Abebe Bikila (cześć II) – na podbój Rzymu

Abebe biegał brzydko i sztywno, bardziej jak maszerujący żołnierz niż urodzony biegacz. Niskanen widział, że jego nowy podopieczny nie ma wrodzonego talentu, ale wiedział, że odpowiednia praca może uczynić z niego zawodnika światowej klasy.

W 1956 roku Abebe pokazał, że trzeba się z nim liczyć, zajmując drugie miejsce na Mistrzostwach Sił Zbrojnych, ustępując jedynie dominującemu w tamtym okresie w Etiopii na długich dystansach Wami Biratu. Więź pomiędzy Niskanenem a Bikilą zacieśniała się coraz bardziej. Onni wychodził z założenia, że każdy zawodnik potrzebuje bardzo indywidualnego traktowania i starał się zrozumieć potrzeby i problemy każdego ze swoich podopiecznych, również te poza sportowe. Starał się poznać ich sytuację rodzinną i materialną oraz zrozumieć ich motywację. Dlatego bardzo się zbliżał do swoich zawodników i oprócz stosunków czysto trenerskich łączyły go z nimi relacje bardziej zażyłe, wręcz rodzinne.

Jak wspomina Ulf, bratanek Niskanena, „Onni był dla nich trenerem od samego początku. Mówił im co mają jeść i pić, ale troszczył się także o ich rodziny. Miał bardzo bliskie relacje ze wszystkimi swoimi adeptami, a w szczególności z Bikilą i Wolde. Każdego biegacza traktował wyjątkowo”.

MD_20130218_MAS_DEPORTE_D_54365526063-652x492@MundoDeportivo-Web

Tim Judah w swojej książce przywołuje wypowiedź jednej ze znajomych Niskanena, która tak przedstawia relacje pomiędzy nim a Abebe: „Onni troszczył się o Bikilę jak o małe dziecko, dbał o masaże, jedzenie, sen. O każdą najmniejszą nawet rzecz. Byli ze sobą tak blisko, jak okoliczności na to pozwalały. Bikila był jak prosty chłopaczek, który nie widział świata. Był bardzo uprzejmy i skromny. Był dobry z głębi swojego serca”.

Szwecja, pierwszy wyjazd za granicę

Na początku lat sześćdziesiątych Onni pojechał do Szwecji wraz z trzema Etiopskimi biegaczami – Abebe Bikilą, Mamo Wolde i Saidem Mussa. Wszyscy zamieszkali w domu rodzinnym Niskanena, który powiedział swoim krewnym, że są to „najwięksi biegacze przyszłości”.

Ulf, który miał wtedy osiem lat, wspomina Etiopczyków jako bardzo przyjaznych i radosnych ludzi. Opowiada jak pewnego dnia wspólnie wybrali się na bieżnię w  Bosön. Abebe zaproponował chłopcu wyścig – on będzie biegł dziesięć okrążeń, a Ulf trzy i zobaczą kto jest szybszy. Za każdym razem, kiedy Bikila mijał chłopca na torze, delikatnie kładł dłoń na jego głowie. Ulf tak bardzo zawziął się na ten wyścig, że na trzecim okrążeniu padł ze zmęczenia.

Etiopczycy byli również powodem pierwszej w życiu bójki Ulfa. Cała trójka dała chłopcu swoje autografy, z których był tak dumny, że wziął je następnego dnia do szkoły, żeby pochwalić się przed kolegami. Ktoś próbował mu je ukraść i wywiązała się bijatyka, ale kto nie biłby się o takie artefakty?

Oprócz treningu i zupełnie innego świata, Abebe w Szwecji zdołał też doświadczyć zatrucia pokarmowego po zjedzeniu surowego mięsa, które to wydarzenie Ulf również zapamiętał bardzo wyraźnie, ponieważ późniejszy mistrz olimpijski trzy dni leżał w jego łóżku.

Szwedzka szkoła biegania naturalnego

Zarówno Wolde jak i Bikila byli biegaczami ponadprzeciętnymi, jednak ciągła presja ze strony innych zawodników chętnych zaistnieć na międzynarodowych arenach nie pozwalała im spocząć na laurach. Trening prowadzony przez Niskanena był ciężki i wymagający, jednak wszystkie jego polecenia wykonywali bez mrugnięcia okiem. Niskanen wywodził się z tak zwanej „szwedzkiej szkoły naturalnej” rozwiniętej przez Gösta Olandera, który badał sposób poruszania się dzikich zwierząt. Olander był zwolennikiem trenowania w zróżnicowanym terenie i jako jeden z pierwszych odróżniał w bieganiu pojęcia „wytrzymałości” i „wytrwałości”.

