Mój trening

czyli refleksje w trakcie przygotowań do wiosennych startów

Kilka dni temu pisałem o roli jaką odgrywa u biegaczy amatorów dzienniczek w prowadzeniu mądrego treningu. Dzisiaj, kiedy mam za sobą pierwszą fazę planu treningowego wg. Danielsa i zacząłem mocniejsze bieganie drugiej fazy, przyszedł czas na analizę postępów i modyfikacji, które staram się wdrażać bazując na zeszłorocznych doświadczeniach z tym samym planem.

Pierwsza faza, czyli ogólne rozbieganie,  przeszła dosyć sprawnie. Tak naprawdę wdrażałem ją już od grudnia, przyzwyczajając się do nowego rytmu treningowego – zmiana pory treningów z poranków na wieczory. Początkowo było dosyć ciężko, ale udało mi się przestawić i teraz pomimo okazyjnego „niechcenia się” wychodzę i zazwyczaj biegam to, co sobie założyłem.

Z założenia tym razem mój tygodniowy kilometraż miał być mniejszy niż rok temu – inne obowiązki sprawiają, że mam odrobinę mniej czasu na bieganie, ale nie wygląda to tragicznie i porównując teraz zestawienia z tego i zeszłego roku widzę, że różnice wynoszą około 10-15 kilometrów na tydzień. W tym roku robię 60-70 km tygodniowo. Co więcej, mam wrażenie, że odbiło się to pozytywnie na jakości moich treningów.

Mając świadomość tego, że biegam trochę mniej jeszcze większą uwagę przywiązuje do tego, żeby nie robić tzw. pustych kilometrów – chcę, aby każdy trening miał sens i było jak najmniej wybiegań „na dobicie kilometrów”. Mówiąc inaczej, mniej człapania, a więcej konkretnego biegania. I znowu, porównując chociażby średnie tempa na treningach w zeszłym roku i teraz widzę progres. Rok temu, oprócz treningów specjalistycznych, biegałem zazwyczaj wolniej niż 5:30/km. Teraz takie tempo też się zdarza, ale o wiele rzadziej.

Kolejna istotna zmiana, którą staram się wdrażać, to łączenie treningów specjalistycznych z dłuższym dystansem, co ma służyć tzw. wydłużeniu. O co chodzi? Moje wyniki z dychy wskazują na o wiele lepszy rezultat na maratonie niż moja aktualna życiówka. Wniosek z tego taki, że tempo jest, ale brakuje mi wybiegania, wytrzymałości na dłuższym dystansie. W związku z tym próbuję robić treningi, jakie zresztą znajdziemy też u Danielsa, gdzie łącze na przykład bieg w tempie progowym z dłuższym rozbieganiem. Chyba właśnie tego rok temu zabrakło, np. po tempie progowym robiłem już tylko paru-kilometrową „dobitkę” do domu i tyle, a tutaj trzeba przyzwyczaić organizm do dłuższego wysiłku już na zmęczeniu.

Dla przykładu podaję poniżej rozpiskę moich treningów z zeszłego tygodnia:

poniedziałek: wolne
wtorek: 15 km; śr. tempo 4:53/km
środa: 12,5 km; podbiegi
czwartek: 10,5 km; w tym 2 x 1 km po 3:49 i 3:55/km
piątek: 12,5 km; podbiegi
sobota: wolne
niedziela: 20,1 km; 2,5 km spokojnie; 6×6 minut w tempie P z 1-2 minutowymi przerwami (śr. tempa na odcinkach to 4:17, 4:13, 4:16, 4:14, 4:27 i 4:20 /km); ponad 8 km spokojnego rozbiegania.

Oprócz tego sporo czasu poświęcam na regenerację poprzez masaż wałkiem oraz ćwiczenia uzupełniające.

Na tą chwilę mogę powiedzieć, że jestem zadowolony z mojego biegania i czuję się coraz mocniejszy. Mam wrażenie, że mój trening jest sensowy, ale oczywiście rzeczywistość i wiosenne starty wszystko to zweryfikują 😉 Jeżeli macie jakiekolwiek uwagi, komentarze czy spostrzeżenia, będą rzecz jasna za nie wdzięczny…

A trenując mam w głowie obrazki takie jak ten z „okładki” tego wpisu, czyli kiedy wbiegam na metę po udanym biegu, bo kiedy już się nie chce, nogi są ciężkie, psychika pada, energia się wyczerpała, to takie momenty pozwalają się podnieść i napierać dalej!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s