Maraton Opolski 2016

sam na sam z dystansem

Majowy Maraton Opolski był jedną z trzech imprez, obok Biegu Częstochowskiego i Półmaratonu Kuźniański, na które przygotowywałem się w tej części sezonu. O tyle o ile dwie pierwsze wypadły całkiem przyzwoicie, to bieg w Opolu mogę zaliczyć co najwyżej do średnio udanych. Nie ma się co oszukiwać, że w moim treningu zabrakło długich wybiegań i to po prostu musiało się odbić na wyniku, ale sama impreza też niestety zrobiła na mnie słabsze wrażenie niż rok temu. Zacznijmy jednak od początku…

Maraton Opolski, pomimo tego, że rozgrywany przecież w stolicy województwa, nie cieszy się wielką popularnością – w mediach można usłyszeć o ponad 1000 uczestników, ale jest to suma biegaczy z wszystkich imprez towarzyszących (maraton, połówka, dycha, bieg festiwalowy, sztafety firmowe). W tym roku maraton ukończyło tylko 157 osób!!! Wychodzi więc na to, że bieg w Opolu, to bardzo kameralna impreza 😛

Wpisowe nie należy do najniższych, ale myślę, że główny powód takiej niskiej frekwencji leży w terminie – okres ten jest mocno obłożony popularnymi maratonami w wielkich miastach i Opole niestety z nimi przegrywa. Co oczywiście nie oznacza, że taki bardziej kameralny bieg też nie może być całkiem fajny. Pakiet startowy z pewnością był bogaty – koszulka, czapeczka, pas na numer startowy i żele, batonik i napój energetyczny, a do tego oczywiście medal i atestowana trasa.

3… 2… 1…

W niedzielę od rana czułem, że coś zalega mi na żołądku, czułem się ociężały, ale w sumie tragedii nie były. Mogłem biec spokojnie. Najszybszy zając w maratonie prowadził na 3:30, a ja celowałem w czas lekko poniżej 3:20, ustawiłem się więc za pacemakerem prowadzącym połówkę na 1:40. Chociaż przez połowę dystansu nie musiałem pilnować tempa i mogłem się wyluzować.

Trasa poprowadzona została identycznie jak rok temu, czyli cztery pętle (każda 10 km z hakiem). Tak jak pisałem, frekwencja nie powala, ale w sumie z półmaratończykami utworzyła się przyjemna grupka – bez ścisku, ale wiadomo, że w grupie zawsze raźniej.

Od początku lecimy równym tempem w okolicach 4:41/km i biegnie mi się bardzo luźno, spokojnie. Kolejne kilometry uciekają, a ja nie czuję żadnego specjalnego zmęczenia, wszystko idzie planowo. Pod koniec drugiej pętli spotykam jeszcze wujka, który przyjechał specjalnie, żeby pokibicować 🙂

Nauczony doświadczeniem od początku polewam się wodą na wszystkich punktach odżywczych i przebiegam przez wszystkie kurtyny wodne. Na początku popijam tylko wodę – chociaż łyk co jakiś czas. Później sięgałem też po izo na punktach. Miałem ze sobą trzy żele energetyczne i żelki, ale ostatecznie wciągnąłem tylko dwa (i to od niechcenia), a żelków nawet nie tknąłem. Nie czułem się pewny z żołądkiem, więc wolałem ostrożnie.

I tak dobiegamy do 21 km… i nagle zostaję sam. Praktycznie cała grupa skręca na metę (biegli połówkę), a ja zostaję sam na sam z drugą połową dystansu. Zając na 1:40 życzy mi jeszcze powodzenia i zostaję dosłownie sam! Jakież to było dziwne uczucie – biegnę jedną z głównych ulic miasta, mijam kibiców, a wokół mnie nie ma innych biegaczy! Ktoś tam goni kilkanaście metrów za mną, ktoś majaczy daleko z przodu, ale nie ma żadnego kontaktu. Samotność na trasie. Psychika lekko siadła.

Na trzeciej pętli utrzymuję jeszcze równe tempo, ale czuję, że zmęczenie zaczyna coraz bardziej dawać mi się we znaki. I to zarówno to w nogach jak i w głowie. Nie dość, że biegnę w zasadzie samotnie, to jeszcze kibiców na trasie było o wiele mniej niż w zeszłym roku, co dziwi szczególnie, że pogoda dopisywała. Pod tym względem było akurat tak jak lubię – ciepło i słonecznie, ale nie upalnie; co prawda momentami wiało dosyć mocno, ale odcinki pod wiatr były krótkie. Wracając jednak do wspomnianej samotności, na doping można było liczyć tylko na punktach odżywczych, które były bardzo dobrze zorganizowane, ale poza tym praktycznie nic. Nie czułem więc tej biegowej atmosfery, która by mogła mnie ponieść…

To nie ściana

Przez miasto cisnąłem jeszcze jako tako, ale kiedy po raz czwarty wybiegłem na pustą ścieżkę wzdłuż Odry i minąłem kolejnego maszerującego biegacza… sam na chwilę przeszedłem do marszu. Wiem jak wygląda ściana i to nie było to. Nie odcięło mnie. Chyba po prostu odpuściłem, ale ciężko walczyć kiedy zmęczenia nie da się już dłużej ignorować, a wokół widzi się tylko innych biegaczy, którzy z różnych powodów musieli też zwolnić.

