspektywy warszawki, więc jeżeli kogoś to męczy to warto biegać też na mniejszych imprezach, żeby poczuć taki klimat.

W sumie nie wiedziałem, czego oczekiwać od tego startu ani jakie mieć założenia. Wiedziałem, że trasa nie będzie łatwa, ale nic poza tym, tzn. znałem jeszcze dystans – 10 km (chociaż biorąc pod uwagę śr. tempo i czas to było chyba trochę dalej) 😉 Lista startowa była bardzo mocna, więc ciężko było załapać się na wysokie miejsce w klasyfikacji, ale o dobry wynik walczyć zawsze należy.

Na starcie około 100 osób, ale na szczęście w miarę dobrze się ustawiłem i nie dałem się przyblokować i nie utknąłem. Zaraz na początku bardzo mocny fragment z dwoma króciutkimi, ale bardzo ostrymi górkami. Do tego ścieżka wysypana kamieniami, więc stopy uciekały.

Dalej trasa mocno pofałdowana, ale bez tragedii. Co jednak bardzo zaskoczyło mnie na minus, to długie asfalstowe fragmenty. Biegłem w Nike Terra Kiger 2  i chociaż ich bieżnik nie jest bardzo agresywny i generalnie radzą sobie jako tako na twardej nawierzchni, to tutaj ten asfalt mocno mnie wymęczył. Zauważyłem, że w tych miejscach traciłem trochę czasu, a odzyskiwałem na ścieżkach.

Kolejne moje spostrzeżenie z tego biegu, to że trzeba popracować nad siłą – ewidentnie słabłem na podbiegach, ale na szczęście nadrabiałem na zbiegach. Jak widać technika jest, ale brakuje mocy. Cóż, trzeba będzie zaatakować bardziej intensywnie okoliczne wzniesienia 😉

Trasa została poprowadzona na dwóch pętlach i pierwsza połówka poszła dobrze, planowo, ale koło półmetka dopadł mnie kryzys natury chyba bardziej psychicznej niż fizycznej. Nie jest to pierwszy raz, kiedy zdarza mi się coś takiego. Rzecz jasna nie odpuściłem ani się nie zatrzymałem, ale mam wrażenie, że nie biegłem na 100% swoich możliwości. Hamowała mnie jakaś wewnętrzna bariera, przeświadczenie, że nie dam rady.

Wszystko minęło koło 7-8 km, kiedy na polnej ścieżce mocno przyśpieszyłem i zacząłem gonić dwóch zawodników – biegliśmy razem praktycznie od samego początku, a teraz trochę… nawet dosyć wyraźnie mi uciekli. Siły wróciły mi jednak i teraz psychika również napierała. Pierwszego z nich dogoniłem i zdołałem wyprzedzić na lekkim podbiegu (!!! może z tą siłą to też psycha) i utrzymać pozycję na drugim mocniejszym wzniesieniu.

Najlepsze jest to, że kiedy go dogoniłem, to jeszcze pojawiły się myśli, że może chwilę za nim pobiegnę, ale na szczęście ich nie posłuchałem i wyprzedziłem.

Drugi z biegaczy uciekł już dosyć daleko, ale nagle znalazłem w sobie siły, które wcześniej chyba spały. Dzielił nas naprawdę spory dystans, ale zbliżałem się z każdym krokiem. Zawahałem się jednak na zakręcie przed samą metą i nie udało mi się go wyprzedzić. W wynikach dzieli nas tylko sekunda 😉 Mój wynik to 42:31, który dał mi 17. miejsce.

Nawet na takich kameralnych biegach walka toczy się pełną parą. Agnieszka kiedyś powiedziała mi, że gdy biegnę mam strasznie skupioną minę i wyglądam jakbym chciał kogoś zabić. Kiedy patrzę na biegaczy, z którymi się ścigam też widzę w nich tą walkę – to jest prawdziwy duch sportu. Na mecie jednak zawsze są uśmiechy, uściski rąk i gratulacje – to też jest ten duch sportu, którego nie zawsze zobaczycie na wielkich biegach i profesjonalnych imprezach.

Każdy z nas ma jakieś swoje życie, swoje problemy, dylematy, smutki i radości, ale gdy biegniemy wszystko to jednak się nie liczy. Jest tylko droga, tylko kolejne wzniesienie i inni biegacze. Liczy się tylko ta chwila i ta walka i dla mnie to jest piękno sportu.

Reklamy

2 myśli na temat “9. Cross Wodzisławski

  1. To prawda kameralny klimat małych biegów jest nie do opisania (a jednak Panu się w pewien sposób udało). Gratuluję walki do końca i znakomitego czasu na dychę, zwłaszcza że był to swego rodzaju przełaj.
    Moim zdaniem powinien Pan wprowadzić trochę więcej podbiegów, ale także i interwałów. To pomoże zwiększyć wydolność.
    Pozdrawiam i życzę dobrych wyników biegowych, a przede wszystkim radości z biegania
    Runnerpawcislaw

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s