Yinyoo Pro

czyli PRO słuchawki prosto z Chin

Każdy kto śledzi moje blogowo-biegowe poczynania wie, że treningi nieodłącznie wiążą się dla mnie z muzyką. Kilometry pokonywane podczas biegania, to najczęściej jedyny czas, kiedy mogę cieszyć się słuchaniem muzyki, więc nie jest to dla mnie tylko umilacz treningów, ale raczej połączenie dwóch przyjemności. Wiecie również, że nie ustaję w poszukiwaniu nowych słuchawek, który pozwolą słuchać muzyki w jak najlepszej jakości i przy zachowaniu komfortu podczas aktywności fizycznej.

Celuję raczej w modele budżetowe. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że życie słuchawek biegacza nie należy do łatwych i często zdarza im się przedwcześnie dokonać żywota, to nie uśmiecha mi się inwestowanie kilku stów. Tym razem ruszyłem więc na daleki wschód, poszukiwać czegoś ciekawego na znanym i lubianym Aliexpress. Pogrzebałem trochę tu i ówdzie i okazało się, że jest z czego wybierać. Kilka modeli wpadło mi w oko, a na pierwszy ogień poszły ciekawie prezentujące się Yinyoo Pro.

Nie do końca wiedziałem, czego spodziewać się po przesyłce z dalekich Chin, ale nadzwyczaj miło się zaskoczyłem. Całość prezentuje się elegancko i solidnie od opakowania, przez same słuchawki, na dołączonych akcesoriach kończąc. W zestawie otrzymujemy oprócz samych słuchawek i odpinanego kabla zestaw wymiennych końcówek w różnych rozmiarach, klips oraz gumowe nakładki za ucho.

Yinyoo pro packageNa pierwszy rzut oka Yinyoo Pro mogą wydawać się duże, trochę toporne i mało stabilne, ale ich kształt jest tak wyprofilowany, że pomimo swoich rzeczywiście sporych gabarytów idealnie siedzą w uchu, a kabel, który powinniśmy puścić za uchem, fajnie wszystko stabilizuje. Nie wiem, czy wiecie o jakie rozwiązanie chodzi, bo mimo wszystko rzadko można je spotkać w słuchawkach dostępnych w sklepach. Chodzi o to, że kabel wypuszczony jest nie w dół, ale do przodu i zawinięty za ucho. Dzięki temu przewód nie ciągnie słuchawek w dół i nawet kiedy go pociągniemy, to końcówki nie wypadają z uszu, a nawet mocniej „siadają”.

YinyooPro ear

Dopasowanie Yinyoo Pro do ucha nie sprawia najmniejszych problemów, do tego są lekkie, więc w czasie biegu można o nich po prostu zapomnieć. System z kablem za uchem sprawdza się do tego stopnia, że używam ich nawet bez klipsa na ubranie i gumowych nakładek za ucho, a wszystko siedzi bez zarzutu i nie muszę ich poprawiać bez względu na dystans czy tempo. Jestem sobie jednak w stanie wyobrazić, że szczególnie u osób z małymi uszami może pojawić się jakiś dyskomfort.

Dla ścisłości muszę zwrócić uwagę na jeszcze jeden detal, który w kontekście biegania wcale nie jest bez znaczenia. Chodzi o sam kabel i jego końcówkę. Przewód jest solidny i po kilku miesiącach mogę bez obaw napisać, że byle szarpnięcie mu nie straszne. Wtyczka jest zabezpieczona długą gumową otoczką, więc też nie tak łatwo ją ukręcić. Na zdjęciach u sprzedawcy końcówka jest jednak prosta, a mój egzemplarz ma kształt eLki, co tak naprawdę jest lepszym rozwiązaniem do upychania w kieszeni. Zwracam na to uwagę, żebyście mieli świadomość, że pewne szczegóły mogą się różnić. Poza tym możemy wybrać kabel z mikrofonem lub bez – ja zawsze wybieram bez, żeby maksymalnie odciążyć przewód.

Tyle się już rozpisałem, a nie doszedłem jeszcze do sedna tematu, czyli dźwięku samego w sobie, ale nie myślicie chyba, że aż tak rozbudzałbym wasze apetyty, żebyście teraz musieli obejść się smakiem 😉 Otóż, Panie i Panowie, dźwięk jest miodzio i od pierwszego odpalenia działa jak balsam na moje uszy i ukojenie moich muzycznych potrzeb.

Dźwięk w Yinyoo Pro jest ciepły i klarowny. Basy może nie dokopują się tak nisko jak w niektórych innych modelach, ale jest ich dużo i są soczyste, idealne do podbijania rytmu w czasie biegu. Jest ich dużo, ale nie przytłaczają brzmienia i średnie oraz wysokie tony pozostają wyraźne. Bez wdawania się w pseudo-audiofilski bełkot, muzyka brzmi świetnie, a charakterystyka tych słuchawek sprawia, że nadadzą się do różnych gatunków – od spokojnego, melodyjnego grania, które brzmi jasno i przyjemnie, przez solidnie podbity rap, energetyczny i precyzyjny rock, aż po ostre metalowe kawałki, które nie zlewają się w ścianę chaotycznego hałasu. Yinyoo Pro nie męczą i nawet po paru godzinach dalej ma się ochotę słuchać na nich muzyki.