Tempo oczywiście od razu siadło i jedyną myślą, która mnie teraz motywowała było, żeby nie dać się dogonić zającowi na 3:30. Po chwili zacząłem znowu biec, tempo lekko poniżej 5:00, ale jeszcze parę razy przeszedłem do marszu. Nogi bolały mnie jak cholera, ale to przecież normalne na ostatnich kilometrach maratonu! Tylko, że ja już nie miałem głowy, która mogłaby to ogarnąć.

DSC_9239

Zresztą, nie tylko o tą samotność tutaj chodzi. Zabrakło mi tych chociaż paru więcej wybiegań ponad 30 km i teraz to dawało o sobie znać. Wiedziałem, że tego mi brakuje, ale liczyłem, że nadrobię czym innym. Nie dało się. Aż do samej mety, to była już walka o przetrwanie. Praktycznie bez żadnej przyjemności. Zazwyczaj, nawet gdy biegnę już na takim okrutnym zmęczeniu wiem, że daję z siebie wszystko i mam z tego satysfakcję. Tym razem nie miałem zbyt dużej. Biegłem już na ukończenie.

IMG_20160508_123847_BURST001_COVER

Mój wynik to równe 3:29. Nowa życiówka oczywiście cieszy, ale nie mogę zaliczyć tego biegu do najbardziej udanych.

Za metą

Co ciekawe, za metą nie byłem nawet tak bardzo zmęczony, tzn. oczywiście bolało mnie wszystko, ale nie byłem wycieńczony tak jak przecież powinienem być po maratonie. Nie czułem się aż tak kiepsko jak wygląda to na zdjęciu 😛

IMG_20160508_124238

Wnioski? Przede wszystkim jeżeli chcę następny maraton pobiec lepiej muszę w swoich przygotowaniach uwzględnić więcej długich wybiegań. Jest to u mnie problem, którego mam świadomość i wiem, że jest tylko jeden sposób, żeby go rozwiązać i zaliczyć progres. Jednocześnie mam poczucie, że nawet teraz było mnie stać na dużo więcej, ale po prostu odpuściłem i to mam sobie za złe.

Wrażenia dotyczące samej imprezy? Druga połówka to bieg widmo. Czułem się bardziej jak na treningu niż na zawodach i może dlatego zbyt łatwo odpuściłem. Rok temu biegłem w zwartej grupie na 3:30 i zupełnie inaczej wspominam ten bieg. Organizacyjnie nie ma się do czego przyczepić, ale oprócz startu i punktów odżywczych nie czuć było atmosfery biegu.

Plany

Po przekroczeniu linii mety myśli automatycznie wędrują w przyszłość, ale prawda jest taka, że ja wybiegam myślami do przodu już od jakiegoś czasu 😉 Teraz oczywiście parę luźnych tygodni na porządną regenerację, podczas których zaliczę co najwyżej spokojne przebieżki. Na pierwszą sobotę lipca mam już zaplanowany start w Biegu Opolskim (10 km) i nie ukrywam, że chciałbym tam mocno pobiec. Dlatego końcówka maja i czerwiec planuję poświęcić na trening właśnie pod tym kątem.

A dalej to… październikowy PKO Silesia Marathon z kontrolną połówką w Raciborzu na koniec sierpnia. Po drodze wpadną pewnie jeszcze inne biegi, ale teraz to są moje starty docelowe, z myślą o których będę trenował.

Reklamy

6 thoughts on “Maraton Opolski 2016

  1. Pawle

    gratulacje za bieg i życiówkę.
    To podobnie i ja w Łodzi pobiegłem – i mam życiówkę i niedosyt i podobnie ostatnie nasze km wyglądały. Choć ja nie przeszedłem do marszu. Walczyłem na ukończenie, przenosząc czasy z 3.10 na 3.15 i w końcu na 3.20 i finalnie skończyło się na 3.20.50
    Ech.

    1. Nie zawsze jest różowy z tymi życiówkami, ale ja myślami jestem już przy następnych startach. Szczerze mówiąc, to już od jakiegoś czasu miałem świadomość, że nie jestem teraz przygotowany tak jakbym chciał, więc zacząłem myśleć bardziej w perspektywie jesiennego maratonu i budować na tym, co już nabiegałem.

  2. Gratuluję i życzę dalszych sukcesów.
    Ja też ostatnio biegłam w takim biegu, mimo, że nie zajęłam pierwszego miejsca to byłam mega dumna z siebie, że w ogóle dałam radę przebiec i nie zrezygnowałam. 28 maja mam zamiar pobiec w biegu organizowanym w Gdańsku tak zwanym biegu dla twardzieli, zapowiada się niezapomniana przygoda a dochód z biegu będzie przekazany na cele charytatywne więcej informacji jeśli chcecie to tutaj może ktoś się dołączy http://warriorsrun.com.pl/idea-biegu.html aaa i jeszcze dodam, że uczestnicy będą wykonywali takie zadania, jak kandydaci na członków jednostek specjalnych. Zadania przygotowują byli żołnierze GROM-u oraz weteranami z Afganistanu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s