XV Bieg Opolski

Opolska dycha miała być ostatnim mocnym startem przed krótkim roztrenowaniem zaplanowanym przed wejściem w cykl treningowy pod jesienne starty. Chciałem jeszcze przed urlopem powalczyć z życiówką na 10 kilometrów, ale na starcie stałem nie tylko z obolałymi nogami i sztywnymi Achillesami, ale po prostu bez formy. Dwutygodniowa przerwa w treningach wymuszona przez wspomniane ścięgna sprawiła, że zabrakło czasu na solidne przygotowanie co widać było już tydzień wcześniej w Oświęcimiu. Nie da się też ukryć, że ogólne zmęczenie materiału dawało się we znaki i organizm coraz głośniej upominał się o wakacje

Na życiówkę przestałem się więc napalać i założyłem względnie luźny start z nastawieniem na dobrą zabawę i nie dobicie się 😉 No i ruszyliśmy! Chyba pierwszy raz w Opolu nie dałem się zamknąć i wyszedłem na dobrej pozycji przez nikogo nie blokowany i bez potrzeby łokciowania 😛 Słońce operowało dosyć mocno, ale nietypowo dla Opola nie było wściekłego upału. Za to wiatr momentami dawał po hamulcach.

Przede mną kilkunastu, może dwudziestu, biegaczy, ale nie daję się wciągnąć w szarpanie tempa. Trzymam się swojej strategii, czyli spokojnego początku z nadzieją na stopniowe przyśpieszanie. Pierwsze kilometry lekko poniżej 4:00/km, ale w aktualnej dyspozycji wszystko poniżej 40 minut na mecie biorę z zadowoleniem

Biegnie mi się zaskakująco luźno. Rozgrzewka weszła trochę sztywno, ale teraz nogi obracają się dobrze, oddech jest równy, Achillesy też się rozgrzały i robią swoje. Stopniowo doganiam i wyprzedzam kolejnych zawodników. Koło 3 km łapię mały kryzys, ale szybko go przełamuję i utrzymuję tempo

Przed półmetkiem dogania mnie niejaki Kuba 😉 Atakuje na odcinku pod wiatr i wyprzedza mnie, ale ja nie zamierzam się szarpać. Siadam mu na ogonie i po prostu nie pozwalam uciec. Tempo jest mocne, biegniemy poniżej 3:50, ale w sumie cieszę się, że ktoś mnie pogonił. Odczuwam już zmęczenie, ale jest dobrze 😉 Wylewam na siebie parę kubków wody na punkcie odżywczym. Czekam na odpowiednim moment i kontratakuję. Wyprzedzam i uciekam. Zabieram się za gonienie następnych 😉 Muszę w tym miejscu też przyznać, że kibice dopisali i doping napędzał do walki 🙂

Do mety już tylko dwa kilometry. Słońce przygrzewa, ale teraz trzeba wytrzymać. Przebiegam przez kurtynę wodną i lekko podkręcam. Wiem, że życiówki nie będzie, ale jest dużo lepiej niż spodziewałem się jeszcze kilkadziesiąt minut temu. No i jest to mój najlepszy start w Opolu, gdzie zawsze mi jakoś nie wychodziło.

Oficjalny wynik to 38 minut i 36 sekund i 11. Miejsce OPEN na 435 osób. Na mecie satysfakcja jakbym rzeczywiście nabiegał nową życiówkę 😉 Myślę, że bieg udało mi się rozegrać optymalnie taktycznie i wycisnąć co się dało z aktualnej formy, a jednocześnie nie zajechać się.

W kalendarzu wiele ciekawych imprez, ale przede mną zasłużona przerwa, która jest niezbędna, żeby doprowadzić organizm do porządku, uniknąć kontuzji i wejść w nowy cykl treningowy na pełnych obrotach 🙂

z22038997V

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s