Yinyoo Pro dosyć mocno izolują od otoczenia, co pozytywnie wpływa na odbiór muzyki, ale trzeba brać ten czynnik pod uwagę jeżeli chodzi o bezpieczeństwo i świadomość tego, co dzieje się wokół. Pamiętajmy, że nie jesteśmy na chodniku czy ścieżce sami i uważajmy na to, co dzieje się obok nas. Szczególnie, że te słuchawki mają moc i można je całkiem głośno podkręcić! Izolacja jest za to niewątpliwie zaletą podczas podróży, ponieważ dźwięk trafia do naszych uszu i nie przeszkadza współpasażerom w pociągu czy samolocie.

Biegam w tych słuchawkach już od dłuższego czasu i chociaż w szufladzie kłębi się plątanina różnej maści kabli, to w tej chwili nie waham się, po które sięgnąć… no chyba, że w celach testowych 😉 Wiem, że równie pozytywne recenzje pisałem o wspomnianych Koss The Plug czy Sennheiser PMX 680, prawda jest jednak taka, że wraz z nowymi modelami zbiera się nowe doświadczenia i perspektywa czasami się zmienia. Co oczywiście nie zmienia faktu, że tamte słuchawki pozostają bardzo dobre, a ich zalety się nie zmieniają i ciężko byłoby mi stwierdzić, że dany model jest NAJlepszy. W tej chwili, jeżeli chodzi o słuchanie muzyki podczas biegania, prym bez dwóch zdań wiodą Koss The Plug oraz tytułowe Yinyoo Pro.

Przy wszystkich tych zaletach Yinyoo to dalej słuchawki budżetowe, ponieważ możemy je kupić już w okolicach 20$ w zależności od sprzedawcy, a jeżeli upolujemy promocję to jeszcze taniej. W mojej ocenie jest to rozsądna cena za taki produkt. Oczywiście na przesyłkę z Chin trzeba swoje odczekać, ale według mnie warto!

Przejrzałem moje recenzje innych słuchawek i zauważyłem, że chyba nadużywam określenia „ciężko będzie znaleźć coś lepszego w podobnej cenie”, ponieważ jak widać wybór jest szeroki i można się zaskoczyć. Dlatego nie będę pisał żadnego „naj”, ale warto wziąć Yinyoo Pro pod uwagę i pogrzebać trochę w Aliexpress, co zresztą sam właśnie robię, bo można znaleźć ciekawe rzeczy w dobrych cenach.

Reklamy

2 myśli na temat “Yinyoo Pro

  1. Perspektywa się zmienia… no właśnie. Ale też połączenia neuronów w naszej głowie przyzwyczajają się do pewnych schematów…. Słuchawki, z którymi byłem przez lata związany to Sennheisery HD201 – najtańsza półka, poniżej 100 zł, ale… to model zamknięty. Latem uszy czerwone jak u knura.

    Szukając czegoś „bardziej przewiewnego” skusiłem się na plugi Kossa wspomniane przez Ciebie. I wtedy też wydały mi się super. Przebiegałem/przejeździłem w nich całe zeszłe lato.

    Ale zimą kupiłem wreszcie coś czego zawsze chciałem spróbować – legendy Grado. Najtańszy model. Słuchawki otwarte nauszne, czyli przylegające gąbkami do ucha. Zamiast za 400 zł udało mi się wyrwać z OLXa za połowę tej ceny. Praktycznie nieużywane, komuś nie podpasowało brzmienie i sprzedał.

    No i właśnie przez ostatnie pół roku… cały czas słucham tych Grado. Ale nie było to tak, że rzuciły mnie na kolana od razu. Początkowo przeszkadzała mi zbyt nachalna góra, zbyt detaliczna, czasem nawet za głośna. Jednak nie było to kosztem średnicy i dołu, ale po prostu… Przez ostatnie pół roku biegałem niemal codziennie, więc osłuchałem się każdego rodzaju muzyki, od folku w stylu Dylana, progrock, poprzez Massive Attack a na Dream Theater kończąc.

    Do wczoraj.

    Bo wczoraj padał deszcz i nie chciałem ich (Grado) za bardzo sponiewierać. Wybrałem Plugi Kossa. I się baaaaardzo mocno zdziwiłem. Bo wcześniej nie miałem praktycznie większych obiekcji do tych słuchawek, wręcz podzielałem Twój entuzjazm ale… no muzyka jak przez folię!! Po pół roku w Grado miałem wrażenie, że tutaj NIE MA żadnej góry! Musiało minąć pół godziny zanim zacząłem słuchać muzyki a nie przestawiać sobie w głowie wajchę na inny rodzaj sprzętu.

    To tak a propos zmiany perspektywy 🙂

    I jeszcze dodam, że też chyba z pół roku przeczekałeś mnie aby przyznać się co to za marka słuchawek, której zajawkę puściłeś na FB 🙂

    1. Dlatego właśnie napisanie recenzji słuchawek, to trudniejsze zadanie, niż się może wydawać 😉 Z otwartych nausznych mam Koss Porta Pro Sport i bardzo sobie chwalę jeżeli chodzi o dźwięk(swoją drogą, wypadałoby w końcu je opisać, bo mam już je ładnych parę lat), ale w czasie biegania trochę brakuje im pod względem wygody. Niby wszystko jest ok, ale jednak nie do końca. Co więcej, przy takiej otwartej konstrukcji i słuchaniu muzyki w hałaśliwym otoczeniu (np. ulica) mam wrażenie, że część muzyki gdzieś się gubi, ucieka bokiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s