Życiówka

Objawia się w postaci kilku cyferek, ale życiówka to nie po prostu rezultat na mecie. Chociaż wydaje się tak namacalna i bezdyskusyjna, to nie sposób odmierzyć ją samym tylko stoperem. Gonimy za nią z uporem maniaka, a i tak częściej nam się wymyka niż daje złapać i wyściskać w stęsknionych ramionach. Gdyby życiówka była po prostu życiową formą, to sprawa byłaby banalna. Wystarczyłoby dorzucać co zimę po kilka sekund do pieca i rozgrzewać kondycję, a każdej wiosny rekordy sypałyby się obwicie. Niestety, nawet po ciężko przepracowanej zimie, nie raz trzeba obyć się smakiem i ostudzić rozbuchane ambicje.

Życiówka jest bowiem dniem życia, chwilą najlepszą z najlepszych. Biegiem jakiego nigdy wcześniej nie było. I być może już nigdy nie będzie. Najlepszy dzień w biegowej karierze bez względu na jej kaliber. Startem, któremu sama tylko forma nie sprosta. Żeby mechanizm zagrał nam hymn triumfu każdy trybik musi zaskoczyć i obracać się w jednym rytmie bez najmniejszego fałszu. Tak samo, a nawet lepiej, niż tamtego, poprzedniego najlepszego dnia.

positive-2470506_1920

Poprzedni sezon zamknąłem usatysfakcjonowany i z zapałem złapałem się za bary z zimą gotów rozłożyć na łopatki kolejne biegi ciągłe i interwały. Łoiłem kilometry i łomotałem akcenty. W dzienniczku rósł zacny kilometraż, lecz nie wydęty pustą objętością, ale nadziany solidną jakością. Chociaż zdarzały się potknięcia, to czułem się mocny i szybki jak nigdy. Pewny siebie nie zastanawiałem się, czy dogonię życiówki, ale o ile je wyprzedzę.

Jest czas siewu i czas żniw jak mówi przysłowie, a kiedy ja stanąłem, żeby zerwać to, co zasadziłem okazało się, że muszę obejść się smakiem. Długo nie rozumiałem dlaczego, skoro trenowałem tak samo albo i ciężej niż wcześniej. Wyjmiesz tyle ile wsadziłeś. Ja dałem z siebie wiele, a i tak nie było mi dane, bo życiówka nie z samego biegania się bierze.

Czasami lubi nas zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie, jak wtedy gdy nabiegałem swoją póki co najlepszą dychę chwilę po maratonie. Wydawałoby się, że w mało sprzyjającym momencie, a jednak konstelacja wszystkich czynników okołobiegowych była przyjazna i w połączeniu z życiową formą wyszła życiówka z tej mikstury.

mug-3403963_1920

Dzisiaj, nawet jeżeli forma jest bliska życiowej, to zawsze któryś z trybików przymula i cały mechanizm zaczyna głośniej lub ciszej rzęzić i trzeszczeć. Czasami wystarczy gorsza pogoda, a innym razem nie w porę zjedzony banan. Często ten trybik siedzi gdzieś głęboko w głowie, a często nie wiadomo nawet skąd się zgrzyt ów dobywa.

Słabej baletnicy i rąbek u spódnicy… Cóż, może trzeba się z tym pogodzić, oddać spódnicę krawcowej i dalej kręcić piruety. Po prostu robić swoje, a kiedy dzień będzie w końcu idealny, ja będę gotowy.

graffiti-1450798_1920

blue-1845901_1920

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s