Abebe Bikila (część I) – dwa światy

Emil Zatopek wbiega na wypełniony po brzegi stadion olimpijski w Helsinkach i przez nikogo niezagrożony zmierza po kolejny złoty medal na Igrzyskach w 1952 roku. Gdy z uniesionymi w triumfalnym geście rękoma przerywa taśmę na finiszu na jego twarzy grymas cierpienia miesza się z wyrazem radości. Tysiące kibiców zrywają się z miejsc, a z ich gardeł wydobywa się ogłuszający ryk uwielbienia. Jest wśród nich również niejaki Onni Niskanen, szwedzki trener fińskiego pochodzenia, który od kilku lat szkoli etiopską Gwardię Królewską. Teraz w jego głowie kiełkuje już tylko jedna myśl, jedno pytanie – czy Afrykańczycy będą w stanie rywalizować jak równy z równym z najlepszymi białymi atletami?

To miała być prosta historia dwukrotnego złotego medalisty olimpijskiego – Abebe Bikilii, którego pamiętamy głównie dlatego, że w Rzymie wygrał biegnąc boso. Kiedy jednak zacząłem zagłębiać się w tą postać odkryłem historię innego człowieka – jego trenera, Onni Niskanena. Zapomnianą historię człowieka, który odkrył afrykańskie bieganie długodystansowe i który położył podwaliny pod dzisiejsze sukcesy biegaczy z tego kontynentu. Historię, która zasługuje na to, by być opowiedziana i zapamiętana.

Nawet w Szwecji niewiele osób zna Niskanena, jednak udało mi się skontaktować z jego bratankiem, Ulfem Niskanenem, który dzisiaj stara się przywrócić pamięć o swoim wujku. Jak sam mi powiedział, wszyscy ludzie, którzy go znali kochali go z całego serca, ale znali tylko jego część. „Nikt nie znał całego Onniego, który prowadził kilka żyć jednocześnie”, dlatego poukładanie tych skrawków wspomnień w kompletny obraz nie jest łatwym zadaniem.

1248615589_resized

Nie ulega jednak wątpliwości, że w Etiopii Onni był uwielbiany nie mniej niż sam Abebe. Ulf wspomina swoją wizytę u wujka w 1971 roku, kiedy podczas przejażdżki samochodem złapali kapcia. Gdy zmieniali koło podszedł do nich mały chłopiec z kilkoma krowami i na widok Niskanena rozpromienił się cały i zaczął powtarzać niczym w transie: Onni! Onni!

Ludzkie losy mkną niczym kamienie wystrzelone na oślep z procy. Zderzają się ze sobą, zmieniają swoje trajektorie. Nie sposób jednak przewidzieć, co przyniesie takie zderzenie ludzkich istnień. Jakie były szanse, że losy szwedzkiego trenera i etiopskiego żołnierza splotą się ze sobą tworząc historię, której waga jest o wiele większa niż same tylko olimpijskie złoto? Historię, która ukształtowała bieganie takie, jakie znamy dzisiaj. Kto wszedłby w taki zakład?

Abebe, syn Bikilii

Gdy w 1932 roku, dokładnie w dniu w którym rozgrywany był maraton w ramach Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles, w malutkiej afrykańskiej wiosce na świat przyszedł Abebe, syn Bikilii, nikt nie mógł przypuszczać, że niespełna trzydzieści lat później stanie się on symbolem wyzwolenia czarnych spod jarzma kolonizatorskiej opresji.

Ojciec Abebe walczył w krwawej wojnie o niepodległość, a teraz życie dla niego i jego rodziny, chociaż niełatwe, to jest znośne i proste. Podatki nakładane przez cesarza Haile Selassie I są brutalne, jednak uwielbienie dla Jego Wysokości nie pozwala narzekać. Ścieżka rozpościerająca się przed młodym Abebe również wydaje się względnie prosta. Mając trzynaście lat zakończył swoją edukację na znajomości kilku faktów z historii, umiejętności przeliterowania swojego imienia i podstaw liczenia, a teraz, jak każdy jego rówieśnik, musi zabrać się do pracy.

