Rybnicki dwubieg część 1. Bieg Barbórkowy

Na zakończenie sezonu postanowiłem skupić się na ulubionym przeze mnie dystansie, czyli dyszce. Trening pod Frankfurth Marathon z różnych względów nie poszedł tak jak bym tego chciał, nie wszystkie jednostki udało się nabiegać, więc i cudów nie było jeżeli chodzi o wynik. Życiówka na dychę miała więc osłodzić mi drugą część roku. A jako że często po maratonie udawało mi się nabiegać mocno krótszy dystans nie był to plan pozbawiony logiki. Co więcej do startu miałem jeszcze kilka tygodni, więc był czas, żeby się rozbujać.

Na arenę moich zmagań bez wahania wybrałem Bieg Barbórkowy w Rybniku, który w zeszłym roku był dla mnie przełomowy jeżeli chodzi o 10 km. Wtedy trochę przypadkowo nabiegana solidna życiówka pokazała mi, że to właśnie na tym dystansie powinienem szukać realizacji moich, może czasami zbyt wybujałych, ambicji. Tym razem nie miało być tutaj nic przypadkowego. Trening hulał jak trzeba i praktycznie wszystkie mocne jednostki wchodziły elegancko. Powtarzane do znudzenia 400, kilometrówki machane niemalże do porzygu, dłuższe interwały dla wyrobienia wytrzymałości. Testowa piątka pobiegana tydzień wcześniej na treningu w średnich warunkach po 3:41/km również napawała optymizmem. Tak więc na start w Rybniku czekałem w bojowym nastroju i z nieukrywanym apetytem na soczystą życiówkę.

1a3a2f7fc1d33b001aa490894d5786c800adb07b

Dzień startu jednak od samego początku dawał mi się we znaki. Obudziłem się z zapchanymi zatokami i poczuciem przeziębienia. Przez głowę przeleciała nawet myśl, żeby odpuścić sobie ten start. W końcu jednak złapałem się mojej dewizy, która mówi, że może się nie udać, ale bez walki nie odpuszczę! Telepało mnie trochę z zimna, ale na miejscu już emocje dały o sobie znać i samopoczucie poszło w górę. Ciągle jeszcze nie czułem tej formy, którą wypracowałem, a która wiedziałem, że we mnie drzemie, ale liczyłem na jej przebudzenia po wystrzale startera.

Przed startem szybka rozgrzewka z ekipą Inżynierii Biegania i już się ustawiamy. Nie chcę utknąć, więc cisnę się do jednej z pierwszych linii. Odliczanie i lecimy! Na początku ciasno, ale na szczęście wyszedłem na dobrej pozycji, więc łapię rytm i wchodzę w tempo.

24300963_864465847046955_6597985785380700624_n

Zaczynam planowo, tak jak ustaliliśmy z trenerem, po 3:40/km i pierwsze kilometry wchodzą fajnie – na lekkim „tarciu” jakiego można się spodziewać po takim dystansie. Czuję lekkie rezerwy, więc już kombinuję jakby tu urwać jeszcze parę sekund. Trasa jest lekko pofałdowana i na jednym z podbiegów czuję niepokojące kłucie w boku. Szybko uspokajam i wyrównuję oddech. Kłucie ustępuję, a ja dalej trzymam tempo.

Około połowy dystansu kolka atakuje ze zwielokrotnioną mocą i nie jestem już w stanie się jej przeciwstawić. Tempo siada. Doping kibiców niesie, ale nie potrafię tego uwieźć i ledwo trzymam się poniżej 4:00. Na plecach czuję oddech rywali, a za chwilę to już ja obserwuję podeszwy ich butów, kiedy się ode mnie oddalają. Średnie tempo padło na łeb na szyję i teraz wynosi 3:48.

DSC_9929

Dobiegam do znacznika 8. kilometra i chociaż kolka jeszcze mnie trzyma, to przypominam sobie wszystkie motywujące mantry jakie znam. Jak bardzo tego chcesz? – zadaję sobie to pytanie i w odpowiedzi wciskam gaz do dechy. Do mety dwa kilometry z hakiem i wiem, że z życiówką mogę się pożegnać, ale liczy się dla mnie ta walka!

Doganiam i wyprzedzam grupkę, która przed chwilą mnie mijała. Kolejny kilometr robię w 3:33 i łapię kolejnych biegaczy – czas jest jaki jest, ale teraz napędza mnie to ściganie. Jeszcze podbieg, zakręt i już widać metę. Mięśnie palą, kolka mnie wykrzywia, ale nie zwalniam. Wpadam na metę, ciężko łapię oddech, a zegar pokazuje 37 minut i 45 sekund.

Z jednej strony mogę być zadowolony z mocnego biegu, walki bez odpuszczania i mimo wszystko solidnego wyniku na ciężkiej trasie przy kiepskim samopoczuciu. Kończę jednak z dużym poczuciem niedosytu i apetytem na więcej. Apetytem, który chcę jak najszybciej zaspokoić…

Reklamy

2 myśli na temat “Rybnicki dwubieg część 1. Bieg Barbórkowy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s