Emil Zatopek – czeska lokomotywa (cześć I)

Dwudziestostopniowy mróz przeszywa do szpiku kości. Gruba pokrywa śniegu zamieniła krajobraz w niekończącą się białą pustynię, na której szosa nie odznacza się niczym szczególnym. Jedynie rosnące wzdłuż niej topole, które teraz wyglądają jak zamrożone maszty, pozwalają domyślać się, że gdzieś tam pod spodem jest droga. Wzdłuż tej linii, tego wyimaginowanego toru, mknie Czeska Lokomotywa i co chwilę biegu przyspiesza i gna coraz prędzej, zrywa się do sprintu nie zważając na nic. I mróz, i śnieg, i wiatr, który szarpie na wszystkie strony, to wszystko tylko igraszka.

Ciężkie wojskowe buty skrzypią na zmrożonej pokrywie, a ubrany w trzy dresy Emil Zatopek sapie i dyszy i wykrzywia twarz w grymasie cierpienia. I spieszy się, spieszy, bo cały kraj… Ba, cały świat czeka na niego, czeka na kolejne, nadludzkie mogłoby się wydawać, rekordy.

Start od niechcenia

Zacznijmy jednak od początku, bo nic nie wskazywało na to, że historia właśnie tak się potoczy. Na próżno wypatrywać młodego blondyna wśród tłumów, które mniej lub bardziej entuzjastycznie witają Niemców wkraczających na teren Czech w 1939 roku. Emil ma ważniejsze sprawy na głowie. Jego rodzice mają całą gromadkę dzieci do wykarmienia, więc w domu się nie przelewa. Nie ma pieniędzy na edukację, bo kto myśli o podręcznikach, kiedy nie ma co do garnka wrzucić. Nikt nie może się obijać. Siedemnastoletni Emil pracuje w fabryce, a wieczorami chodzi na kurs chemii, który może kiedyś pomoże mu znaleźć lepszą pracę. W wolnych chwilach nie leży do góry brzuchem, nie gra w piłkę, ani nie biega. Kto ma czas na takie głupoty?! Trzeba pomóc w ogródku.

Okolice Ostrawy, gdzie mieszkają Zatopkowie, to obszar silnie uprzemysłowiony, a większość młodzieży kończy w dwóch fabrykach. Albo produkując samochody w Tatrze, albo buty w Bacie. Tak więc Bata. Praca nie jest lekka. Guma cuchnie na kilometr i nikt nie ma ochoty się do niej zbliżać, ale fabryka produkuje ponad dwa tysiące par dziennie. Na początku zadaniem Emila jest przycinanie podeszew do odpowiedniego rozmiaru za pomocą ząbkowanego kółka. Jest to iście syzyfowa praca w warunkach odbiegających od wszelkich norm BHP, a każda pomyłka boleśnie odbija się na wypłacie.

Na szczęście kursy, których wcześniej się podjął, teraz odpłacają i Emil zostaje przeniesiony do Instytutu Chemii, gdzie przygotowuje odpowiednie mieszanki. Nic szczególnego, ale jest już znośnie. Co więcej, kierownictwo zachęca go do kontynuowania edukacji. Kariera chemika w fabryce obuwia rysuje się przed młodym Czechem coraz wyraźniej i to w całkiem kolorowych barwach.

Bata to duża firma, która promuje się również poprzez wspieranie wszelkiej aktywności sportowej. Fabryka ma swoją własną drużynę piłkarską, a co roku pod jej patronatem odbywa się bieg dookoła Zlina. Jako pracownik firmy, Zatopek ma obowiązek startować w biegu, jednak co roku pod pretekstem takiej czy innej kontuzji udaje mu się uniknąć tego bezsensownego przebierania nogami. Młody Emil nie tylko unika biegania, ale wręcz z pogardą patrzy na lubujących się w sporcie kolegach. Ich treningi postrzega jako próbę wywyższenia się i dlatego unika kontaktu z nimi. A bieganie? Bieganie może co najwyżej skrócić żywotność butów, które trzeba sobie przecież szanować.

Kiedy Emil miał dziewiętnaście lat sytuacja w internacie przyfabrycznej szkoły zawodowej jednak nieco się zmieniła. Prosto z Brna przyjechał nowy opiekun, Antoni Kuczera, miotacz i dziesięcioboista, a kult sportu w Bacie wkroczył na nowy poziom.

