W samo południe

Lato, wakacje, sezon urlopowy, kiedy można bezkarnie wylegiwać się i marnotrawić czas w dowolnie wybrany przez siebie sposób. Kilka tygodni, podczas których nie trzeba usprawiedliwiać w sobie wewnętrznego lenia tylko można rzucić mu się z uśmiechem w objęcia i beztrosko zapaść w otchłań nieróbstwa. Nie dla biegaczy, którzy nie uznają pojęcia „wolne”, kiedy odnosi się ono do najprostszej formy ruchu! Lato to pora roku jak każda inna, którą należy wykorzystać na trening i wycisnąć soki z każdego dnia aż do ostatniej kropli. Miesiące, które pomimo bezlitosnych upałów, a może właśnie ze względu na nie, trzeba przepracować na treningu pod jesienne starty.

Lato to jednak nie tylko okres treningów, ale również startów. Startów treningowy, startów kontrolnych, towarzyskich, turystycznych, lokalnych, zwyczajowych i nie wiadomo jakich jeszcze. I chociaż lato nie jest idealnym momentem do atakowania życiówek, to coś takiego jak „start na luzie” występuje w przyrodzie niezwykle rzadko Tak, wiem – chyba każdy z nas przynajmniej raz w swojej biegowej karierze powiedział, że startuje na luzie, bez spiny na wynik, ale ilu z nas może z czystym sumieniem powiedzieć, że po wystrzale startera nie dali się ponieść nogom jednak szybciej niż „na luzie”?

IMG_20160508_124238

Lato to nie jest najlepszy moment na bicie rekordów, bo zazwyczaj są to miesiące, kiedy dopiero wskakujemy na wyższe obroty. Ciągle żywe emocje po wiosennych startach podniecają apetyt na szybkie bieganie, ale szczyt formy planujemy przecież na jesień. Przede wszystkim jednak pogoda często wciela się w rolę głównego reżysera na biegach. Żar lejący się z nieba rozdaje karty, a jak wiadomo, kasyno zawsze wygrywa.

O tyle o ile w przypadku treningów sami możemy decydować o ich porze i widok biegacza tnącego rozgrzane gęste powietrze w pełnym słońcu należy do rzadkości, to ze startami jest już trudniej i jesteśmy zdani na organizatorów. Większość wiosennych i jesiennych maratonów startuje o 9, która to godzina wydaje się być zaiste najrozsądniejszą, a jednak z jakichś powodów większość biegów na krótszych dystansach, tym samym bardziej intensywnych, bez względu na warunki atmosferyczne puszczanych jest później.

Dla mnie sztandarowym przykładem takiego przypiekania biegaczy jest Bieg Opolski rozgrywany tradycyjnie w pierwszą sobotę lipca. Nie potrzeba górali ani Jarka Kreta, żeby przewidzieć pogodę na ten dzień. W tym roku zresztą było chłodno, bo tylko 33 stopnie! Bieg Opolski to 10 kilometrów, a start jest równo o 11, więc ci wolniejsi będą finiszować w samo południe, kiedy to zresztą swoje zmagania rozpoczynają biegacze w towarzyszącym biegu na piątkę. Nie myślcie, że piszę to złośliwie, bo mógłbym namnożyć jeszcze kilka podobnych przykładów, a bieg w Opolu to organizacyjny majstersztyk pod każdym innym względem, więc tym bardziej dziwi to jedno małe „ale”.

Bieg_Opolski_2016_-357_

Podpytywałem tu i ówdzie dlaczego jest jak jest, ale niektórzy mnie olali, a od innych nie dowiedziałem się niczego, czego sam bym się nie domyślał. Biegi takie jak w Opolu chcą być imprezami rodzinnymi, gdzie oprócz biegu głównego rozgrywa się też szereg konkurencji dla dzieci – biegów na krótkich dystansach, ale wszystko to zajmuje czas. Nowe imprezy, takie jak półmaraton w Raciborzu, walczą o frekwencję i chcą ułatwić dojazd biegaczom z bardziej odległych miejscowości. Dochodzą też rzecz jasna kwestie logistyczny, co odnosi się w szczególności do biegów rozgrywanych w centrach miast, gdzie zaspokoić trzeba potrzeby różnych grup. Oprócz tego jest pewnie jeszcze parę innych spraw, które znane są tylko organizatorom poszczególnych imprez, a które wymuszają start o takiej, a nie innej porze.

Nie można w tej dyskusji nie poruszyć tematu bezpieczeństwa, chociaż osobiście muszę przyznać, że robię to niechętnie. Uważam, że każdy z nas startuje na własną odpowiedzialność i nie mam tutaj na myśli tylko podpisu na świstku papieru przed startem, ale świadomą decyzję o uczestnictwie w danym biegu. Co prawda organizator jest do pewnego stopnia współodpowiedzialny za bezpieczeństwo podczas swojej imprezy, ale nie jestem pewien czy pogoda wkracza jeszcze w wymiar owej odpowiedzialności. Jestem raczej zdania, że decyzja o samym starcie jak i o tym jak mocno pocisnąć należy już do biegacza. Co nie zmienia faktu, że wcześniejsza pora biegu mogłaby wpłynąć pozytywnie na bezpieczeństwo i zdrowotny aspekt sportu w danych warunkach.

Rafako Półmaraton

Nie wierzę w to, że takie a nie inne godziny startu wynikają z niewiedzy, złośliwości czy olewactwa organizatorów, ale są wymuszane przez szereg okoliczności. W niektórych przypadkach być może jest to tylko kwestia przyzwyczajenia do pewnego sposobu organizacji i niewielkim wysiłkiem uda się coś zmienić, w innych może być trudniej. Niemniej, uważam, że warto poszukać tutaj kompromisu, ponieważ dzięki temu dla wielu biegaczy zawody zyskają na atrakcyjności.

Advertisements

2 thoughts on “W samo południe

  1. Start o gdzinie 11 czy 12 to istna makabra sama o tym dobrze wiem. Taka godzina i pogoda, która za nią idzie potrafią zniszczyć wszystkie plany

  2. A ja bardzo sobie chwalę takie nietypowe godziny biegu.
    Dodatkowe wyzwanie i możliwość sprawdzenia siebie w wymagających warunkach.
    Trening a wyścig to dwie różne rzeczy.

    A życiówki można robić na innych zawodach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s