Stado owiec spokojnie wypasa się na rozległej równinie, a Abebe siedzi nieopodal nich i wpatruje się w majaczącą na horyzoncie poszarpaną linię gór, która wtedy wyznaczała dla niego koniec świata. Palące słońce powoli przesuwa się po nieboskłonie, chyli się ku zachodowi i za chwilę zniknie za górską ścianą. Skończy się dzień, skończy się świat. Chłopak zastanawia się, czy gdyby biegł wystarczająco szybko, to wyprzedziłby czas, dotknąłby wieczności.

Abebe-Bikila

Ganna to bardzo specyficzna „długodystansowa” etiopska wersja hokeja rozgrywana na polach między wioskami, gdzie bramki mogą być od siebie oddalone nawet o parę kilometrów. Abebe jest szybki i zwinny, lubi grać i dobrze mu to wychodzi. Wyprzedził wszystkich innych graczy i teraz spokojnie prowadzi grubym zaokrąglonym na dole kijem drewnianą piłkę w kierunku bramki przeciwnika. Kiedy znajduje się w bezpiecznej odległości wykonuje perfekcyjną kalamę – podrzuca piłkę lewą stopę, łapię ją w dłoń, wyrzuca w górę i mocno uderza kijem wprost do bramki. Jego drużyna wygrywa. Już zmierzcha, więc wszyscy śmiejąc się rozchodzą się do swoich wiosek.

Abebe usłyszał jakieś zamieszanie na placu między chatami. Wyjrzał zza zwisającej w drzwiach zasłony i zobaczył stojących w szeregu żołnierzy. Mieli na sobie mundury, w rękach trzymali karabiny, ale stopy mieli bose. Bikila Demssie ze spokojem słuchał jak ich dowódca obwieszczał nowe rozporządzenie dotyczące podatków. Mieszkańcom wsi żyło się ciężko, a teraz będą musieli płacić jeszcze większą daninę. Bikila wierzył jednak, że są na świecie rzeczy, których on nie jest w stanie pojąć, a które Cesarz rozumie.

W mundurze i orderach młody Abebe ujrzał swoją przyszłość, szansę na dostatnie życie oraz przyniesienie chwały swojemu rodowi i wiosce. Oznajmił matce, że zrobi wszystko co każe, będzie ciężko pracował, żeby pomóc rodzinie, ale po zbiorach uda się do Addis, aby tak jak jego ojciec zostać żołnierzem.

DSC_2385

Jak powiedział, tak zrobił. Mając dziewiętnaście lat Abebe wyjeżdża do Addis z zamiarem wstąpienia do Gwardii Królewskiej. Miasto robi na chłopaku z prowincji oszałamiające wrażenie. Pierwszy raz w życiu widzi taką masę ludzi, a do tego wszyscy gdzieś się spieszą, coś w pośpiechu załatwiają, jakby od tego miały zależeć losy świata. Dla uboższej warstwy społeczeństwa, do której niewątpliwie musimy zaliczyć rodzinę Bikilii, głód jest doskonale znanym uczuciem, podczas gdy na targowisku w Addis jedzenia jest pod dostatkiem, a toboły piętrzą się na ziemi, w zatłoczonych kramach i barach. Dla Abebe jest to szokujący kontrast – na wsi każda owca, każdy worek ziarna to bogactwo, tutaj zaś zdawały się na wyciągnięcie ręki. Chociaż jeżeli nie trzymało się w dłoni pieniędzy, to lepiej jej w ogóle nie wyciągać, bo za kradzież czeka surowa kara.

Abebe zamierzał zaciągnąć się do Gwardii Królewskiej, co było atrakcyjne z kilku powodów. Po pierwsze, była to bardzo prestiżowa funkcja, dzięki której chłopcy z prowincji, tacy jak on, mogli szybko podnieść swój status społeczny. Po drugie, gwardziści mieli względnie spokojną pracę i większość czasu spędzali w Addis, podczas gdy żołnierze z innych oddziałów byli porozrzucani po różnych miejscach. Poza tym jego przyrodni brat służył już w Gwardii, więc mógł użyć swoich wpływów, żeby ułatwić Abebe wstąpienie do wojska.

