KOSS the Plug

Życie biegacza melomana upływa na nieustannym poszukiwaniu złotego środka pomiędzy jakością dźwięku, a komfortem użytkowania słuchawek sportowych. Męczyłem już kilka różnych modeli, z których byłem mniej lub bardziej zadowolony, ale życie sprzętu audio w biegu nie jest lekkie, więc co pewnie czas pojawia się u mnie nowa para nauszników, a razem z nią nadzieja, że to będą właśnie te.

Tym razem wybór padł na oryginalny model dokanałowy KOSS the Plug, na temat których można znaleźć różne opinie w Internecie – od bardzo pozytywnych po bardziej stonowane. Po doświadczeniach z KOSS KSC 75 byłem raczej spokojny o jakość dźwięku, ale pewne obawy budziła stabilność słuchawek. Z dokanałówkami różnie to bywa, a z doświadczenia wiem, że ciężko im utrzymać się w moich niekształtnych uszach. Cena jest jednak przystępna (59 zł), postanowiłem więc zaryzykować.

p9270755

KOSS the Plug nie są jednak typowymi słuchawkami dokanałowymi, ponieważ posiadają elastyczne piankowe nakładki, które dopasowują się do kształtu naszych uszu – coś takiego, jak zatyczki do uszu. Koncepcja mi się spodobała i od dawna miałem ochotę je przetestować, a rwący się kabel w moich Sennheiserach był do tego świetnym pretekstem 😉

Pierwsze wrażenie słuchawki robią bardzo pozytywne – leciutkie, zgrabne, solidnie i precyzyjnie wykończone. Do tego, moim zdaniem, prezentują się  na piątkę z plusem. Pianka daje się łatwo ugniatać w palcach i szybko powraca do oryginalnego kształtu… Pozostaje tylko upchać to ustrojstwo do uszu 😉

p9270754

Zgniotłem pianki i szybko wepchnąłem do uszu, trochę pogmerałem, poprawiłem… siedzą. Wydają się jakoś mało stabilne, ale trochę podskakuję i nic się nie dzieje. Zobaczymy jak będzie w biegu. I jest dobrze, a nawet rewelacyjnie, bo słuchawek praktycznie w ogóle nie czuć w uszach. I to był jedyny problem, bo nie czując słuchawek w uszach miałem wrażenie, że wypadają i miałem ochotę co chwilę je poprawiać, ale niepotrzebnie. Plugi, kiedy już dobrze siądą w uchu, nie wypadają, nie przesuwają się i nic złego się z nimi nie dzieje.

Odpalam muzykę. WOW! Te pierdółki mają moc 😀 Czytałem, że bas jest ciepły i schodzi naprawdę nisko, ale KOSSy wymiatają niejeden większy i droższy model w kosmos. Basy są jak pączki kupione w mroźny dzień na bożonarodzeniowym jarmarku – ciepłe, miękkie i soczyste – takie, od których można na treningu odbijać się jak od sprężyny.

Poza tym też nie ma się do czego przyczepić jeżeli chodzi o jakość dźwięku. Muzyka jest klarowna, scena głęboka. Średnie i wysokie tony wyraźne, ale nie drażniące.

Bez wahania odważę się napisać, że pod względem dźwięku są to najlepsze słuchawki jakie miałem. W domu nie mam zbyt dużo czasu na słuchanie muzyki przez zestaw stereo dlatego często zdarza się, ze znam wiele utworów tylko „z słuchawek”, a KOSSy pozwoliły mi poniekąd odkryć je na nowo i usłyszeć dźwięki, których wcześniej nie słyszałem.

Nie zawahałem się również założyć KOSSów do przebiegnięcia niedawno Silesia Marathonu, podczas którego zdały egzamin celująco. Przez całe 42,2 km nie musiałem ich poprawiać, a muzyka ani przez chwilę nie była drażniąca. Słuchawkom nie zaszkodził również pot, ani polewanie głowy wodą. Myślę, że ten przebiegnięty wspólnie maraton, to najlepsza rekomendacja KOSS the Plug 😉

80350-msl16-1573-42-000101-msl16_02_mp_20161002_090025

Można mieć oczywiście pewne obawy odnośnie do trwałości owych piankowych nakładek, ale w tej kwestii ciężko mi w tej chwili jeszcze się wypowiadać, ponieważ mam je dopiero od kilku tygodni. Póki co nic złego się z nimi nie dzieje i nie wykazują żadnych oznak zużycia. W zestawie otrzymałem jeszcze zapasową parę pianek, więc w razie potrzeby można je wymienić. Jeżeli chodzi zaś o kabel, to tutaj nie mam obaw – wykończony jest solidnie, zresztą tak samo jak w modelu KSC 75, który użytkuję już dosyć długo bez żadnych zastrzeżeń.

15327464_465264180310625_3371420706366498495_n
Jak widać ani woda ani pot nie są im straszne 😉

Czy w takim razie KOSS the Plug, to wspomniany we wstępie złoty środek? Z pewnością jesteśmy bardzo blisko 🙂 Jedyna rzecz, którą zasugerowałbym producentowi, to dorzucenie do zestawu kilku par nakładek w różnych rozmiarach, ponieważ w przypadku modeli dokanałowych dopasowanie do kształtu ucha jest kluczowe. W moim przypadku udało się idealnie, ale u innych osób może być różnie. Zabrakło również w zestawie klamerki do przyczepienia podskakującego kabla do koszulki, ale to już naprawdę detal, któremu udało mi się zaradzić klamerką z innego zestawu 😉

Podsumowując, polecam KOSS the Plug wszystkim biegaczom poszukującym wysokiej jakości dźwięku w ergonomicznej formie oraz przystępnej cenie.

Jakość dźwięku: 10/10

Komfort użytkowania: 10/10

p9270750

Reklamy

4 thoughts on “KOSS the Plug

  1. mnie osobiście takie słuchawki wypadają po 400m 🙂 brak cierpliwości z mojej strony osobiście wolę z uchwytami na ucho ale czytałem opinie i powiem że muszą dawać kopa 😛

  2. No ok, ale mnie interesuje inna sprawa. Mam jedne dokanałówki (pomijam aspekt zdrowotny) i są fatalne z 1 kluczowego powodu. A mianowicie, podczas biegu i wzmożonego tętna, dosłownie pompują ciśnienie w uszach tak, że nie da się biec, a muzyka każda zaczyna być zniekształcana, jakby był kompletnie amatorsko ustawiany mastering. Tego się nie da słuchać. Na zwykłych z słuchaweczkach, ale nie stricte dousznych nie mam tego problemu. Tylko z dokanałowymi tak jest. Czy tutaj nie masz w ogóle takich objawów, czy ci to nie przeszkadza ?

    Pozdro

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s