Biegowa sinusoida

czyli raz na wozie, raz pod wozem

Wiosna to był czas realizacji biegowych planów, kiedy nogi same niosły i biegało się względnie łatwo nawet czterdziestominutowe odcinki w tempie progowym, a przyśpieszenia na koniec długiego wybiegania też jakoś wchodziły. Były treningi w tempach, których wcześniej nie znałem, to i nabiegały się życiówki – najpierw poniżej 40 na dychę w Cieszynie a później poniżej 3:30 na maratonie w Opolu. Można powiedzieć, że plan zrealizowany z nawiązką.

Na fali euforii zacząłem snuć plany na jesień i oczami wyobraźni widziałem już zegar pokazujący nową życiówkę, kiedy przekraczam linię mety. Może plany były trochę zbyt ambitne, a może po prostu wyszło tak jak wyszło z jakiegoś innego powodu. Tak czy inaczej, lipiec i pierwsza połowa sierpnia były biegane jeszcze niby solidnie, ale już brakowało mocniejszych akcentów. Czułem zmęczenie materiału i ewidentnie brakowało luzu i spokoju na wyższych obrotach.

Później było parę spraw o wiele ważniejszych niż bieganie, więc treningi były nakierowane bardziej na utrzymanie formy niż jakikolwiek progres. A to i tak tylko jak akurat udało się pobiegać. Chyba z rozpędu tylko nabiegałem życiówkę na połówce w Raciborzu…

Wrzesień to już zmiany w sferze zawodowej, inny rozkład dnia, a do tego przeziębienie trzymające dwa tygodnie i kontuzja, która zmusiła mnie do zrezygnowania z dwóch startów – w maratonie we Wrocławiu jeszcze pobiegłem, ale to był bieg bardziej na przeżycie niż o jakikolwiek wynik, a późniejszy Survival Race i połówkę w ramach Silesia Marathon odpuściłem.

I tak oto mamy początek października…

Jestem zapisany na kilka biegów, ale o startach nie chce mi się nawet myśleć. W niedzielny poranek wolę się wyspać niż gnać gdzieś na start, a zamiast długiego wybiegania zrobić luźną dyszkę. Ktoś może powie, że jestem mięczak i cienki Bolek, ale wiecie co? Wracam z tej dyszki z uśmiechem na twarzy i chociaż tempo nie jest powalające, to lecę!

Teraz jest taki moment, że mam ochotę wrzucić z bieganiem na luz. Nie chce mi się przeliczać kilometrów, minut i sekund… Mam ochotę po prostu zawiązać buty i wyjść pobiegać. Chcę poświęcić trochę czasu na inną moją pasję, jaką jest muzyka i czasami zamiast klepać kilometry pośmigać palcami po gryfie gitary. Tak dla równowagi. Starty? Pewnie pojadę tu i tam, ale może zamiast startówek założę sandały.

Powrót do przyszłości

Ciężko powiedzieć jak długo potrwa ten okres biegowego luzactwa. Może miesiąc, a może do końca roku. Jak znowu poczuję zew, to zaatakuję 😉 Przypuszczam, że na wiosnę będę chciał znowu powalczyć, ale teraz potrzebuję czasu na złapanie dystansu i mentalne wyluzowanie mojego biegania… wiecie o co biega 😉 A przy okazji może uda się nadrobić kilka testów i recenzji, które siedzę w poczekalni już o wiele za długo.

Przesłanie na dzisiaj 😀

Advertisements

2 thoughts on “Biegowa sinusoida

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s