Sprawa nie była jednak aż tak łatwa, jak mogło się wydawać i Abebe prawie rok spędził mieszkając kątem u rodziny i niczym się nie zajmując. Dopiero po długim oczekiwaniu udało mu się dostać na rekrutację, gdzie wraz z wieloma podobnymi sobie kandydatami stanął w szeregu na wojskowym placu ćwiczeń. Było upalne popołudnie, a oni stali na niczym nieosłoniętym placu. Przypatrywał im się siedzący na plastikowym krzesełku w cieniu parasola sierżant. Co chwila któryś z chłopaków odpuszczał i schodził z placu lub był z niego znoszony i tym samym żegnał się z mundurem. Była to prosta metoda na sprawdzenie kondycji potencjalnych rekrutów. Abebe wytrwał.

Abebe_Bikila_1968b

W koszarach mogli się umyć, każdy dostał swoje łóżko, jedzenie i mundur. Łóżko, jedzenie i ubranie, to właśnie dla tych rzeczy chłopcy ze wsi decydowali się wstąpić do wojska. Możliwość najedzenia się do syta była dla Abebe równie niecodzienna jak spodnie w europejskim stylu, które miał na sobie pierwszy raz w życiu. Dziwne było dla niego uczucie, kiedy nogi były od siebie oddzielone kawałkiem materiału.

Onni Niskanen

Onni Niskanen urodził się 31 sierpnia 1910 roku w Helsinkach. Ciężko byłoby znaleźć dwa kraje różniące się od siebie bardziej niż Finlandia i Etiopia, a jednak w historii Niskanena i Abebe można dostrzec pewne paralele jeszcze w okresie przed ich spotkaniem. Rodzina Niskanena wyemigrowała do Szwecji, kiedy ten był jeszcze dzieckiem. Sam wyjazd również nie obył się bez przygód – prom musiał zawrócić po malutkiego brata Onniego, Erika, który w całym tym zgiełku został zapomniany i spokojnie drzemał sobie na kuchennym parapecie.

Finowie byli w tamtym czasie traktowani przez Szwedów jak obywatele drugiej kategorii, ubodzy „krewni” szukający u nich szansy na lepszą przyszłość. Podobnie jak przybywający do Addis biedni etiopscy wieśniacy.

Dorastając w Szwecji Onni bardzo interesował się sportem, a w szczególności bieganiem, do którego miał niemały talent. Szczególnie mocno do gustu przypadły mu biegi przełajowe oraz biegi na orientację. W lokalnym klubie odnosił sukcesy i otarł się nawet o Igrzyska Olimpijskie w 1936 roku, jednak nie te organizowane przez Adolfa Hitlera, a alternatywne Igrzyska w Barcelonie, które miały skupiać państwa bojkotujące nazistowski reżim. Niestety w Hiszpanii wybuchła wojna domowa i szwedzka reprezentacja była zmuszona zawrócić do domu.

images (1)

Sport był dla Niskanena prawdopodobnie najważniejszą rzeczą w życiu, o czym świadczyć może krótka historia jego pierwszego małżeństwa, którego dokładną datę zresztą nie sposób ustalić. Po roku młoda żona postawiła przed Onnim ultimatum – albo ona albo sport. Niedługo później nastąpił rozwód, możemy się więc domyślać, że nie był to dylemat spędzający sen z powiek Onniego.

Pod koniec 1939 roku Finlandia stała się przedmiotem sowieckiej agresji, a Niskanen wraz z dwoma braćmi dołączył do liczących osiem tysięcy osób szwedzki oddziałów ochotniczych i wyruszył bronić ziemi, na której się urodził. Anegdota mówi, że na sztokholmskim dworcu centralnym zebrały się tłumy, aby pożegnać Onniego, a jego przyjaciele mieli robić zakłady o to, ile przyjdzie jego dziewczyn.  Podobno zjawiło się ich dwanaście.