Zatopek bronił się przed udziałem w biegu rękami i nogami, a kiedy tłumaczenia, że a to kostka, a to kolano nie pomagały, postanowił w dniu zawodów schować się w czytelni. Jednak w ostatniej chwili znalazł go woźny i rzucając obelgami wygonił na start.

Kiedy stał pośród stu pięćdziesięciu innych biegaczy w koszulce reklamowej Baty, ogarnęła go wściekłość. Wściekłość, że nie udało mu się wykręcić, że został znaleziony i teraz musi brać udział w tej komicznej paradzie. Cała ta skumulowana złość sprawiła, że postanowił udowodnić biegaczom z grupy Kuczery, którzy oczywiście byli faworytami do zwycięstwa, że on, bez żadnego treningu, również potrafi biegać i może z nimi z powodzeniem rywalizować. Zdecydowana większość zawodników zniknie za zakrętem w wąskich uliczkach i już nie pokaże się na mecie, ale Zatopek ma teraz mocne postanowienie dobiec do końca i to w nie byle jakim stylu.

Ku własnemu zdziwieniu Emil przekracza metę jako drugi, sprawiając tym samym wielką niespodziankę wszystkim kibicom. Zawodnicy Kuczery również są w szoku, ale nie żywią urazy ani zawiści wobec tego śmiesznie biegającego chłopaka. Zamiast tego zapraszają go na trening, a Zatopek chociaż próbuje się wymigać, w głębi duszy jest tak naprawdę mile połechtany tą propozycją i z przyjemnością idzie na boisko.

Kuczera mierzy międzyczasy nowemu i widzi, że coś się w nim iskrzy, talent który trzeba rozniecić. Bez zastanowienia zabiera Zatopka wraz ze swoją grupą do Brna na bieg na dystansie 1500 metrów. Pierwsze poważne zawody, na których Zatopek znowu zajmuje drugie miejsce z czasem 4.20 min. Jednak szybko nastała zima, śnieg zasypał okolice, a Emil porzucił trening na rzecz bardziej praktycznych zajęć.

Na szczęście wraz z nastaniem wiosny koledzy z grupy Kuczery przypomnieli sobie o chłopaku, który pokazał im gdzie raki zimują. Zaczynają się regularne treningi, a wraz z nimi kariera lekkoatletyczna Emila Zatopka. Startuje coraz częściej, a dzięki solidnym treningom wyniki wyraźnie się poprawiają. Na zawodach międzyszkolnych w Zlinie na 1500m uzyskuje czas 4.04.4 min. Czas na poważniejsze zawody.

Mecz lekkoatletyczne Czechy – Morawy to już nie przelewki. Zatopek w barwach Moraw startuje na 1500m razem z Szalem i Liepoldem. W drużynie Czech biegną Dolensky, Fuczikovsky oraz Cevona. Asy, profesjonaliści. Start u boku takich zawodników musiał być dla chłopaka, który jeszcze niedawno chował się w czytelni, nie lada przeżyciem.

Faworyci uciekli już na początku, co chwila zamieniając się na prowadzeniu. Emil pędząc co sił w nogach stara się dotrzymać im kroku, jednak kompletnie nie rozumie tego, co dzieje się na bieżni. Taktyka na dzisiaj, to po prostu biec do upadłego. Nagle okazuje się, że jest w stanie podjąć walkę! Na trzecim okrążeniu mija Cevonę i wychodzi na trzecią pozycję, ciągle zmniejszając dystans do prowadzących. Na ostatnich dwustu metrach Zatopek przeprowadza atak i wyprzedza wypompowanych rywali. Niesiony owacjami wiwatującego tłumu pędzi do mety, nie oglądając się za siebie. Zwycięstwo! Wynik jaki wtedy osiągnął – 4.01, dzisiaj nie jest niczym niezwykłym, ale wtedy był to najlepszy czas sezonu.

Trening przynosi rezultaty. Zachęcony sukcesem, Zatopek dopracowuje swój system treningu sprintów powtarzanych. Biega kilkuset metrowe odcinki przeplatane truchtem. Taka metoda bardzo przypada mu do gustu i przypomina rzeczywiste zawody – zryw startowy i ostry finisz. Jednocześnie zaczyna bacznie obserwować swoje ciało i eksperymentować. Droga do fabryki wiedzie wzdłuż długiego rzędu topoli, co nasuwa mu pewien pomysł – jak długo wytrzyma na bezdechu? Pierwszego dnia dochodzi do czwartego drzewa, później do piątego i do szóstego. I tak dalej i dalej, aż ostatecznie dociera do końca alejki… i traci przytomność.

