O dwóch takich… Teraz Andy

Recenzję książki „O dwóch takich… Teraz Andy” napisałem ponad 4 lata temu dla portalu Testy Outdoorowe, ale do tej pory nie wrzuciłem jej do siebie, bo jakoś nie do końca pasowała mi tematycznie. Parę dni temu dostałem jednak książkę „Umarłem cztery razy” o Piotrze Pogonie i pomyślałem, że warto właśnie teraz wrócić do tego tytułu.

Czy mogę? Czy dam radę? Tak, dlaczego nie? Jeżeli ONI dali radę, to dlaczego mi ma się nie udać… dobiec do lasu, przebiec 10km, pokonać maraton, przepłynąć kajakiem Wisłę albo zdobyć Koronę Ziemi? Taka logika nasuwa się sama, ale nie chciałbym mówić o tej książce właśnie z takiej perspektywy. To niby opowieść o dwóch niepełnosprawnych facetach, którzy zdobywają Aconcaguę, ale to nie prawda. W książce prawie na każdej stronie przewija się ich niepełnosprawność i ciężko się temu dziwić. To ich życie. Łukasz potyka się na kamieniach, których nie widzi. Piotr ma problemy z oddychaniem, w końcu ma przecież tylko jedno płuco. Ale mimo to czytając ich historię, to ja czuję się niepełnosprawny.

o-dwoch-takich-teraz-andy-b-iext40640208

Tą wyprawą chcieli coś zmienić, coś pokazać, coś udowodnić. Sobie i nam. Ja po przeczytaniu tego dziennika całkowicie przedefiniowałem w swoim słowniku pojęcie niepełnosprawności. Łukasz i Piotr oczywiście są fizycznie niepełnosprawni, ale to nie ma znaczenia, ponieważ są atletami ducha. Ich wewnętrzna siła pozwala im przeskoczyć ich fizyczną ułomność. Robią coś, co nigdy nie uda się wielu „zdrowym” ludziom. Zdrowym w cudzysłowie, ponieważ to tylko pozory. Jak często jesteśmy niepełnosprawni życiowo? Zagubieni w gonitwie dom-praca-pieniądze, dom-praca-pieniądze, o której pisze Łukasz? Często pomimo swojej sprawności fizycznej jesteśmy niepełnosprawni w realizowaniu swoich marzeń, w przeżywaniu własnego życia.

Losy bohaterów tej książki rozbijają się o odwieczny konflikt, nazwany przez Piotra dylematem pomiędzy „być” a „mieć”, pomiędzy tym co ważne a tym co, nie nieważne, ale drugoplanowe. Konflikt obecny chyba u każdego człowieka, a historia „O dwóch takich…” to trochę lekcja wartościowania, próba przeniesienia ducha gór do codzienności.

Historia ta jest tym bardziej pociągająca, że jej bohaterami nie są zawodowi sportowcy, ale zwykli ludzie, których ograniczała przede wszystkim proza codzienności. Którzy musieli się spieszyć, ponieważ w poniedziałek zaczynał się kolejny, zwykły tydzień pracy. Właśnie dlatego bardzo łatwo jest się z nimi utożsamiać. W tym miejscu powtórzę: jeżeli ONI dali radę, to ja też dam. ONI, czyli nie niepełnosprawni, ale zwykli ludzie, borykający się codziennie z takimi samymi problemami jak większość z nas. Problemy w pracy, a raczej brak pracy, a co za tym idzie problemy finansowe. Problemy rodzinne. Szukanie własnego miejsca na świecie. Strach.

Dla nich wyprawa w Andy nie jest celem samym w sobie. To nie jest oderwanie się od codzienności, czy ucieczka od rzeczywistości. To jej element, składowa większej całości. Czytając opis przygotowań do wyprawy oraz opis rzeczywistości, jaka zastała bohaterów po powrocie, nie można nie zauważyć analogii pomiędzy zmaganiami na szlaku, a zmaganiami w codziennym życiu pełnym lepszych i gorszych chwil. Jak pisze Łukasz, w czasie tych gorszych momentów kluczem jest nie zamykanie się na drugiego człowieka, otwartość i chęć przyjęcia pomocy. Na spotkanie z Kamiennym Strażnikiem (Aconcagua) Łukasz i Piotr też nie wybrali się sami. Razem z nimi wyruszyli Bogdan Bednarz oraz Arkadiusz Mytko.

Bogdan, chyba „najnormalniejszy” z całej ekipy, ratownik żywieckiego GOPR-u, szef wyprawy, zdobywca wielu szczytów. Aconcaguy wtedy nie zdobył. Trzeba jednak przyznać, że bez jego zaangażowania cała wyprawa pewnie nie odniosłaby sukcesu. Bogdan wypowiedział też jedno z ważniejszych zdań w tej książce. Na pytanie czy ma sens zdobywanie Korony Ziemi przez osobę bez płuca i osobę niewidomą odpowiedział: „a czemu nie, jeśli to sprawia im radość?” I to chyba powinna być odpowiedź na wszystkie pytania: po co, dlaczego, czy warto, a może lepiej nie. „A czemu nie, jeśli to sprawia im radość?”

aconcagua-1

Arek Mytko ciągle pozostaje jakby w tle. Przewija się między zdaniami. Jest jednak postacią nie mniej inspirującą niż pozostali bohaterowie tej historii. Dlaczego? Miał dobrą pracę i prawdopodobnie całkiem niezłe perspektywy na przyszłość. Przynajmniej według ogólnie przyjętych standardów. Podjął jednak sam świadomą decyzję, żeby to wszystko zostawić i wyruszyć w świat. Łukasz i Piotr są w pewien sposób naznaczeni niepełnosprawnością, ale Arek był sam dla siebie impulsem, żeby w swoim życiu coś zmienić. Szaleństwo? Jak sam mówi, „szaleństwem jest przeżywanie życia w czterech ścianach”. Teraz zarabia na swoje wyprawy, pracując w Szkocji jako barman i realizuje swoje marzenia. Jest wolny. W jego przypadku „być” wygrało z „mieć”.

Wiem, że użyłem tutaj wielu górnolotnych sformułowań, których zresztą sam nie za bardzo lubię i staram się unikać, ale mówiąc o tej książce nie sposób od nich uciec. Jest to historia niezwykła, bardzo szczera, a zarazem tak prosta. Czterech kumpli po prostu idzie razem w góry.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s