X Bieg Pszowski

Mało kto chyba spodziewał się, że ten bieg rzeczywiście rozegra się w prawdziwej zimowej aurze, ale pogoda jednak nas zaskoczyła i chociaż dzień wcześniej nic tego nie zapowiadało, to w niedzielę ścieżki pokryły się szczelnie białym puchem. Nie powiem, żebym specjalnie się z tego faktu ucieszył. Ciężka górzysta trasa w Pszowie to bieganie nie w moim stylu, a śnieg wcale nie ułatwiał zadania. Startowałem z treningu, traktując ten bieg jako świetną okazję do zrobienia siły, bez założeń i oczekiwań. W piątek machałem jeszcze podbiegi, które ciągle siedziały w mięśniach, więc ciężko było spodziewać się tutaj rewelacyjnego wyniku. Najgorsza była jednak nieprzespana noc z piątku na sobotę, kiedy pilnowałem dzieci w szkole. Jak możecie się jednak domyślać, nie zamierzałem odpuszczać i na starcie ustawiłem się w pierwszym rzędzie.

Pierwsze parę kilometrów to jeszcze w miarę cywilizowane ścieżki między domami, ale i tutaj trzeba było swoje nadeptać. Ja tymczasem czułem, że nogi mam ciężkie, mięśnie jak z betonu i ciężko było mi złapać rytm. Starałem się nie tracić dystansu, ale czołówka jednak szybko uciekła.

Wbiegliśmy w końcu w las, gdzie zaczynała się prawdziwa walka, kręte ścieżki, mocne podbiegi i wyboiste zbiegi, a ja czułem, że brakuje mi mocy i tylko bezsilnie patrzyłem jak mijają mnie kolejne znajome twarze. Chciałem podjąć walkę, gonić, ale tylko obserwowałem ich plecy. Miałem poczucie, że wlokę się gdzieś w ogonie stawki i nie ma o co walczyć, co sprawiało, że tym łatwiej było odpuścić.

bieg_pszow08

O dziwo wraz z upływającym dystansem czułem, jak nogi się rozkręcają, a przewaga rywali powoli się niweluje. Niestety zabrakło mi tego dnia woli walki, żeby się z nimi ścigać… Skupiłem się tylko na tym, żeby nie oddać zajmowanego miejsca.

bieg_pszow102

Moje zaskoczenie na mecie, kiedy sprawdziłem klasyfikację może równać się jedynie z poziomem złości na samego siebie jaką wtedy odczuwałem. Przybiegłem 10 open i 4 w klasyfikacji wiekowej i chociaż nie wiem, czy byłbym tamtego dnia w stanie pogonić rywali, to wiem, że gdybym wiedział na jakim miejscu biegnę, to nie odpuściłbym tak łatwo.

„Nigdy nie przegrywam

Wygrywam albo się uczę”

Taki cytat przeczytałem dzisiaj na stronie Izabeli Trzaskalskiej i myślę, że idealnie pasuje do tej sytuacji. Czego nauczyłem się tamtej niedzieli w Pszowie? Żeby nie kombinować ani nie przeliczać, tylko dawać z siebie wszystko. Wtedy na mecie zamiast mieć do siebie pretensje, będę czuł satysfakcję z walki na trasie.

Chociaż na pewno nie udało się zaliczyć dobrego ścigania, to plan żeby zrobić siłę na wymagającej trasie się powiódł. 12 km mocnego biegania, w mimo wszystko solidnym tempie, co musiało wejść w nogi, więc FORMA się robi!

bieg_pszow105

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s