Rok 1944 upływa pod znakiem ciężkich treningów, które przynoszą rezultat w postaci pierwszych rekordów, które już niebawem Zatopek będzie poprawiał seryjnie, wprawiając w osłupienie kibiców z całego świata. Na początek trzeba jednak rozprawić się z rekordami krajowymi. Trzy kilometry, pięć kilometrów, dwa kilometry… wszystko, co jest do poprawienia, Emil poprawia i to w oszałamiającym stylu. Z wynikiem na piątkę rozprawił się prawie o dwadzieścia sekund, schodząc wyraźnie poniżej granicy 15 minut. Kiedy wieść o nowym rekordzie dociera do Pragi, nikt nie chcę w nią uwierzyć. To z pewnością pomyłka albo prowincjonalny zegar źle odmierzył czas. Gdy Zatopek biegnie w stolicy, nikt już nie może podważyć jego rezultatu. Wyniki zachęcają do wzmożonego treningu po pracy w fabryce. Na bieżni, a kiedy władze zakazały wychodzenia po zmroku, w sali gimnastycznej. W lesie, a kiedy pogoda nie dopisywała, w krytej ujeżdżalni.

Tymczasem polityczne przetasowania przynoszą zmiany. Niemcy zostają wyparci przez Sowietów, których tym razem również Zatopek wita z uśmiechem na twarzy. Chociaż wojna dopiero co się skończyła, to mobilizacja idzie pełną parą. Zatopek chętnie porzuca pracę w fabryce i wstępuje w szeregi armii, a następnie idzie do akademii wojskowej. Dla Emila kariera w wojsku to świetna okazja do połączenia pracy z treningiem, a dla armii Zatopek to dobry materiał propagandowy. I wszyscy są szczęśliwi.

Oslo 1946

Zatopek udowodnił już swoją sportową wartość i teraz leci na Mistrzostwa Europy w Oslo. Jest to jego pierwsza w życiu podróż za granicę i pierwszy lot samolotem. Emocje związane z zawodami to jedno, a ciekawość świata spoza bloku komunistycznego to drugie. Kiedy samolot z głośnym warkotem wzbija się w powietrze, blady jak ściana Zatopek kurczowo trzyma się poręczy fotela. Nie odzywa się ani słowem. Dopiero kiedy samolot ląduje na murawie lotniska w Oslo może odetchnąć z ulgą, zresztą jak cała ekipa.

W Norwegii Zatopek styka się po raz pierwszy nie tylko z zachodnimi zawodnikami, ale również z radzieckimi, których obserwuje z wielkim zainteresowaniem. Mistrzostwa odbywają się krótko po wojnie i pokazują jak słabo zawodnicy bloku sowieckiego wypadają w porównaniu do lekkoatletów z zachodu. W biegu na 5000m reprezentant Czechosłowacji zajmuje dopiero piąte miejsce pomimo poprawienia rekordu kraju aż o 10 sekund! Wygrywa Brytyjczyk Wooderson z czasem 14.08,6 min. Za nim na metę wbiegają Holender Slijkhuis, Szwed Nyberg i Fin Heino. Z jednej strony pokazuje to jak dużo brakuje Zatopkowi jeszcze do zwycięstw na światowych arenach, ale z drugiej pokonał takie gwiazdy jak Reix, Pujezon czy Mimoun, który po latach stwierdzi, że „jego największym pechem było to, że urodził się w erze Zatopka”.

Nie można nie zauważyć specyficznego stylu biegania Emila, który wkrótce stanie się jego znakiem rozpoznawczym. Przekrzywiona głowa, na twarzy grymas bólu, a do tego głośne sapanie i dyszenie. Jednak jak sam stwierdza, na pięknym wyglądzie mu nie zależy, bo biegi to nie łyżwiarstwo figurowe, a talentu nie ma na tyle, żeby szybko biegać i jednocześnie dobrze przy tym wyglądać. Zresztą, kiedy w domu wykręca bieliznę podobno też się krzywi. „Ot, taki sobie wrodzony chyba grymasik”.

Zatopek ma świadomość aktualnego rozkładu sił na międzynarodowej arenie i po powrocie z Norwegii jasno stwierdza, że wyniki Czechosłowackich sportowców są zbyt słabe, aby mierzyć się z europejską elitą. Wiedział też, jak zmienić tą sytuację: „Zdawałem sobie sprawę, że chcąc się zbliżyć do wyników światowych muszę trenować i jeszcze raz trenować”. Tak więc nie zważając na nic Zatopek uskutecznia swój trening sprintów powtarzanych na leśnych przecinkach, zwiększając tylko ilość powtórzeń. Trening jest do bólu prosty i brutalny, ale co najważniejsze, przynosi rezultaty.