Walka na froncie „zimowej wojny” to jednak coś więcej niż tylko bohaterski epizod w życiu Niskanena. Na froncie Onni poznał niejakiego Vikinga Tamma oraz hrabiego Carla Gustafa von Rosen, którzy później zeswatają go z Etiopią. Tymczasem jednak pod nosem Rosjan Onni sprawdza co jest nie tak z kablami telefonicznymi i jak się okazuje jeden z nich został podpięty do miny. Na szczęście obyło się bez ofiar. Innym razem Niskanen przyciska się do ziemi jak tylko może najmocniej, a nad głową słyszy świst przelatujących kul. Wspominał później, że czołgając się pomyślał, że „jeżeli tym razem mu się uda, to już zawsze będzie mu się udawało”. Udało mu się, jednak następnego dnia zostaje raniony przez szrapnel a odłamki tkwią w jego twarzy, ramionach, rękach i nogach. Niektóre z nich zostaną z nim już do końca życia. Rany zmusiły go do powrotu do Szwecji i przejścia długiej rehabilitacji. Wykluczają również jego dalszą karierę sportową.

W Wigilię Bożego Narodzenia 1943 roku Onni żeni się z Mary Jakobsson, ale rodzina nigdy nie będzie dla niego sprawą priorytetową. W tym czasie wydaje się jednak jeszcze, że stabilizacja powoli zaczyna pojawiać się w życiu Onniego. Wraz z braćmi zakłada agencję reklamową, a w 1946 roku kończy studia trenerskie.

Niedługo było jednak dane Niskanenowi cieszyć się spokojnym życiem w Szwecji. Tego samego roku Onni otrzymuje wiadomość od hrabiego von Rosen z pytaniem, czy chciałby wyjechać do Etiopii.

Onni nie wiedział zbyt wiele na temat tego odległego kraju ponad doniesienia z zakończonej kilka lat wcześniej wojny włosko-etiopskiej, kiedy to faszystowski reżim Benitto Mussoliniego dopuścił się tam okrutnych zbrodni. W walkach włosi wykorzystywali broń chemiczną, a na podporządkowanych terenach wprowadzali niewolnictwo i zakładali obozy pracy. Partyzanci byli zabijani albo okaleczani, a ludność masakrowana.

Włosi zostali ostatecznie pokonani przez wojska brytyjskie, a na etiopski tron wrócił cesarz Haile Selassie. Po wojnie cesarz nie chciał być zależny od żadnego imperium, czy to Stanów Zjednoczonych czy Związku Radzieckiego. Dążył również do uniezależnienia od brytyjskich wpływów, dlatego chętnie odnowił kontakty ze Szwecją, z którą miał już wcześniejsze doświadczenia – w latach dwudziestych Szwedzi budowali w Etiopii szkoły oraz placówki medyczne. Hrabia von Rosen został zaproszony przez samego cesarza do odbudowania etiopskich sił lotniczych, a wspomniany już również Viking Tamm, teraz w stopniu generała, został doradcą wojskowym. Szwedzi mieli także zorganizować szkołę wojskową, której zadaniem będzie szkolenie przyszłych członków Gwardii Królewskiej. Onni Niskanen ze swoją sportową przeszłością, militarnym doświadczeniem oraz wykształceniem trenerskim był idealnym kandydatem na to stanowisko.

Onni podejmuje decyzję o wyjeździe wspólnie z Mary. Sprzedają mieszkanie, pakują dosłownie wszystko i przez Amsterdam, Rzym i Kair udają się do Addis w Etiopii, gdzie Niskanen będzie trenował kadetów Gwardii Królewskiej.