Abebe Bikila (4)

Alain Lunzenfichter, francuski dziennikarz sportowy pracujący dla L’Equipe przywoływany również przez Tima Judah, wyjaśnia że dla zrozumienia tych dwóch terminów w odniesieniu do biegu maratońskiego konieczne jest podzielenie dystansu na dwie części. „Pierwsze 30 kilometrów to prolog, okres w którym niezbędna jest wytrzymałość, którą definiujemy jako zdolność utrzymania wysokiego tempa przez długi czas. Jest to coś, czego nie posiadają sprinterzy, coś nad czym należy pracować i co może się poprawiać wraz z biegiem czasu. Klucz do sukcesu polega na tym, żeby dobiec do 30km i nie być wycieńczonym. Na ostatnich 12km niezbędna zaś jest wytrwałość, która definiowana jest nie jako zdolność do podkręcenia tempa, ale po prostu dobiegnięcia do mety”. Według Lunzenfichtera talent Bikilii, jak i zresztą innych etiopskich biegaczy, polegał na tym, że potrafili przebiec cały dystans na wytrzymałości.

Niemniej, Niskanen też eksperymentował z treningiem i wraz z czasem jego koncepcja trochę się zmieniała, ale dla przykładu można podać taki „typowy” tygodniowy rozkład, który Tim Judah przywołuje w swojej książce za Tsige Abebe – córką biegacza.

Poniedziałek: rano 30km w terenie.

Wtorek: rano 10km w umiarkowanym tempie na stadionie; po południu, 15km ulicami miasta.

Środa: rano trening na wzgórzach; po południu szybkie 15km ulicami miasta.

Czwartek: rano na stadionie 5 x 400m, 10 x 800m i  5 x 1000m z 200 metrowymi przerwami; po południu 30km w umiarkowanym tempie po ulicach miasta.

Piątek: rano 50km – pierwsza połowa w szybkim tempie, druga w umiarkowanym.

Sobota: start w półmaratonie.

Niedziela: odpoczynek.

Szczególną uwagę zwraca piątkowy bieg na 50km, który nie jest raczej klasycznym elementem treningu maratońskiego, jednak można się domyślać, że w oczach Niskanena miał duże znaczenie jeżeli chodzi o budowanie wspomnianej wcześniej wytrzymałości. Podczas większości treningów w terenie Onni towarzyszył swoim zawodnikom jadąc za nimi w samochodzie, mierząc czas i podając picie.

1017496_645206932198623_1647071240_n

Jak również wspomina Tim Judah, Niskanen wprowadzał do Etiopii wiele szwedzkich patentów, jak chociażby saunę czy tradycyjne potrawy, co do których zresztą Abebe podchodził raczej sceptycznie. Od typowo szwedzkiej zupy z dzikiej róży Bikila wolał zdecydowanie smażone jajka popijane mlekiem oraz indżerę z gulaszem z baraniny lub drobiu. Wszystko mocno doprawione i z solidną dawką tłustego masła. Niskanen nie aprobował takiej diety, jednak Abebe akurat pod tym względem niewiele sobie robił z rad trenera.

Innym problemem związanym z trenowanie etiopskich biegaczy był  ich brak wiary we własne siły. W konfrontacji z białym człowiek i jakimkolwiek przejawem zachodniej kultury czuli się przytłoczeni i postrzegali siebie do pewnego stopnia jako od nich zależnych. Wymagało to od Niskanena bardzo umiejętnego podejścia psychologicznego ponieważ nie dość, że porażka mogła całkowicie zniszczyć poczucie wartości etiopskiego biegacza, to paradoksalnie nawet zwycięstwo mogło negatywnie wpłynąć na jego motywację.

Przełom

Przełomowym momentem w karierze Abebe Bikilii był rok 1960, kiedy wygrał z dotąd niepokonanym Wami Biratu i zwyciężył w Mistrzostwach Sił Zbrojnych. Jego czas 2:39:50 daleki był jeszcze od rekordu Zatopka z Helsinek, który wynosił 2 godziny i 23 minuty z hakiem, ale progres Abebe był niesamowity i jego wyniki bardzo wyraźnie się poprawiały. Bikila stał się potencjalnym mistrzem już nie tylko w oczach Niskanena, ale w oczach całej Etiopii.