Zatopek wkrótce ustanawia nowy rekord Czechosłowacji na 5km z czasem 14.08,2 który dałby mu złoty medal w Oslo. Taki wynik to zapowiedź emocjonującej rywalizacji z Finem Viljo Heino na zawodach w Finlandii. Heino jest oczywiście faworytem przed swoją publicznością. Zatopek pomimo zmęczenia długą podróżą od startu stara się uciec rywalowi. 1500 metrów pokonuje w świetnym czasie 4.08 jednak po trzech kilometrach Finn niespodziewanie wyprzedza Emila. Teraz walka toczy się na całego! Raz po raz, to jeden to drugi wysuwa się na prowadzenie i aż do samej mety nie wiadomo kto zwycięży. Ostatecznie Zatopek o włos wygrywa ten dramatyczny pojedynek, który zapisał się w jego pamięci jako niezwykle trudny i ciężki.

image014

Niedługo później odbywa się pojedynek Czechosłowacja – Holandia, gdzie na trawiastej bieżni Zatopek wygrywa na 5km z dużo słabszym czasem 14.35 min. Jest to dla niego ostrzeżenie i motywacja do cięższych treningów, które podejmuje niezwłocznie. Już w drodze powrotnej ściga się na peronach z lokomotywami.

Kolejne zawody to pojedynek z Francją, gdzie rywale nie prezentują zbyt wysokiej formy, jednak Zatopek pomimo to biegnie najlepiej jak potrafi. Po biegu jeden z dziennikarzy pyta dlaczego biegł tak forsownie, skoro mógł wygrać z czasem o pół minuty gorszym. Zatopek szczerze zaskoczony odpowiada tymi słowami: „staram się zawsze osiągnąć jak najlepszy czas bez względu na klasę moich przeciwników. Jedynie przestrzeganie tej zasady prowadzi do stałego rozwoju lekkoatlety i pozwala mu piąć się po szczeblach rekordów”.

Trening staje się jeszcze bardziej morderczy. Odcinki sprintu Zatopek wydłuża do czterystu metrów, a przerwy do stu. W niektórych tygodniach aplikuje sobie dawkę nawet siedemdziesięciu powtórzeń… codziennie. W międzyczasie startuje w zawodach między innymi w Algierii i w Belgii, gdzie przekonuje się, że „trening należy prowadzić w każdym, najtrudniejszym nawet terenie, a nie tylko w warunkach luksusowych, na wygodnej bieżni, czy gładkiej jak stół łąka”. Bo im bardziej będzie bolało na treningu, tym lepszy wynik na zawodach.

Londyn 1948

Wielkimi krokami zbliżają się Igrzyska w Londynie, a w próbie przedolimpijskiej na 10km, Zatopek uzyskuje czas 29,27, który jest tylko o dwie sekundy gorszy od należącego do Heino rekordu świata. Takie wyniki pozwalają myśleć optymistycznie o startach w Londynie, a sam Zatopek czuje, że jest w wyśmienitej formie. Tymczasem do Anglii dociera fala bezlitosnych upałów.

Już wkrótce Zatopek wystartuje na dystansie 10km, gdzie jego największym rywalem będzie Heino. Mówi się, że Fin jest w fenomenalnej formie, a na treningu miał pobiec w czasie o wiele lepszym niż aktualny rekord świata. Zatopek jednak niewiele sobie robi z tych pogłosek. Gdyby miał się nimi przejmować, to jaki sens miałby jego start?

Z nieba leje się żar. Emil decyduje się przebiec cały dystans w równo rozłożonym tempie na czas poniżej trzydziestu minut. Finowie podobno przygotowali przeciwko niemu specjalną taktykę. Dwóch biegaczy miało pobiec mocno od samego początku, pociągnąć Zatopka za sobą i zmęczyć go. Heino deklarował, że pierwszą połowę pobiegnie niezbyt szybko.