Niskanen podpisał dwuletni kontrakt, jednak bardzo szybko znalazł w Etiopii swój dom i jak wspominają jego przyjaciele, „stał się bardziej Etiopczykiem niż Szwedem”. Bardzo dynamicznie rozwijała się również jego kariera i wkrótce został zatrudniony także w szkole im. Haile Selassie, a w 1950 roku został Dyrektorem Wydziału Wychowania Fizycznego przy Ministerstwie Edukacji. Angażował się również bardzo mocno w działalność charytatywną, głównie poprzez pracę na rzecz Czerwonego Krzyża, za co później zostanie odznaczony medalem Henry Dunanta. Jak również wspominają jego znajomi, zyskał szacunek miejscowej ludności, „ponieważ przyjechał pracować dla Etiopii i był zatrudniony przez Etiopię, a nie przez Szwecję”.

images

Poza całą swoją „oficjalną” działalnością Niskanen prowadził jeszcze inne, niezwykle barwne życie. Były to bardzo dobre czasy dla całkiem sporej szwedzkiej społeczności w Etiopii, a Onni czerpał radość z życia pełnymi garściami. Lubił chodzić na przyjęcia i popisywać się zjadając szkło, a wakacje spędzał niczym Indiana Jones. Na podstawie jego przygód można by nakręcić nie jeden film, a jedną z nich sam opisuje w liście do Szwecji.

Były to wakacje roku 1949, kiedy wraz z żoną i przyjacielem pilotem wybrali się pożyczonym od hrabiego von Rosen jednosilnikowym samolotem w podróż do Somalii, Kenii, Zanzibaru i nad Tanganikę po drodze zdobywając jeszcze Kilimandżaro. Podróż rozpoczęła się od sześciogodzinnego lotu do Mogadiszu nad Oceanem Indyjskim bez mapy, nawigując jedynie kompasem. Następnym celem była Mombasa, jednak z powodu awarii kompasu byli zmuszeni do awaryjnego lądowania w nadmorskiej miejscowości Malindi, gdzie spędzili kilka dni surfując i łowiąc ryby pod wodą. Dalej podróż kontynuowali już planowo do Mombasy i Moshi u stóp Kilimandżaro, gdzie Mary została wraz z pilotem, a Onni poszedł zdobywać górę! Przyłączył się do przypadkowo spotkanej w hotelu angielskiej ekipy, z którą po skompletowaniu ekwipunku kontynuował wspinaczkę. Na szczyt dotarł tylko Niskanen i jeden z Anglików. Onni wspomina jak odpoczywając na szczycie sprawdzał swój puls: „aż 135 uderzeń na minutę. Zastanawiam się jak musiał być wysoki podczas wspinaczki!” Po zdobyciu najwyższej góry Afryki znowu w trójkę polecieli do „wspaniałego Zanzibaru” i do Nairobi, gdzie po raz drugi byli zmuszeni awaryjnie lądować. Jak widać to, co dla Niskanena było wakacyjnym wypadem, dla niejednego byłoby podróżą życia.

Jednak nawet w Etiopii, o której zaczął myśleć jak o swoim domu, nie było dane Niskanenowi założyć rodziny. W 1952 rozstał się z Mary i chociaż w jego życiu pojawiło się jeszcze wiele kobiet, to z żadną nie związał się na dłużej. Sens jego życiu niezmiennie nadawał sport.

Tak się tworzy historię

Abebe stał w szeregu na placu ćwiczeń, kiedy z budynku wyszedł biały mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie widział. Powiedział coś w nieznanym języku, a sierżant wyjaśnił co mają robić. Mężczyzna pokazywał różne dziwne i bezsensowne, jak im się wydawało, ćwiczenia, ale mimo to starali się skopiować jego ruchy najdokładniej jak potrafili. Tak wyglądało pierwsze spotkanie Onni Niskanena i Abebe Bikilii, chociaż wtedy jeszcze nic o sobie nawzajem nie wiedzieli.

Jedną z głównych ambicji cesarza Haile Selassie I był udział Etiopii w Igrzyskach Olimpijskich, a w Niskanenie i jego znajomościach upatrywał furtkę, przez którą Afryka mogłaby wślizgnąć się na arenę międzynarodowych rozgrywek.