Rok 1960 to również Igrzyska Olimpijskie w Rzymie. Po nieudanym występie między innymi drużyny kolarskiej cztery lata wcześniej w Melbourne, Etiopia tym razem postanowiła skupić się przede wszystkim na stosunkowo tanich biegach długodystansowych, upatrując w tej dyscyplinie swoich medalowych szans. Trzy miesiące przed Igrzyskami rozegrano kwalifikacje w bazie lotniczej Debre Zeit. Jak pisze Judah, w tym czasie w Etiopii było czterech pretendentów do startu w maratonie i tylko dwa miejsca. Byli nimi Abebe Bikila, Wami Biratu, Abebe Wakjira oraz policjant, który nagle zniknął w połowie treningu i którego imienia nikt nie pamięta.

Do finałowego biegu stanęło około pięćdziesięciu zawodników, ale faworyci byli wszystkim znani. Od początki prowadził Biratu, ale nagle musiał wycofać się z powodu jakiegoś urazu. Bieg wygrał Bikila ze znakomitym czasem 2:21:23, który pozwalał już mierzyć się ze światową czołówką. Za nim, siedem minut później, na metę wbiegł 39-letni Wakjira.

Rozpoczęły się przygotowania do wyjazdu. Każdy z zawodników otrzymał dwa garnitury i 150$ kieszonkowego. Dzień przed wyjazdem odbyła się audiencja u Cesarza, którą kilkadziesiąt lat później Wakjira tak wspominał: „Cesarz zapytał kto kim jest, a później nam się przyjrzał. Obaj byliśmy bardzo chudzi. Zapytał „Kim oni są”, na co Yidnekatchew (przewodniczący delegacji olimpijskiej) odparł, że to maratończycy, a Cesarz zapytał „Jak tacy chudzi ludzie mogą wygrać?” Yidnekatchew podał mu nasze czasy. Cesarz odpowiedział, że nie pytał o nasze wyniki, tylko czy wygramy. Yidnekatchew milczał”.

Zwycięstwo w Rzymie miało dla etiopskiego Cesarza podwójne znaczenie. Z jednej strony chciał odbić sobie porażkę z Melbourne, a z drugiej chciał odnieść sukces na włoskiej ziemi i chociaż w taki symboliczny sposób wziąć odwet za lata opresji.

Rzym na bosaka

Bikila, jak i zresztą inni Etiopczycy, często biegał boso, aczkolwiek nikt nie dorabiał do tego żadnej ideologii. W Rzymie w grę wchodził jednak prestiż całego kraju, a o czym mógł świadczyć występ bez obuwia? O tym, że Etiopii nie stać nawet na to, żeby kupić swoim biegaczom buty? Była presja na to, żeby Abebe pobiegł w butach i trochę go to denerwowało. Jego para treningowa była już mocno zdarta, musieli się więc udać na zakupy. Abebe próbował przez kilka dni rozchodzić nową parę, ale nabawił się tylko pęcherzy.

Abebe-Bikila-in-Rome-in-1-001

Bikila i Wakjira zrobili jeszcze 10km trening na trasie maratonu w butach i stwierdzili, że źle im się biegnie. Wspólnie z Niskanenem podjęli decyzję, że pobiegną jednak boso. Można się domyślać, że wyszli z założenia, iż złoto przyćmi ten fakt. Wakjira wspomina, że „przed samym biegiem schowali się w namiocie, bo ludzie się z nich śmiali”.

Przed biegiem zawodnicy byli poddawani jeszcze krótkiemu badaniu lekarskiemu, na którym Marokańczyk Rhadi Ben Adbesselam, jeden z faworytów, miał okazję przyjrzeć się stopom Bikilii i tak je później opisywał: „Byłem zdumiony jego stopami. Podeszwy jego stóp były grube i czarne jak węgiel. Pamiętam, że miałem nieodpartą ochotę dotknąć jego stóp, twardej skóry, która przypominała opony wielkiej wojskowej ciężarówki. Byłem pewien, że nawet nie poczuje mojego dotyku, lecz przeciwnie. Ta twarda skóra była bardzo wrażliwa i kiedy ledwo musnąłem ją palcami podskoczył i spojrzał na mnie zdziwiony”.

Bieg startuje w sobotnie popołudnie 10 września. Ciepłe promienie słońca padają na zielone koszulki i pomarańczowe spodenki Etiopczyków. Nikt ich nie wymienia wśród faworytów, nikt w ogóle nie wie, kim są ci czarnoskórzy biegacze, ale Niskanen przygotował dla Bikilii taktykę na zwycięstwo. Faworytami są Rosjanin Popov oraz wspomniany wcześniej Marokańczyk, który nie jest nawet pewien swojego wieku.