120809051725-zatopek7-horizontal-large-gallery

Wyścig rządzi się jednak swoimi prawami. Heino wraz z kolegą od początku narzucają mordercze tempo godne wyścigu na krótszym dystansie. Zatopek nie zamierza jednak odpuścić i twardo trzyma się rywali. Na piątym kilometrze wysuwa się na prowadzenie. Heino kontratakuje, lecz Zatopek odpiera atak. Na 6km dzieje się rzecz niebywała – wyczerpany Heino schodzi z bieżni! Zdezorientowany Zatopek krzyczy do stojących przy bieżni sędziów: „Gdzie jest Heino? Gdzie jest Heino?” W odpowiedzi słyszy, że Heino odpadł. Emil zwycięża z czasem 29.59,6 min. Jest to pierwszy złoty model olimpijski w historii zdobyty przez czechosłowackiego lekkoatletę.

dc063f428f3aeede4ae7f4451b42b0cf

Został jeszcze start na 5km, ale dnia wolnego pomiędzy nimi Emil nie poświęca bynajmniej na regenerację. Londyn jest fascynujący, więc trochę go zwiedza, ale przede wszystkim biega do kwatery czechosłowackich reprezentantek, gdzie szczególnie interesuje go oszczepniczka Dana Ingrowa, która niebawem zostanie jego żoną.

Dla odmiany podczas finału na 5000m leje deszcze, a z obryzganych błotem koszulek ledwo udaje się odczytać numery zawodników. Tym razem Zatopek zdobywa „tylko” srebro pokonany przez Gastona Reiffa, ale bieg jest dla niego świetną szkołą. Prawdopodobnie był wstanie wygrać, jednak załamał się psychicznie, kiedy rywale odsadzili go na kilkadziesiąt metrów. Widząc dzielący ich dystans odpuścił, lecz ten nagły atak był jedynie zagrywką taktyczną, a przeciwnicy wkrótce opadli z sił. Jest to jednak bezcenne doświadczenie, które uczy Zatopka, że nie wolno poddawać się aż do samej mety.

maxresdefault

Rok 1948 to jeszcze jeden szczęśliwy finisz, czyli ślub z Daną. Niestety niedługo później trzeba wyjechać na pięciomiesięczne ćwiczenia wojskowe. Emila ciągnie do żony, trenuje teraz na pół gwizdka, ale dwa medale Igrzysk Olimpijskich oraz rekordy kraju jasno wyznaczają kolejne cele. Zatopek należy już bez cienia wątpliwości do światowej elity, pora więc wziąć się za bary z rekordami większego kalibru. Wraz z nastaniem wiosny ’49 Zatopek podejmuje systematyczne treningi do jakich przywykł. W maju odwiedza Warszawę, gdzie osiąga bardzo dobry wynik 14.10,8 na 5km, który jest dobrym prognostykiem na przyszłość.

W połowie czerwca w Ostrawie odbywają się zawody o mistrzostwo armii, gdzie Zatopek startuje na dystansie 10km. Biegnie mu się lekko, a speaker podaje międzyczasy pierwszych kilometrów, które oscylują wokół rekordu świata! Na półmetku widownia zaczyna skandować: „My chcemy rekordu!” Emil długo się nie zastanawiając postanawia, że jeżeli utrzyma tempo do 7km, to za wszelką cenę dowiezie rekord. Międzyczasy nie pozostawiają wątpliwości, a Zatopek gna pełną parą. 29.28,2 min. Rekord świata należący do Heino poprawiony o 7,2 sekundy! Jest to pierwszy rekord świata Emila Zatopka, który w sumie uzbiera ich aż 18 na różnych dystansach!

Nie upłynęło jednak wiele czasu, a Fin wziął rewanż na Czechosłowaku, poprawiając jego wynik o jedną sekundę. Kibice czekają teraz z zapartym tchem na odpowiedź i kolejny rekord. Zatopek udoskonala swój trening i biega teraz codziennie 5×200, 30×400 i 5×200 metrów przeplatając sprinty dwustumetrowymi odcinkami truchtu.

Jesienią na trybunach tego samego ostrawskiego stadionu zasiadło 20 000 widzów gotowych obejrzeć spektakl jednego aktora. Pogoda nie sprzyjała. O tej porze roku było już chłodno, a wiatr nawiewał na stadion kłęby pyłu. Na szczęście, tuż przed startem wiatr ucicha jakby na zamówienie. Plan jest prosty – każde okrążenie przebiec w jednakowym czasie 77.5 sekundy, aby uzyskać wynik 29.22,5. Początek idzie według planu, jednak w okolicach 6-7km Zatopka ogarnia zmęczenie. Publiczność zaczyna go głośno dopingować, a koledzy którzy mieli odmierzać międzyczasy rzucili stopery i teraz krzyczą tylko: „Szybciej, szybciej!” Czas płynie nieubłaganie, ale Zatopek nadrabia kolejne sekundy. Na ostatnim okrążeniu wie już, że biegnie według planu. Linię mety przekracza z czasem 29.21,2 a rekord świata na 10km wraca do Czechosłowacji.

