Bakterie i wirusy atakują, czyli przerwa w treningu

Plan treningowy na najbliższe miesiące masz rozpisany z precyzją szwajcarskiego zegarmistrza. Każdy trening ma swój głęboko przemyślany cel i teraz pozostaje już tylko całą tą teorię wcielić w życie. Zaczynasz skrupulatnie dawkować sobie kilometry, w dzienniczku skrzętnie wszystko odnotowujesz i z satysfakcją obserwujesz postępy. Z każdym biegiem czujesz się coraz mocniejszy, pewniejszy siebie. Trenujesz, a oczami wyobraźni widzisz jak za parę miesięcy przebiegasz linię mety, a zegar wskazuje upragnioną życiówkę. Aż tu nagle krach!

Zachowaj spokój

I nie panikuj. Nie patrz z przerażeniem na kaszlącą ekspedientkę w Żabce, zarazki i tak są wszędzie 😉 A parę dni przerwy w treningu to jeszcze nie powód do żałoby. Chociaż z drugiej strony każdy kto miał do czynienia z biegaczem sfrustrowanym ominiętym treningiem wie, że nie jest to osobnik łatwy we współżyciu.

Grypa, jakiś wirus, infekcja, zwykłe przeziębienie – wszystko, co teraz jest akurat na czasie – i już kilka dni z treningu wypada. Łatwo wrzucić na Fejsa mema o tym jak to fajnie być twardzielem i trzeba biegać pomimo zimna, śnieżycy, zawieruchy i gradobicia, ale większość z nas nie ma takiego luksusu, żeby po biegu móc przez resztę dnia się regenerować i odzyskiwać siły. Kiedy więc wieczorem dopada ból głowy, gardła, kaszel i osłabienie wolimy odpuścić i zaszyć się w zaciszu przytulnego koca z kubkiem parującego wywaru w jednej ręce i książką w drugiej, bo następnego dnia musimy iść do pracy i szef niekoniecznie musi wyrozumiale patrzeć na to, że działamy w tempie co najwyżej konwersacyjnym.

Każdy jednak, kto ma za sobą chociaż parę przebiegniętych sezonów zna te wyrzuty sumienia po nieodpracowanym treningu. Wyrzuty sumienia i obawy przed tym, że te kilka dni przerwy może całkowicie zniweczyć nasze plany. Miało być tempo progowe – jest leżakowanie. Miały być interwały – jest smarkanie. Zamiast długiego wybiegania – ból głowy.

Bez względu na to, jak dobrze przemyślany jest plan treningowy ciężko będzie zrealizować go od A do Z. Od deski do deski. Od pierwszego do ostatniego kilometra. Plany, które sobie rozpisujemy są zazwyczaj bardzo ambitne – uwzględniają dużo treningów, mocnych, wymagających i obciążających treningów, spory kilometraż tygodniowy. I dobrze, ale biorąc pod uwagę fakt, że nie jesteśmy zawodowymi sportowcami musimy pogodzić się z tym, że niekiedy pewne rzeczy będziemy musieli postawić przed bieganiem, a innych po prostu nie przeskoczymy.

Te kilka dni przerwy wcale nie musi oznaczać, że cały swój elegancko usystematyzowany w równych kolumnach plan możesz wyrzucić do kosza! Jeżeli zamiast panikować i użalać się na kilkoma treningami, które ci przepadły podejdziesz do sytuacji mądrze, to możesz się z tego wykaraskać, a nawet przekuć na swoją korzyść. Przede wszystkim…

Nie marnuj czasu

To, że nie możesz biegać, nie oznacza, że musisz całkowicie zarzucić trening. Zamiast gnić pod kołdrą oglądając jeden za drugim kolejne odcinki „Gry o tron”, poświęć chociaż trochę czasu na trening uzupełniający, który być może do tej pory zaniedbywałeś – niech będzie to bodziec, aby na stałe zaistniał w planie treningowym. Jeżeli nie jesteś w stanie agonalnym, to spokojnie możesz wyskrobać te pół godzinki, żeby nad sobą popracować, a z pewnością zaprocentuje to, kiedy wrócisz do regularnych treningów.

Przerwę w bieganiu potraktuj również jako świetną okazję do zregenerowania organizmu. Kilka dni przerwy pomoże zregenerować różne mikrourazy, które czają się w twoim organizmie i czekają tylko, żeby przeobrazić się w kontuzję. Nie leż jednak plackiem! Wystarczy wałek i już możesz uskuteczniać automasaż – rozmasowywać zmęczone mięśnie i przyśpieszać ich regenerację, dzięki czemu do treningów wrócisz z większym impetem.

Zazwyczaj takie przelotne infekcje udaje się pokonać w ciągu tygodnia, ale zdarzają się też poważniejsze sprawy, o kontuzjach już nie wspominając. Kiedy sytuacja zmusza Cię do przerwania treningów na dłuższy okres, przypomnij sobie…

Dlaczego biegasz?

Czy kiedy pierwszy raz nieśmiało wychynąłeś nos za drzwi z zamiarem biegania miałeś w głowie myśli o życiówkach? Czy stawiając swoje pierwsze biegowe kroki przeliczałeś w myślach tempo i kilometry? Ja z pewnością nie. Pamiętam dokładnie mój pierwszy bieg, a jeszcze lepiej satysfakcję, jaką po nim odczuwałem, która porównywalna była rzeczywiście z tą po zrobieniu życiówki chociaż ani dystans ani tempo nie były nawet zbliżone.

Czułem wtedy beztroską radość biegania, której być może dzisiaj mi trochę brakuje. Dlatego jeżeli nie możesz realizować swojego planu i musisz spisać sezon na straty, to olej to i po prostu ciesz się bieganiem!

a451cd3c2c341aaca06b8d5defc56a7d_670b36f9

Reklamy

2 thoughts on “Bakterie i wirusy atakują, czyli przerwa w treningu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s