Hoka One One Bondi 6

Problem z butami Hoka jest taki, że wiele osób ma wyrobione zdanie na ich temat jeszcze zanim usłyszą o nich coś więcej. Wystarczy rzut oka na te niezgrabne podeszwy, żeby się do nich uprzedzić. Ja się temu wcale nie dziwię! One naprawdę wyglądają przerażająco i rzeczywiście sam trochę bałem się w nich biegać. Obawiałem się, czy one w ogóle będą wygodne, czy da się w nich rozkręcić jakieś sensowne tempo, czy nie zamęczę w nich nóg, no i czy taki grubaśny kawał gumy pod stopami mnie nie rozleniwi… Łatwo dać się zwieść pozorom i wpuścić w maliny, bo Hoka to buty zupełnie inne niż można wywnioskować po ich wyglądzie i jeżeli tylko damy im szansę, to mogą nieźle nas zaskoczyć.

W moje ręce trafiły dwie pary Hoka, Clifton 5 oraz Bondi 6 i dzisiaj to właśnie ten drugi model weźmiemy pod lupę. Zaczynamy z grubej rury, bo Bondi to najlepiej amortyzowany but ze stajni Hoka, czyli mówiąc inaczej największy grubasek 😉 Rzeczywiście dostajemy kawałek solidnej słoniny pod stopy, bo 33 mm pod piętą i 29 mm pod palcami. Zauważcie, że pomimo grubej podeszwy drop został utrzymany na bardzo przyzwoitym poziomie zaledwie 4 milimetrów. Jest to bardzo fajna cecha, bo problem z obuwniczymi żelazkami nie leży w ich rozmiarach tylko właśnie w cechach takich jak duży spadek pięta-palce.

 

Jak łatwo się domyślić, przy takiej podeszwie Bondi nie należą do najlżejszych. Jeden but w standardowym rozmiarze waży ponad 300 gramów i to jest dużo. Chociaż biorąc pod uwagę grubość podeszwy, to waga i tak jest jeszcze przyzwoita. Najciekawsze jednak jest to, że buty zachowują dużą dynamikę i ich waga nie jest tak mocno odczuwalna.

Obawiałem się, że Hoka będą butami do ospałego człapania kilometrów, ale już pierwsze treningi pokazały, że jest zupełnie inaczej. Oczywiście głównym przeznaczeniem modelu Bondi ze względu na dużą amortyzację są długie rozbiegania, ale ich podeszwa zaskakuje dynamiką i, z braku lepszego słowa, wydajnością. Od podłoża oddzielają nas 3 cm gumy, ale energia włożona w każdy krok nie traci się w tej podeszwie. Pianka jest sztywna i zbita i rewelacyjnie oddaje energię. Nie poleciłbym modelu Bondi do robienia interwałów, ale na rozbieganiu aż chce się lekko podkręcić tempo i urwać kilka sekund. Dodatkowo podeszwa w Hokach jest delikatnie wyprofilowana w „łódkę”, co ułatwia przetaczanie stopy i sprawia, że wybicie jest bardziej dynamiczne. Można było mieć pewne obawy, że takie jej uformowanie negatywnie wpłynie na stabilność, ale stopa siedzi w bucie bardzo pewnie.

W tym miejscu łączy się parę kwestii – toporny wygląd butów, grubość podeszwy i stabilność.  Wizualnie Hoka wydają się o wiele grubsze niż są w rzeczywistości. Stopa nie leży w nich na podeszwie, ale jest dosłownie w niej zatopiona, dlatego to, co widzimy to nie jest w całości grubość gumy jaką dostajemy pod nogi. Efekt? Po wyjęciu z pudełka Hoka ciągle nie robi jakiegoś oszałamiającego wrażenia poza tym, że buty są o wiele lżejsze niż się tego oczekuje po takich klockach. Za to po założeniu i pierwszych krokach efekt WOW uderza z całą siłą.

 

Jest miękko, dzięki równomiernie rozłożonej amortyzacji nogi mogą odetchnąć, ale jednocześnie podeszwa jest dynamiczna i noga może fajnie podawać. Dzięki temu, że stopa jest lekko w tej podeszwie zanurzona, a nie tylko na niej oparta, to siedzi bardzo stabilnie. Sztywny zapiętek, czyli coś za czym biegacze nie przepadają, wydaje się tutaj być koniecznością, żeby jeszcze lepiej trzymać stopę na miejscu. Wnętrze cholewki jest jednak przyjemnie wykończone i nie odczuwałem żadnego dyskomfortu. W środkowej i przedniej części cholewka składa się głównie z dosyć przewiewnej siateczki – mamy zimę, ale myślę, że w lecie zapewni ona całkiem dobrą oddychalność. Język oraz sznurowanie są wygodne i pozwalają pewnie trzymać stopę.

 

Hoka Bondi 6 poleciłbym przede wszystkim cięższym biegaczom niż moje lekko pół śmieszne 67 kg oraz osobom, które po prostu lubią dużą amortyzację. Nie ukrywam, że dla mnie jest jest trochę za dużo, ale pomimo to biegam w nich z przyjemnością. Jest to świetna opcja na długie wybiegania oraz biegi regeneracyjne, kiedy chcemy dać mięśniom odetchnąć. Wczoraj miałem bardzo ciężki trening na podbiegach, który wycisnął moje mięśnie do ostatka z sił. Dlatego dzisiaj na 12 km rozbiegania bez wahania sięgnąłem właśnie po Bondi i lekko rozbiegałem ociężałe nogi. Bondi 6 to bardzo udany model, ale jednocześnie dosyć specyficzny, skierowany do konkretnego grona biegaczy.

Hoka Clifton 5 urzekł mnie za to w całej swojej rozciągłości. Zakochałem się w nich od początku do końca i… ale to już temat na kolejną recenzję, która już niebawem! Tymczasem zapraszam do rzucenia okiem na pierwsze wrażenia 😉

Reklamy

4 myśli na temat “Hoka One One Bondi 6

  1. Paweł, a nie przeszkadza Ci sztywność Hoki? Hoki tylko mierzyłem i nie spasowały mi właśnie przez sztywność… Dla mnie wystarczająco dużo amortyzacji pod śródstopiem mają Escalante przy zachowaniu elastycznosci , a gdybym chciał jej więcej to bralbym pod uwagę Toriny 😉

    1. To prawda, że podeszwa jest w Hoka bardzo sztywna i rzeczywiście na początku byłem trochę sceptyczny, ale w czasie biegu nie ma żadnych problemów. Jak ma być sprężyna, to pewna sztywność w podeszwie musi być. Tutaj co prawda jest bardzo sztywno, ale jako całość wszystko to jakoś dobrze ze sobą współgra.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s