12. Městský běh Karvinou

czyli dycha po czesku

Jak wiecie, po upalnym Biegu Opolskim odczuwałem niedosyt szybkiego biegania, więc wiele się nie zastanawiając wyszukałem imprezę, na której mógłbym sobie chociaż trochę to odbić 😉 Padło na bieg w czeskiej Karwinie – jest to niewielkie miasto nieopodal granicy, więc logistycznie sprawa była prosta do ogarnięcia, a trasa biegu również wydawała się fajna… Coś tam ktoś wspominał o jakimś podbiegu, ale…

Prognozy pogody na Karwinę dla odmiany były sprzyjające bieganiu – już bez upałów, częściowe zachmurzenie i jedynie wiatr mógł trochę przeszkadzać. I rzeczywiście, pogoda była bardzo dobra do biegania. Co więcej, bieg odbywał się o 17, więc już bardziej ku wieczorowi 😉 Nie przepadam za popołudniowymi startami, bo takie całodzienne wyczekiwanie na bieg jest męczące, ale tym razem nie było najgorzej i jakoś zleciało.

Na miejscu byliśmy koło godziny 16, kiedy powoli już kończyły się biegi dla dzieci. Start, meta i biuro zawodów zlokalizowane są w samym centrum miasta – na rynku, więc bieg jest również atrakcyjny turystycznie, a i osoby towarzyszące mają gdzie przeczekać 😉

13335743_1109373699120902_4841101546931015441_n

Jako że zapisałem się przez internet, udało mi się załapać na pakiet „na bogato”, czyli fajny ceramiczny medal i koszulkę. Czesi generalnie podchodzą do organizacji biegów trochę inaczej niż Polacy, bardziej na luzie, a często wychodzi im to równie dobrze, jeżeli nie lepiej. Wpisowe na bieg w Karwinie to 100 Koron (równowartość około 15-16 zł) bez względu na termin wpłacania – czy to w pierwszy dzień zapisów czy na miejscu w biurze zawodów płacimy równą stówkę. Dla pierwszych stu zapisanych zawodników (zapisanych, nie na mecie) przewidziano medale i koszulki. Do tego mamy bardzo fajną trasę w ścisłym centrum miasta i elektroniczny pomiar czasu! Jak dla mnie pełen wypas 😉 Ale wracamy do biegu…

13592621_1130134900378115_5965556463807015950_n

Na starcie niespełna 200 zawodników, więc ważne, żeby nie dać się przyblokować przed wąską bramą do parku, którego alejkami za chwilę pobiegniemy. I to 4 razy, bo na karwińską dychę składają się właśnie cztery pętle. Trasa jest jednak poprowadzona po rynku i malowniczym parku, więc nie jest nudno 😉 Po wystrzale startera było trochę przepychanki, ale udało mi się wyjść na dobrej pozycji i dalej nie musiałem już zbytnio manewrować.

Po raz kolejny odnoszę wrażenie, że tak zwany „środek stawki” jest u Czechów mocniejszy niż w Polsce i zamiast biec swoim tempem dałem się ponieść. Na początku niesie jeszcze tłum, później można się napędzić na zbiegu z rynku do parku i złapać dobre tempo. Problem jednak w tym, że co się zbiegnie, to później trzeba znowu wdeptać 😉 Na pierwszym okrążeniu podbieg pod rynek nie był jeszcze zbyt mocno odczuwalny i wbiegając na drugą pętlę miałem średnie tempo 3:48/km.

13620141_1109465975778545_6433936018804378445_n

Drugie okrążenie biegło mi się jeszcze względnie dobrze i tempo siadło tylko parę sekund, ale za to podbieg poczułem już wyraźnie. Jest on co prawda króciutki, ale stromy i mocno przydusza. Trzecia pętla była w moim wykonaniu najgorsza – nie dość, że podbieg mnie mocno zdusił to jeszcze zwalniałem na płaskich odcinkach.

Na jednej z pętli mijam akurat najstarszego uczestnika biegu - Jiří Soukup (89 lat)!
Na jednej z pętli mijam akurat najstarszego uczestnika biegu – Jiří Soukup (89 lat)!

Na ostatnim okrążeniu siły trochę mi wróciły i udało się znowu odrobinę przycisnąć, szybko wspiąć się na rynek i jeszcze mocno zafiniszować. Przez cały czas obserwowałem na Garminie jak uciekają mi kolejne sekundy z tempa średniego – nigdy nie patrzę na czas, tylko właśnie na tempo – i wiedziałem, że o życiówkę będzie ciężko, ale na ostatnim zakręcie tempo utrzymywało się na 3:58, więc byłem spokojny o wynik poniżej 40 minut. Cóż, niemiło się zaskoczyłem, kiedy przebiegając linię mety spojrzałem na zegar i zobaczyłem czas 40:04, który widnieje również w oficjalnych wynikach (28. miejsce na 176 osób). Według Garmina nabiegałem solidne kilkadziesiąt metrów więcej niż było to konieczne, co wyjaśnia tą rozbieżność.

Dużą część trasy pokonaliśmy wspólnie z Michałem z klubu Energetyk Rybik (biało-pomarańczowa koszulka), który nadawał bardzo dobre tempo, ale niestety na drugiej połówce trochę mnie zabrakło.
Dużą część trasy pokonaliśmy wspólnie z Michałem z klubu Energetyk Rybnik (biało-pomarańczowa koszulka), który nadawał bardzo dobre tempo, ale niestety na drugiej połówce trochę mnie zabrakło.

I znowu jestem tylko częściowo usatysfakcjonowany z mojego startu. Jestem zadowolony, bo udało się zaliczyć bardzo solidny bieg, który był niewątpliwie mocnym treningiem dla ciała, ale również dla głowy i kolejnym cennym doświadczeniem. Z samego wyniku do końca zadowolony nie jestem, bo gdybym rozegrał ten bieg lepiej taktycznie mogłem wykręcić lepszy czas. Co więcej, czuję, że mam formę na zdecydowanie lepszy wynik, ale tydzień wcześniej pogoda nie pozwoliła tego nabiegać, a tym razem dałem się ponieść na starcie i podbieg x 4 dał mi się we znaki. Wiem, że dla kogoś z zewnątrz to takie pitolenie, bo nabiegałem ile nabiegałem, ale wiem, że w nogach jest więcej, więc trzeba próbować dalej! Run Fast & Don’t Think Limits 😀

CAM03525

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s