Sprawdzian zdany na 2+

czyli dziesiątka WroActiv

Do Wrocławia jechałem w dobrym nastroju, gotowy na mocny bieg. Wiedziałem, że początek marca, to może być jeszcze za wcześnie na zrobienie życiówki dlatego nie nastawiałem się na żaden konkretny wynik, aczkolwiek dobre treningi pokazywały, że mogę wykręcić solidny czas. Kilka dni wcześniej dopadło mnie lekkie przeziębienie i wpadło parę dni bez biegania, ale wydaje mi się, że bez negatywnego wpływu na formę. Wręcz przeciwnie, załapałem trochę świeżości w mięśniach i luzu, który jeszcze podkręcił mój apetyt na szybkie bieganie.

Na stadion trafiliśmy bez większych problemów, biuro zawodów pomimo tłoku działało sprawnie i w kilka minut załatwiłem wszystkie formalności. Przebrałem się w strój startowy, zarzuciłem jeszcze na siebie bluzę i poszedłem się rozgrzać. Truchtając po parkingu poczułem jak zaczyna mnie skręcać w żołądku, a kiedy parę razy podkręciłem tempo złapała mnie kolka. Bardzo zły sygnał na kilkanaście minut przed startem… Rozciąganie, trochę marszu, lekki truchcik – wszystko, żeby opanować sytuację.

Wszedłem jeszcze na chwilę, żeby zrzucić bluzę i potuptałem na linię startu. Kolka rzeczywiście ustąpiła, ale w dalszym ciągu odczuwałem pewien wyraźny dyskomfort. Nie ma co, trzeba biegać z tego co jest. Ustawiłem się w odpowiedniej strefie i czekałem na wystrzał… I tutaj uwaga do sytuacja, która powtarza się notorycznie, a której nie jestem w stanie objąć rozumem!

5aa3ce8e8adc1_p

Stoję sobie kulturalnie gdzieś w środku strefy na 35-40 minut i słyszę jak goście przede mną dyskutują na jaki czas biegnę – koło 42 minut. Dlaczego?!? Dlaczego nie można ustawić się we właściwej strefie? Fakt, że linię startu przekroczymy chwilę później nie wpływa przecież na nasz końcowy wynik, ale rozumiem, że fajnie jest się poprzepychać na starcie.

Tak też oczywiście się stało. Pierwsze kilkaset metrów, czyli okrążenie wokół stadionu, to walka w tłumie, łokciowanie i torowanie sobie trasy na wszelkie możliwe sposoby. Planowałem ruszyć spokojnie i tak też zrobiłem, ale przez natłok początek był mocno szarpany. Niemniej pierwszy kilometr wszedł po 3:55 – trochę wolniej niż planowałem, ale niestety już na pierwszych metrach odezwała się kolka z rozgrzewki.

180310-c2-0589

Trasa dychy WroActiv nie należy do najciekawszych – to takie bieganie po infrastrukturze drogowej, czyli zjazdy, rozjazdy, nawroty, a do tego bywa lekko pod górkę. Wszystko to sprawia, że jednak nie jest tutaj bardzo szybko, a tego dnia dodatkowo sprawę utrudniał wiatr.

Tempo ciągłe utrzymywało się mniej więcej na poziomie 3:55/km, ale w okolicach 3 km kolka zaczęła mi doskwierać do tego stopnia, że miałem ochotę się zatrzymać. Jakoś udało mi się dobić do półmetka i nawrotu… gdzie dostaliśmy mocno wiatrem w twarz. Teraz tempo trochę siadło i chociaż wiedziałem już, że wynik będzie nędzny, to nie odpuszczałem. Parłem przed siebie z kilometra na kilometr.

180310-c2-0590

Dopiero koło 7-8 kilometra, kiedy znowu oczom ukazał się stadion, udało mi się złapać trochę luzu, wiatru w żagle i przyspieszyć. Praktycznie od samego startu ciągle wyprzedzałem, ale teraz mogłem pobawić się w ściganie i gonienie kolejnych zawodników. Tempo wskoczyło w rejony 3:40-3:45/km, ale w tym momencie i tak było już po wszystkim. Na metę wbiegłem z czasem 39 minut i 18 sekund. 2 minuty gorzej od życiówki i dużo poniżej oczekiwań.

180310-c1-0896

Warunki tego dnia nie były idealne, chociaż temperatura była świetna i można było spokojnie biec na krótko, to wiatr mocno utrudniał bieganie. Do tego doszły problemy z kolką, co również w dużym stopniu może tłumaczyć taki a nie inny wynik. Tak czy inaczej, nawet jeżeli sam bieg nie był słaby, to z wyniku ciężko się cieszyć. Tak jak napisałem po biegu na Facebooku, dostrzegam w tym starcie pewne pozytywy: udało się utrzymać równe tempo, nie odpuściłem pomimo problemów i świadomości, że wynik będzie średni, a przede wszystkim cieszy mocniejsza końcówka. Niedosyt jednak pozostaje.

180310-c3-0665

Niedosyt, apetyt na więcej, więc czym prędzej wyszukałem sprzyjającą imprezę i się zapisałem! Padło na Harpagańską Dychę w Sosnowcu 25 marca, czyli w najbliższą niedzielę. Niestety sytuacja wygląda tak, że rozłożyła mnie choroba i od tygodnia nie biegam… Niedzielny start stoi pod dużym znakiem zapytania, a nawet jeżeli pobiegnę, to pewnie znowu bez konkretnych oczekiwań jeżeli chodzi o wynik. Jak nie teraz, to kolejnym razem!

Reklamy

Jedna myśl na temat “Sprawdzian zdany na 2+

  1. Czasem coś przeszkodzi niestety. Ja też cały marzec i pół lutego to walka z chorobami. Ale jeszcze przyjdzie czas na dobrą życiówkę 🙂
    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s