Belgia 1950

Jeszcze przed Mistrzostwami Europy w Brukseli, które będą kluczowym punktem sezonu, Zatopek dostaje zaproszenie do Finlandii, gdzie oprócz ustanowienia rekordu świata na 5km, rozprawia się po raz kolejny z dychą. Na bieżni w Turku Emil biegnie jak uskrzydlony, nie zważa na zaplanowane międzyczasy i poprawia rekord aż o 18 sekund, co dzisiaj wydaje się być wręcz niewyobrażalne.

Sport to nie tylko zwycięstwa, ale i porażki. Porażki, które uczynią cię mądrzejszym, silniejszym, szybszym. Zatopek wyciąga wnioski z londyńskiego finału na 5000m i swój trening przed Mistrzostwami Europy w Brukseli nastawia głównie na forsowny finisz, w którym publiczność widzi efektowne zwieńczenie lekkoatletycznego spektaklu, a który dla Zatopka jest bezwzględną bronią taktyczną.

Bezpośrednio przed mistrzostwami w Belgii Zatopek ulega zatruciu pokarmowemu, jednak nie ma to większego wpływu na jego kondycję. Bieg na 10km wygrywa bez większej historii. Pojedynek na 5000m z biegnącym przed swoją publicznością Gastonem Reiffem zapowiada się za to bardziej emocjonująco. Belgijscy kibice są pewni zwycięstwa swojego zawodnika, ale Emil chce zrewanżować się za Londyn.

Po dwóch okrążeniach Zatopek prowadzi stawkę i stale zwiększa tempo z zamiarem zmęczenia Reiffa, który jest jednak w doskonałej dyspozycji i depcze liderowi po piętach. W połowie dystansu Gaston postanawia powtórzyć swoje londyńskie zagranie i wyrywa się do przodu na 15 metrów. Widownia żywiołowo dopinguje swojego reprezentanta. Tym razem Emil nie daje się jednak zaskoczyć i zaciekle goni rywala! Na 700 metrów przed metą Belg ogląda się za siebie, a na jego wycieńczonej twarzy maluje się wyraz niedowierzania. Zatopek jest tuż za nim! Rozbrzmiewa dzwonek, oznajmiając ostatnie okrążenie. Emil zrywa się do ostrego finiszu. Jest już kilkanaście metrów przed Reiffem, a sześćdziesiąt tysięcy kibiców na trybunach milknie. Zatopek wpada na metę z czasem 14.03, który jest nowym rekordem Czechosłowacji, a zmordowanego Reiffa wyprzedza jeszcze Mimoun.

Sezon dobiega końca, a Zatopek przestaje biegać. W ciągu dnia absorbuje go praca, a wieczorami nie za bardzo ma ochotę dojeżdżać na stadion. Nie ma za sobą sztabu trenerów, doradców i lekarzy. Nie potrzebuje ich. Eksperymentuje i uczy się, jakie bodźce najlepiej działają na jego ciało. Zimą próbuje domowego treningu. Ćwiczy wymachy w butach z przymocowanymi do nich drutem dwukilogramowymi ciężarkami i naciąga nogami przytwierdzone do sufitu sprężyny. Ćwiczy tak codziennie całą zimę, a wiosną, kiedy wraca na bieżnię, stwierdza że „domowa zaprawa absolutnie nic mu nie dała”. Trzeba na nowo przyzwyczaić się do biegania.

———————–

II części historii Emila Zatopka wypatrujcie już w przyszłym tygodniu 😉

Powyższy tekst został również opublikowany w magazynie Run Times (kwiecień 2015).

Źródła:

Emil Zatopek „Mój trening”, Sport i Turystyka, Warszawa, 1955

Jean Echenoz „Running: A Novel”, The New Press, New York, 2009

Reklamy

4 thoughts on “Emil Zatopek – czeska lokomotywa (cześć I)

  1. Piękny artykuł. Świetnie przedstawiona postać Emila Zatopka. To jest prawdziwa historia, która może poruszyć, często intryguje, a z całą pewnością inspiruje do działania. Lekcja pokory, cierpliwości i niesamowitej motywacji do biegania. Dzięki. Pozdrawiam, Kamil

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s