X Bieg Bez Granic

Postawiłem wszystko na jedną kartę i od początku ruszyłem mocno. Odważnie i bez kalkulowania. Ten start i tak był jedna wielką niewiadomą, bo biegany ledwo kilka dni po maratonie. Albo zaskoczę i zrobię życiówkę, albo zostanę sprowadzony na ziemię przez zmęczone mięśnie, ale przynajmniej ze świadomością, że spróbowałem.

Dobiegamy do pierwszego zakrętu. Przede mną parudziesięciu zawodników. Za mną kilkuset osobowa ściana biegaczy. Trudno o bardziej „mój” bieg – trzy razy przebiegamy pod oknami mojego mieszkania, znam tutaj każdy zakręt, każdy metr trasy, na tych ulicach trenuję na co dzień, więc nic mnie nie zaskoczy.

DSC_8027
zdjęcie: Festiwal Biegowy

 

Pierwsze dwa kilometry wyraźnie poniżej 3:40/km. Szybko, ale jest rywalizacja i wzajemnie się nakręcamy, a ja nie zamierzam odpuszczać. Za chwilę lekki wiatr w twarz sprawia, że lekko zwalniamy. Dokręcamy pierwsze okrążenie i słyszę głos trenera – Radka Kasprzaka – „Spokojnie Paweł!” Przede mną jeszcze ponad połowa dystansu i muszę to wytrzymać!

Chociaż przed startem zarzekałem się, że biegnę na totalnym luzie i bez oczekiwań, to skłamałbym mówiąc, że gdzieś tam z tyłu głowy nie kiełkowała myśl o szybkim bieganiu. Wiedziałem, że zmęczenie po maratonie siedzi jeszcze w mięśniach i może dzisiaj dać o sobie znać, ale niekiedy można nabiegać też fajny wynik „z rozpędu”. Po maratonie zrobiłem tylko dwa rozbiegania i jeden szybszy akcent parę dni przed dychą, żeby nakręcić nogi.

W niedzielę spotkałem się z Radkiem, żeby obgadać plany na dalszą część roku. Rzucił od niechcenia: „Żebyś ty tam jeszcze życiówki nie nabiegał w tym Raciborzu” i myśl zaczęła kiełkować coraz intensywniej. Co prawda podczas rozgrzewki przed startem robię odcinek w tempie na życiówkę i jakoś kompletnie nie mogę tego wyczuć, ale zawody to zawody. Chwilę przed startem znajomi żartują jeszcze: „oj, będzie targał, będzie”, ale ja idę w zaparte, że nie ma szans 😉

Wzdłuż trasy stoi bardzo dużo kibiców i co chwilę dostrzegam jakąś znajomą twarz, słyszę doping. Biegnie się ciężko, ale taka przecież jest dycha! Kolejne okrążenie za nami. Teraz robi się naprawdę ciężko, ale ja powtarzam sobie w głowie tylko: „Trzymaj to! Wytrzymaj to!”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do mety już tylko kilometr. Zerkam na zegarek – tempo niebezpiecznie spada. „Ku**a! Jak teraz mi ucieknie ta życiówka to będę na siebie wściekły!” i znowu podkręcam tempo. Jest 3:44.

Do mety 500 metrów! Kolka dźga mnie w bok. Ledwo oddycham, ale mijam znajomych: „Dawaj! Dawaj! Brawo!” Widzę już metę. 300, 200, stówka… i życiówka! Zaraz za metą siadam i słyszę tylko: „20. miejsce – Paweł Ignac!”

1493827951img_6500-

Jest, jest, jest! Po Wiedniu miałem apetyt jak cholera na tą życiówkę i udało się. Takie jest bieganie. Niekiedy stajesz na starcie po kilku miesiącach przygotowań i noga po prostu nie podaje. Innym razem jesteś kilka dni po maratonie i biegniesz życiówkę na dychę 😀

Radek podchodzi i pyta jak tam, a ja z niedowierzaniem odpowiadam, że jest życiówka: 37:18! Śmiejemy się 😀

Agnieszka powiedziała mi, że po maratonie w Wiedniu, chociaż twierdziłem, że jestem zadowolony, ani razu się nie uśmiechnąłem. Był pewien niedosyt. W Raciborzu nie było wątpliwości, że satysfakcja jest stuprocentowa!

Reklamy

2 thoughts on “X Bieg Bez Granic

  1. Gratuluję. Taki czas to nie moja liga, ale też zrobiłem na tym biegu życiówkę, a 30 kwietnia biegłem Cracovia Maraton 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s