Potrzeba sukcesu

Przeczytałem gdzieś kiedyś, że bieganie amatorskie w USA osiągało największą popularność w czasach największego kryzysu. Im ludziom trudniej się żyło, tym więcej z nich podejmowało bieganie. Każdy z nas, bez względu na status społeczny i poziom życia, potrzebuje poczucia sukcesu, a bieganie pozwala nam go względnie łatwo osiągnąć. Nowa życiówka, start w jakiejś imprezie, a nawet trzydzieści minut ciągłego biegu to małe sukcesy, które dają nam szczęście.

Biegam bo lubię? Pewnie tak, ale chyba jest jednak pewnym uproszczeniem twierdzić, że człowiek, który ileś tam lat spędził bez uprawiania jakiejkolwiek aktywności fizycznej nagle zakochał się w bieganiu. Wydaje mi się, że prawdziwej motywacji do robienia tego, co robimy należałoby doszukiwać się gdzieś głębiej – być może właśnie w potrzebie odnoszenia sukcesu. Nie ma w tym, moim zdaniem, nic złego.

Bieg Opolski

Parę dni temu spotkałem w parku znajomego biegacza, który z pewnym smutkiem w głosie powiedział mi, że sam już nie wie dlaczego właściwie biega. Trzeba po prostu dogadać się z samym sobą. Kiedy uświadomimy sobie dlaczego biegamy, możemy naszą motywację pielęgnować i czerpać z naszej aktywności jeszcze więcej radości.

Kiedy kilka lat temu zaczynałem biegać osiągnięcie sukcesu było dla mnie bardzo łatwe. Sukcesem było dobiec do kolejnego drzewa, zrobić kilkaset metrów więcej bez zatrzymywania się. Sam start i ukończenie zawodów bez przejmowania się wynikiem. Trochę wtedy podśmiewałem się z biegaczy spiętych na czas – nie rozumiałem dlaczego amator psuje sobie przyjemność biegania odliczanie sekund. Wydawało mi się, że ci biegacze zgubili gdzieś po drodze sens biegania. Myliłem się. Teraz stoję z nimi w jednym szeregu i jestem mądrzejszy o wiele kilometrów 😉

Zwykłe pobieganie z muzyką w uszach niezmienne sprawia mi radość i daje poczucie odlotu, ale nie ma w tym poczucia sukcesu – jednego z głównych składników mikstury motywacyjnej.

10

Wiosna 2016 zaowocowała w moim wykonaniu trzema życiówka, co wydaje się, że powinno aż zanadto zaspokoić mój apetyt, a jednak mam niedosyt. Dycha w Częstochowie to start, z którego jestem najbardziej zadowolony. Pomimo małych kłopotów na trasie wszedł bardzo dobrze. Jednak średnie tempo z jakim biegłem wskazywało na wyraźnie lepszy wynik, a z wyliczeń Garmina wynika że nadłożyłem paręset metrów. Solidny bieg, ale z poczuciem, że na mecie mogło być wyraźnie lepiej.

photo

21,1

Kolejny start to leśna połówka w Kuźni Raciborskiej, gdzie życiówka była w zasadzie pewna, bo na tym dystansie już dawno nie zaliczyłem mocnego startu. Celem było jednak zejść poniżej 1:30 i rzeczywiście to udało się zrealizować. Trasa okazała się jednak trudniejsza niż można było się spodziewać po wcześniejszych jej opisach, a do tego wiatr nie ułatwiał szybkiego biegania. I po raz kolejny po przekroczeniu linii mety mam nową życiówkę i poczucie, że stać mnie na więcej.

398910_1460953088_86380300

42,2

Ostatni start to Maraton Opolski, do którego przygotowany byłem najsłabiej. Przede wszystkim zabrakło długich wybiegań, więc po 30. km była już ciężka walka. Do tego drugą część dystansu biegłem praktycznie sam, więc było też ciężkie wyzwanie dla psychiki, które skończyło się życiówką poprawioną o niespełna minutę… z poczuciem, że przy nabieganiu paru dłuższych treningów mogło być dużo, dużo lepiej.

Najeść się do syta

W tej chwili powoli kończę odpoczywać po startach i kilkumiesięcznym okresie przygotowawczym, więc więcej czasu poświęcam na moją inną pasję jaką jest gra na gitarze i buduję apetyt na łapanie nowych kilometrów. Jak zapewne wiecie, do następnych startów przygotowuję się pod okiem trenerów z Inżynierii Biegania, co jeszcze podkręca mój apetyt na szybkie bieganie. O tyle o ile na warunki na trasie nie mam żadnego wpływu, to chcę mieć czyste sumienie jeżeli chodzi o trening i świadomość, że zrobiłem wszystko, żeby pobiec jak najlepiej. Nie ma odpuszczania na treningu ani na zawodach. Chcę być mocny zarówno fizycznie jak i psychicznie… Ostatnim biegiem, po którym czułem pełnię satysfakcji był zimowy Bieg Twardziela i chcę poczuć to znowu! Mam głód sukcesów do zaspokojenia!

1456574840img_5767-

Reklamy

3 thoughts on “Potrzeba sukcesu

  1. Ciekawy artykuł. W moim przypadku jest dokładnie tak samo, choć czasami po jakimś ciężkim treningu a nawet bardziej w jego trakcie, zadaje sobie pytanie: po co mi to wszystko. Pózniej przychodzi zadowolenie, ze jednak udało sie zrealizować ten cieżko trening, że znowu dałem radę…
    Gratulacje życiowek i wytrwałości w walce o kolejne .

    1. Ja niekiedy w czasie takiego mocnego treningu myślę sobie, że może zamiast tak się spinać lepiej byłoby sobie po prostu spokojnie potruchtać, ale – tak jak u Ciebie – jest satysfakcja i motywacja do kolejnego treningu.
      Dzięki i również życzę wytrwałości 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s