Abebe nie ma doświadczenia w bieganiu z takimi wyjadaczami, więc Onni podaje mu prostą taktykę. Trzymać się Rhadiego, który biegnie z numerem 26 i zaatakować na finiszu. Nikt nie zauważa jednak, że Rhadi nie zmienił numeru z odbywającego się dzień wcześniej finału na 10 000m i biegnie z przypiętym numerem 185.

Rozbrzmiał wystrzał startera i ruszyli na iście epicką trasę po antycznym Rzymie. Tłumy kibiców zablokowały ulice, niektórzy wspinali się nawet na mury Koloseum, żeby podziwiać maratończyków. Bikila na początku trzyma się z tyłu, lekko za Wakjirą, ale na piątym kilometrze dogania już prowadzącą grupę w której biegnie Rhadi, Arthur Keily, Aurele Vandendriessche i Allal Saoudi.

Kolejne kilometry mijają, a grupa kurczy się coraz bardziej. Na osiemnastym kilometrze wiemy już, kto będzie walczył o zwycięstwo – Bikila i Rhadi. Tylko że z powodu zamieszanie na numerem Abebe jest przekonany, że biegnie z innym Marokańczykiem, a Rhadi jest gdzieś z przodu!

Abebe-Bikila-on-Rome-Marathon

Obaj zawodnicy biegną ramię w ramie, w równym rytmie. Bose stopy Abebe bezgłośnie muskają drogę, a twarz pozostaje bez wyrazu. Bikila nic nie pije, ani niczego nie je. Nie potrzebuje. Słońce powoli chyli się ku zachodowi, a na trasie robi się ciemno. Wzdłuż drogi ustawiają się żołnierze z płonącymi pochodniami. Bieg teraz naprawdę zamienia się w antyczny spektakl.

Koło 40. Kilometra niezmordowana dwójka mija etiopski obelisk, który Mussolini wywiózł z Axum. Jakiż symboliczny wydźwięk ma fakt, że właśnie w tym miejscu Niskanen kazał Bikilii zaatakować. Etiopczyk przyśpiesza, a Rhadi zostaje kilka metrów z tyłu. Abebe nie musi się oglądać, żeby to wiedzieć. Najpierw słyszy coraz cięższy oddech swojego rywala, a później coraz cichszy dźwięk jego kroków. Tylko gdzie jest ten przeklęty Rhadi? Czyżby zszedł z trasy? A może narzucił tak niesamowite tempo? Aż do końca Abebe nie jest pewien, czy biegnie po zwycięstwo.

olympics-constantine

Tłum kibiców napiera na barierki, a policji ledwo udaje się ich odeprzeć. Dziennikarze są podekscytowani do granic możliwości, bo wygrywa bosonogi Etiopczyk, o którym praktycznie nic nie wiedzą. Przerywając taśmę Bikila lekko unosi ręce, a za metą robi skłon i jeszcze przez moment biegnie w miejscu. Wydaje się, że przez chwilę nie wie gdzie jest, rozgląda się zagubiony. Dopiero po chwili zaczyna się uśmiechać, a po policzkach spływają łzy szczęścia.

Bikila nie chce żadnej pomocy, nie potrzebuje ręcznika. Podbiega do niego lekarz i mierzy puls… 88, żadnych oznak zmęczenia. Mógłby tak biec jeszcze przez kilkanaście kilometrów.

Atletica-Abebe-Bikila

2 godziny 15 minut i 16 sekund, tyle zajęło Bikilii pokonanie trasy rzymskiego maratonu, a kiedy 26 sekund później Rhadi wbiega na metę, Abebe czeka, żeby mu pogratulować.

Abebe zbiera gratulacje, a kiedy obejmuje go Yidnekatchew Tessema, Bikila szepcze mu do ucha, „Czyż nie spełniłem twojego marzenia?”

Złoty medal Bikilii nie był tylko jego osobistym sukcesem. Nie był to nawet triumf samej tylko Etiopii. Bikila był pierwszym czarnoskórym Afrykańczykiem, który zdobył olimpijskie złoto i natychmiast stał się symbolem nadchodzącej nowej ery dla całego kontynentu.

—————–

Trzecia część tej niesamowitej historii już niebawem! Poniżej link do części pierwszej:

Cześć I historii Abebe Bikilii – dwa światy

Bibliografia

Tim Judah, Bikila. Ethiopia’s barefoot Olympian, Reportage Press, London 2008.

Paul Rambali, Barefoot Runner. The Life of Marathon Champion Abebe Bikila, Serpent’s Tail, London 2006.

http://onniniskanen.se/

https://ulfniskanen.wordpress.com/

Reklamy

One thought on “Abebe Bikila (cześć II) – na podbój Rzymu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s