Biegnę prosto przed siebie, czyli zamiast podsumowania sezonu

Wchodzę na Fejsa, rozglądam się po pokojach i z każdego kąta atakują mnie podsumowania wszelkiej maści. Jedne matematyczne, inne bardziej poetyckie, a jeszcze inne posklejane z instagramowych fotek. Uśmiechnięte twarze sprzed kilku miesięcy cieszą się z nowych życiówek, medali i pucharów. I jakoś nie umiem zabrać się za to swoje podsumowanie. Grzebię w czeluściach dysku twardego i nie umiem odkopać swojej uśmiechniętej twarzy. A no tak, przecież żadnej życiówki nie było. Od razu refleksja, czy tylko po te cholerne życiówki się biega? Ale nie o tym dzisiaj chciałem pisać.

m_dsc_2991

Wczoraj na siłowni trzeba było się rozglądać za wolną szafką. Spinnery wszystkie zajęte i nawet moja ulubiona bieżnia też. Skandal! Dla mnie nowy rok nigdy nie był przełomowy, nie robiłem postanowień. Nie myślałem w kategoriach nowy rok – nowy ja. Tym razem jest podobnie, chociaż zmiany są. Stary ja, ale trener nowy. To już coś. Dlatego nie będę robił żadnego wielkiego podsumowanie. Na chwilę tylko obejrzę się za siebie i biegnę dalej prosto!

Z biegowej perspektywy cały sezon był dla mnie ciężki. Na treningach młóciłem, że aż miło. Zima fajnie przepracowana. Wytrzymałość, tempo, wszystko porobione. Jak śpiewa Mezo: „Powinno być dobrze właśnie, a k*%#! nie było.” Zaczęło się od pierwszego ważniejszego startu już w marcu. Mam wrażenie, że ta dycha we Wrocławiu nastawiła mnie na cały rok:

„Ponure myśli, nogi wiąże beton
Przegrywam wyścig długo przed metą
Umysł zniewolony przez uczucie
Chcę to przerwać, chcę stąd uciec.” (Mezo, Ściana)

Praktycznie każdy start wyglądał tak samo i jesień nie przyniosła żadnej odmiany. Czułem, że potrzebuję nowego impulsu. W pierwszej chwili wspólnie z trenerem, wtedy jeszcze Radkiem Kasprzakiem, postanowiliśmy, że w przyszłym roku atakujemy maraton. Sam przed sobą udawałem entuzjazm, ale to nie był cel, który napędzał by mnie na kolejne kilometry. Nie potrafiłem sobie wizualizować siebie na trasie, nie czułem tych emocji.

Rozmowy ze znajomymi, start w Biegu Barbórkowym, chwila refleksji i dmuchnąłem w iskierkę, która tliła się już od jakiegoś czasu. Ale nie po to, żeby ją zdmuchnąć, tylko rozniecić. Telefon. Rozmowa. Wiadomość. Nowy trener. Nowe cele. Dla mnie nowe bieganie.

W ten sposób nowy rok rozpoczynam z nowym trenerem, którym jest Kamil Kunert. Jesteśmy już po pierwszych treningach, mamy wyznaczone cele i drogę do nich. Będę walczył na moim ulubionym dystansie, czyli dyszce i pewnie uda się śmignąć też jakąś piątkę. Tak, wiem, to takie mało ekscytujące, takie mało spektakularne. Pewnie mało na kim takie cele robią wrażenie, ale ja widzę już siebie na trasie. Czuję te emocje i już sam trening sprawia mi ogromną satysfakcję. Ta myśl sprawia, że chce mi się wychodzić na kolejne treningi i chce mi się dać z siebie więcej. A maraton przecież nigdzie nie ucieka.

Przede mną dużo pracy, której nie mogę się doczekać. Przede mną biegi, na których będę cierpiał, będzie brakowało mi oddechu, a na zdjęciach z mety będę wykrzywiony jakby narysował mnie złośliwy karykaturzysta. To mnie teraz napędza. Jeszcze kilka tygodni temu każdy kilometr to była męczarnia, a dzisiaj czuję, że lecę. Biegnę prosto przed siebie.

PS

Jest i zdjęcie z uśmiechem. Mały sukces, ale jest! Ostatni start w 2018 roku.

48024960_2148544238529283_4690026045812768768_n

Reklamy

3 myśli na temat “Biegnę prosto przed siebie, czyli zamiast podsumowania sezonu

  1. Czytuję Cię czasami bo mamy bardzo podobne „osiągi”. I muszę się podzielić jedną refleksją.
    Trenujesz dużo ciężej ode mnie. – szybsze interwały, mocniejsze tempo, dłuższe wybiegania.
    A jednak na zawodach ja zrobiłem życiówki, a Ty nie.
    Po tegorocznym sezonie (skończył się w listopadzie) zrobiłem podsumowanie i szczeka mi opadła. Zrobiłem najmniej km biegowych od 3 lat . A poprawiłem PB na 5, 10 km i w maratonie o 6 min na 3:03.
    Popełniłem nawet taka małą prowokację na bieganie.pl żeby dowiedzieć się od mądrzejszych głów, jak to się stało?
    Może Cię to zainspiruje – https://bieganie.pl/?show=1&cat=15&id=9778
    Zastanów się, czy w Twoim wypadku mniej nie oznaczałoby lepiej 😀
    Życzę sukcesów i może do zobaczenia na trasach 😀

    1. Temat jest na pewno ciekawy, ale też nie taki prosty. Pytanie można odwrócić: nabiegałeś takie wyniki dzięki zmniejszeniu objętości czy pomimo to? Wiadomo, czasami wrzucenie na luz może przynieść pozytywne rezultaty. W końcu dlaczego życiówkę na dychę zrobiłem jakieś 10 dni po maratonie, w ciągu których prawie nic nie trenowałem?

      Ja w tej chwili nie czuję, żeby radykalne zmniejszenie kilometrażu mogło przynieść mi jakieś pozytywne skutki. Raczej jakaś zmiana w treningu i tutaj wchodzi nowy trener. Poza tym, nie nękają mnie żadne poważniejsze kontuzje, odpukać w cholewkę, który u Ciebie były chyba jednym z głównych czynników wpływających na decyzję o cięciu kilometrów.

      Reasumując, moim zdaniem taki manewr może być dobry, ale przy sprzyjających okolicznościach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s