Dzienniczek treningowy

Lustereczko, lustereczko powiedz przecie jak najlepiej trenować mam na świecie… No właśnie, dzienniczek to swego rodzaju zwierciadło, w którym odbija się nasz trening – nasze postępy i potknięcia. Jeżeli będziemy prowadzić go i czytać umiejętnie, to będzie on czymś o wiele więcej aniżeli tylko podsumowaniem przebiegniętych kilometrów. Chyba każdy z nas lubi mieć gdzieś usystematyzowane swoje bieganie w takiej czy innej formie – za jednych robią to automatycznie aplikacje, inni wolą samemu odnotowywać informacje w zeszycie czy arkuszu kalkulacyjnym. Dla jednych jest to sztuka dla sztuki, a kolejne kartki dzienniczka giną w czeluściach rzeczywistej albo wirtualnej szuflady. Dla innych zaś taki dziennik to interesująca lektura do analizy i wyciągania wniosków.

Jak powinien wyglądać dobrze prowadzony dzienniczek? Chyba nikogo nie zaskoczę, ale… przede wszystkim data, dystans i tempo. Do tego typ treningu i wszystkie istotne szczegóły z nim związane, np. interwały z czasami, podbiegi, pogodę, wszelkie bóle, sztywność mięśni itp. Generalnie zasada jest taka, że odnotowujemy wszystko, co wydaje nam się istotne. Warto zapisać jakie mieliśmy samopoczucie podczas biegu – czy dobiliśmy na ostatnich nogach czy na luzie. Im więcej informacji, tym łatwiej będzie Ci później wyciągnąć z nich wnioski, a z czasem będziesz już wiedzieć na co zwracać uwagę i co warte jest odnotowania.

Rafako Półmaraton

Cały ten zachód z prowadzeniem dzienniczka ma służyć poprawie treningu. Większość z nas trenuje według mniej lub bardziej usystematyzowanego planu treningowego, a jeżeli nie macie trenera osobistego, to prawdopodobnie bazujecie na planie z książki lub Internetu. Jednak jakkolwiek dobrze przemyślany by on nie był, to zawsze będzie to plan”uogólniony”, tzn. napisany pod szerszą grupę biegaczy, którzy przecież się od siebie różnią!

Ja biegam według planów Jacka Danielsa, do którego autorytetu nikogo chyba przekonywać nie trzeba, a jednak ciężko oczekiwać, żeby proponowane przez niego treningi każdemu podchodziły tak samo. Ze mną jest podobnie – na jedne jednostki treningowe reaguję lepiej, a inne znoszę gorzej. Jedne przynoszą mi większe postępy, a na innych męczę się chociaż nie widzę rezultatu.

Umiejętnie analizując zapiski z dziennika możemy wyciągnąć wnioski, które pozwolą nam taki „ogólny” plan ulepszyć i dostosować do własnych potrzeb. Możemy przecież trochę inaczej rozłożyć akcenty, niektóre jednostki zastąpić innymi i poprzez takie niewielki zmiany trenować lepiej, co przełoży się na poprawę wyników.

Nie bój się eksperymentować swoim treningiem w poszukiwaniu najlepszych rozwiązań – niekiedy małe zmiany mogą przynieść sporą poprawę. Ja, analizując zapiski z zeszłych sezonów, widzę, że o wiele lepiej podchodzi mi na przykład trening w trzydniowym układzie 15 + 5 + 15 kilometrów niż 3 x 10. Warto rozważyć kiedy najlepiej wypada nam dzień odpoczynku – po długim wybieganiu, a może po mocnej jednostce? To tylko przykłady, ale analizując swoje przygotowania do zawodów na przestrzeni kilku lat można poczynić naprawdę ciekawe obserwacje. Wyciąganie wniosków z własnego dziennika treningowego to prawdopodobnie lepsze rozwiązanie niż kurczowe trzymanie się planu.

Sam najbardziej skrupulatnie prowadzę dziennik, gdy przydarzy się jakaś (odpukać w plastik) kontuzja. Jeżeli nie biegam, to zapisuję wykonywane ćwiczenia, samopoczucie i staram się ocenić ból. Jeżeli jestem w stanie biegać, to tym bardziej oceniam ból, staram się opisać swoje odczucia i mieć w przyszłości punkt odniesienia.

Kolejna zaleta prowadzenia dzienniczka treningowego to jego wartość motywacyjna. I działa to na kilka sposobów. Niekiedy zwykłe podsumowanie tygodniowego kilometrażu wywołuje uśmiech zadowolenia na twarzy, bo jednak sama świadomość tego, że zrobiliśmy setkę to nie to samo, co 100 podsumowanych w słupku kilometrów z całego tygodnia 😉 Mała rzecz, a cieszy… przynajmniej niekiedy 😛 Poza tym oczywiście w dzienniczku jak na dłoni widać nasze postępy – no bo jak tu się nie cieszyć jak dystans się wydłuża, a tempo rośnie.

14 cross wiosenny

Motywacja może być też negatywna – kiedy nie chcę nam się wyjść na trening i szukamy wymówek (i pewnie kilka by się znalazło), ale widmo pustej rubryki w naszym dzienniczku każe jednak założyć buty i nie ściemniać.

Jak więc widać, dzienniczek treningowy to proste, ale jednocześnie bardzo użyteczne narzędzie, którym według mnie powinien posługiwać się każdy biegacz. Możemy dzięki niemu kontrolować swój trening, odpowiednio go modyfikować, a przy okazji mamy dodatkową motywację do realizacji założonego planu. Nie jest to jakiś gotowy patent, magiczna receptura, dzięki której zrobisz życiówkę, ale mądrze wykorzystany pozwoli szybciej przebierać nogami.

Mam nadzieję, że, jeżeli jeszcze tego nie robisz, udało mi się namówić Cię do założenia takiego dzienniczka chociażby w zwykłym zeszycie czy Excelowskim arkuszu kalkulacyjnym. Dzisiaj ta pisanina może wydawać się bezsensowna, ale kiedy wrócisz do swoich treningowych notatek po paru miesiącach, po roku, po kilku latach, nabiorą one sporej wartości.

Reklamy

2 thoughts on “Dzienniczek treningowy

  1. Ja w tym roku zacząłem prowadzić dzienniczek treningowy. Osobiście śledzę przede wszystkim długość snu, samopoczucie, długość i intensywność treningu (oceniona w skali). Chcę dzięki temu upewnić się, że w miarę postępu przygotowań intensywność treningów rośnie.

    Ale chyba największą wartość taki dzienniczek ma, tak jak piszesz, po dłuższym czasie zapisywania, kiedy to można wyciągnąć wnioski ze swoich notatek.

    Super, że o tym napisałeś ze swojego doświadczenia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s