Podsumowanie wiosny

W spiekocie sierpniowego słońca leniwie rozpoczynam przygotowania do jesiennych startów. Po ponad tygodniowym całkowitym wypoczynku powoli zaczynam łapać jakieś kilometry – trochę roweru, trochę pływania i lekkie rozbiegania, żeby wpaść w odpowiednie tory i złapać rytm. To dobry moment na chwilę refleksji i podsumowanie pierwszej połowy tego roku.

Trzeba powiedzieć otwarcie, że nie udało się osiągnąć żadnego z założonych celów. Do życiówki na dychę nie udało się nawet zbliżyć, a ta na piątkę dalej wygląda marnie. Jedynie mój debiut w triathlonie mogę poczytywać sobie za sukces na osłodzenie tych wszystkich cierpkich startów.

34088200_695401190630255_4247171693044301824_n

Nie jestem pewien, co poszło nie tak, ponieważ treningi w zasadzie szły dobrze, ale zawsze coś stawało mi na drodze do wykręcenia lepszego rezultatu. Przez większą część sezonu czułem się jak na powyższym zdjęciu – dojechany. Solidny trening w girach, a na linii startu brakuje mocy, a jak już fizycznie było ok, to spalałem się psychicznie. Były momenty, kiedy w ogóle nie miałem ochoty biegać i ciężko było odnaleźć mi w tym jakąkolwiek przyjemność. Na szczęście miałem odskocznię w postaci tri i roweru oraz pływania.

Ostatnią szansą na zrobieniu dobrego wyniku, rzutem na taśmę, miał być Bieg Opolski w pierwszą sobotę lipca, ale zapalenie oskrzeli i antybiotyk, który skończyłem brać parę dni przed startem skutecznie przekreśliły moje szanse. Pobiegłem, ale całkowicie rekreacyjnie, nie chcąc odpuszczać biegu w rodzinnym mieście, na który zawsze chętnie wracam.

Zacząłem bardzo spokojnie, na 50 minut, ale zaczęło mi się nudzić i lekko podkręcałem. Nie pamiętam już dokładnie, ale na półmetku biegłem chyba już na 45 minut, a skończyłem w 42:35 na pełnym luzie w upalnej pogodzie. Byłem zadowolony z tego startu, który potraktowałem jako mocne wybieganie.

Niemniej, po rozmowie z trenerem postanowiliśmy wprowadzić plan naprawczy, a raczej zmienić trochę koncepcję treningów, o czym już kiedyś wspominałem. Jeszcze przed tym tygodniem przerwy zaczęliśmy wdrażać nowy system – zdecydowałem, że nie warto z tym zwlekać. Biegałem teraz dużo krótszych odcinków na dużo większych prędkościach – jednostki takie, jakie lubię najbardziej, od 200m do 1000m. Po zaledwie paru tygodniach treningu, jako ostatni bieg przed urlopem, zrobiłem sprawdzian na 1000m, który miał pokazać nam na czym stoimy.

Rozbiegałem kilka kilometrów rozgrzewki, 1 km w 3:40 i bardzo długi odpoczynek. Czułem się kiepsko, w nogach mało mocy po basenie poprzedniego wieczora, robiło się coraz cieplej, a ja coraz mniej wierzyłem, że nabiegać dobry tysiąc. Spróbować jednak musiałem.

Ruszyłem oczywiście za szybko – po 2:50, szybko jednak wyhamowałem i starałem się trzymać w okolicach 3:10. Nie będę pisał, że było ciężko bo jak mogło być inaczej, ale ostatnie 200 metrów pokonałem już tylko i wyłącznie siłą woli. Urwałem kilka dobrych sekund z życiówki na 1km, która teraz wynosi 3:11.

IMG_20180720_100903

W końcu jakiś pozytywny akcent w tym moim bieganiu, dobre zakończenie cyklu i wejście w nowy. Mam nadzieję, że nowy układ treningów przyniesie rezultaty i jesienią uda się w końcu nabiegać mocny wynik! Teraz chciałbym jeszcze przynajmniej raz, a może dwa razy, spróbować swoich sił w triathlonie, ale priorytetem pozostaje dycha i piątka. Może wystartuję jeszcze w półmaratonie, ale tutaj sprawa jest otwarta. Na pewno będę chciał powalczyć na 10km i może w końcu zrobić jakąś adekwatną życiówkę na piątkę. Tymczasem trzeba na to wszystko zapracować!

_DSC0884

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s