Bieg niepodległości

Dawno nie było nowego wpisu na blogu, ale to nie przez brak tematów, a zagonienie i brak czasu, żeby poukładać myśli. Jest parę postów, które czekają tylko na doszlifowanie, ale trzeba do tego spokoju i przemyślenia. Cóż, czekają więc, bo wolę wrzucić tekst w takiej formie, jak go sobie wyobrażam. Żeby jednak blog nie wionął dalej pustką podrzucam szybką relację z niedzielnego biegu niepodległości, który był kolejnym już startem, który ciężko zaliczyć do udanych.

Mógłbym co prawda doszukiwać się pewnych okoliczności łagodzących, bo warunki nie były optymalne, a i ciągle męczy mnie jakieś lekkie przeziębienie. Fakty jednak są takie, że pomimo dużego wysiłku wkładanego w trening, nie udaje mi się w tym roku nawet zbliżyć do życiówki.

DSCN5595

Trening wykonuję zgodnie z planem, jednak już od jakiegoś czasu czuję się sztywny i ociężały. Na rozbieganiach brakuje luzu i świeżości, a na akcentach, nawet jeżeli trzymam tempo, to nie ma iskry. W takim też na stroju stanąłem na starcie na bieżni raciborskiego stadionu. Wystrzał z armaty oznajmiający start nieco nas zaskoczył i ruszyliśmy, jakby to co najmniej do na celowano. Szybko uformowała się czteroosobowa grupa z przodu, która była raczej poza zasięgiem tego dnia, chociaż tempo nie było zbyt forsowne oraz grupa pościgowa z moim udziałem, która już po paru kilometrach mocno się rozciągnęła i każdy walczył o swoje.

Czując, że nie jestem w idealnej dyspozycji starałem się nie szarpać tempa i w miarę możliwości kontrolować bieg. Utrzymywałem tempo w okolicach 3:55/km z nadzieją na przyspieszenie w drugiej połowie dystansu. Niestety, silny wiatr zweryfikował moje plany i dosłownie mnie pozamiatał. Odcinki osłonięte od wiatru pokonywałem sprawnie i w dobrym tempie, ale pod wiatr brakowało mi siły do walki. Tempo siadało nawet do 4:20, a czułem jakbym biegł 3:30. Trasa natomiast była taka, że mniej więcej połowę biegliśmy pod wiatr. Zabrakło mi również silnej woli i woli walki, żeby dać z siebie trochę więcej, bo muszę napisać, że biegło mi się… względnie dobrze. Na mecie nie padłem, nie dyszałem jak lokomotywa, muszę więc stwierdzić, że psychicznie trochę ten bieg poddałem. Oczywiście nie było szans na zbliżenie się do życiówki, ale myślę, że przy większym skupieniu jakąś minutkę może bym urwał… ale nie urwałem i takie są fakty.

Na mecie zegar pokazał 40 minut i 33 sekundy, co pozwoliło zająć 7. miejsce OPEN w stawce niespełna 200 biegaczy. Tempo jak widać bardziej treningowe niż startowe. W tym sezonie przede mną jeszcze jedna okazja do powalczenia o dobry wynik na dychę – Bieg Barbórkowy w Rybniku na początku grudnia. Jest jeszcze parę tygodni, żeby popracować nad formę, ale przede wszystkim mam nadzieję, że stanę na starcie w Rybniku z lepszym nastawieniem psychicznym, bo po raz kolejny przekonuję się, że jest ono równie ważne, co dyspozycja fizyczna.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s