VI Bieg Twardziela

Od startu w VI raciborskim Biegu Twardziela minął już ponad tydzień, ale tydzień zabiegany, kiedy nie było czasu, żeby przysiąść i chociaż w kilku słowach opisać wrażenia z tamtego biegu. Teraz dopadła mnie za to choroba i zmuszony jestem leżeć pod kocem, więc skoro nie mogę trenować, to chociaż nadrobię blogowe zaległości, bo trochę ich się nazbierało.

Bieg Twardziela z pewnością nie jest w moim typie, szczególnie w tym momencie, bo plan maratoński rozbiegany na całego, a tutaj nagle start na 6,5 km. I to po mocnych pagórkach Arboretum Bramy Morawskiej! Wiedziałem więc, że ciężko będzie o dobry wynik, a i sprawdzian formy to żaden. Nie można jednak odpuścić biegu „u siebie” 😉

517081_1488022153_77639100

Trasa została zmieniona względem zeszłych edycji i tym razem zamiast dwóch pętli mieliśmy do pokonania jedną, ale dłuższą. Z pewnością zmiana taka miała sens, bo bieg miał rekordową frekwencję – wystartowało ponad 500 osób! Na dwóch krótkich pętlach zadeptalibyśmy się nawzajem. Zresztą, i tak było ciasno na wąskich ścieżkach.

Na szczęście pogoda dopisała i słońce najpierw roztopiło lód, a wiatr później elegancko wysuszył grunt, więc pomimo obaw podłoże było sprzyjające. Gdyby bieg odbywał się dwa tygodnie wcześniej, to bez kolców by się chyba nie obeszło, a tydzień wcześniej utonęlibyśmy w błocie.

Wiedząc, że nie mam szans powalczyć w czołówce ustawiłem się spokojnie w 2-3 rzędzie. Po starcie mimo to zostałem lekko przyblokowany przez tłum. Od pierwszego kroku trzeba było ostro napierać, żeby nie dać się wciągnąć peletonowi 😉

1488021346artur353

Trasa, jak już pisałem, była bardzo wymagająca, a podbiegi zdecydowanie nie są moją najmocniejszą stroną. Niemniej trening zrobił swoje i udawało mi się na podbiegach trzymać dobre tempo, nie odstawać, a nawet nadrabiać trochę do rywali. Bieg był ciężko, ukształtowanie terenu oraz liczne zakręty wybijały z rytmu, a dystans krótki, więc ciągle trzeba było trzymać tempo.

Mniej więcej w połowie dystansu lekko podkręciłem tempo i zaatakowałem, wysuwając się na 10. pozycję, a dziesiątka zdecydowanie byłaby satysfakcjonująca. Pomimo przeszkadzającego wiatru czułem się mocny i raczej skupiony na dalszym ataku niż bronieniu pozycji. Wtedy podmuch zwiał mi czapeczkę z głowy, a ja zamiast ją zostawić i wrócić po nią później, odruchowo się zatrzymałem i zawróciłem… Z perspektywy czasu była to decyzja-porażka, ale był to bezmyślny impuls, który kosztował mnie 3 pozycje w klasyfikacji. Rzuciłem się później jeszcze w pościg, ale było już pozamiatane. Z czasem 25:40 zająłem 13 miejsce OPEN.

dsc_1578
fot. Festiwal Biegowy

Na mecie dziwne uczucie, bo z jednej strony byłem wycieńczony górkami, a z drugiej miałem poczucie, że nie dałem z siebie wszystkiego, że były jeszcze rezerwy. Prawdopodobnie moje pesymistyczne nastawienie przedstartowe źle mnie nastroiło i od początku nie byłem nakierowany na bieg na całego. Niemniej, biorąc pod uwagę przygodę z czapką, mogę chyba być zadowolony z wyniku 🙂 Oprócz tego była świetna okazja, żeby spotkać wielu znajomych biegaczy, więc czas zdecydowanie zaliczony do mile spędzonych!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s