MD_20130218_MAS_DEPORTE_D_54365526063-652x492@MundoDeportivo-Web

Niskanen uczestniczył już w 1948 roku w Igrzyskach w Londynie jako „etiopski obserwator”, ale cztery lata później w Helsinkach olimpijskie losy Etiopii ciągle jeszcze były nierozstrzygnięte. Werdykt komitetu olimpijskiego co do udziału „czarnego” afrykańskiego państwa w Igrzyskach ciągle nie zapadł. Wątpliwości było wiele. Część z nich zapewne politycznych, ale sporo było też uprzedzeń rasowych i wątpliwości, czy czarnoskórzy sportowcy będą w stanie rywalizować. Dziś może nam się wydawać to śmieszne, możemy się oburzać, ale była to zupełnie inna rzeczywistość. Co prawda Jessie Owens oraz jamajskich sprinter Arthur Wint udowodnili już, że czarnoskórzy biegacze mają potencjał, ale nawet Niskanen miał wątpliwości, czy jego podopiecznym starczy siły charakteru, żeby podołać rywalizacji.

Z powodu braku infrastruktury sportowej oraz ograniczonych środków finansowych Niskanen sportową szansę Etiopii upatrywał głównie w biegach długodystansowych, do których Etiopczycy wydawali się mieć talent. Widywał robotników, którzy w piątek po południu biegli przez góry do oddalonych nieraz o kilka albo kilkanaście kilometrów wiosek, gdzie mieszkała ich rodzina, a w poniedziałek rano wracali tą samą drogą. Zresztą sam Abebe długo traktował bieganie przede wszystkim jako środek transportu i nie potrafił zrozumieć, że może być to coś więcej. Coś, czemu warto być może poświęcić życie.

1261511350_resized

Przełomowym momentem, zarówno dla Etiopii jak i dla Abebe Bikilii, były Igrzyska w Melbourne w 1956 roku. Chociaż Etiopia nie odniosła sukcesu na tych Igrzyskach – w maratonie Bashaye Feleke zajął 29. miejsce, a Gebre Birkay 32. – i do kraju zamiast z medalem wrócili z małym kangurem jako prezentem dla cesarza, to był to debiut czarnoskórych Afrykańczyków na Olimpiadzie i przez to sukces sam w sobie. Jako ciekawostkę można dodać, że późniejszy zwycięzca maratonu na Olimpiadzie w Meksyku – Mamo Wolde, tutaj startował na 800m, 1500m oraz w sztafecie 4x400m, ale bez sukcesów.

Młody Abebe z zazdrością patrzył na etiopskich Olimpijczyków, których uwielbiano ponieważ reprezentowali kraj za granicą. Do tej pory jego pasją była piłka nożna, jednak obserwując trenujących w lepszych ubraniach biegaczy podjął decyzję, że też będzie biegał i tak samo jako oni wystartuje za granicą.

Pomysł ten wywoływał pobłażliwe uśmiechy na twarzach jego kolegów, a matka, dla której bieganie było bardzo mało obiecującą perspektywą, próbowała pokrzyżować plany Abebe. Najpierw dawała mu mniej jedzenia, żeby obrzydzić mu całe to bieganie, a kiedy to nie poskutkowała, ożeniła go z piętnastoletnią Yewebdar Wolde Giorgis. Jednak rodzinne obowiązki również nie powstrzymały Abebe przed realizacją swojego planu i już wkrótce wspólnie z Onni Niskanenem mieli stworzyć historię!

———————-

Kolejna część historii Abebe Bikilii już wkrótce 😉

Artykuł został opublikowany również na łamach magazynu dla biegaczy Run Times (czerwiec 2015).

Bibliografia

Tim Judah, Bikila. Ethiopia’s barefoot Olympian, Reportage Press, London 2008.

Paul Rambali, Barefoot Runner. The Life of Marathon Champion Abebe Bikila, Serpent’s Tail, London 2006.

http://onniniskanen.se/

https://ulfniskanen.wordpress.com/

Reklamy

2 thoughts on “Abebe Bikila (część I) – dwa światy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s