18. Potworny Bieg Zimowy

Nie mogę powiedzieć, żeby mój trener jakoś specjalnie nalegał na ten start, ale mimo wszystko zależało mi, żeby pobiec. Po pierwsze, imprezy w Rybniku zawsze są fajne z towarzyskiego punktu widzenia. Po drugie, miałem ochotę trochę się pościgać i nie ma co ukrywać, że chciałem powalczyć w czołówce na krótszym dystansie, czyli 5 km. Co prawda, w tym roku nie zrobiłem jeszcze ani jednego treningu tempowego – od początku stycznia męczę siłę, czyli crossy, podbiegi itp. – więc ciężko było typować jakiś konkretny wynik, jednak fajnie się czasami przepalić i zobaczyć na czym się stoi.

FB_IMG_1549809927216

Moja podstawowa obawa dotyczyła jednak pogody i nawierzchni. Trasę Potwornego znam bardzo dobrze i wiem, że przy niesprzyjających okolicznościach pogodowych można się tam nieźle… przejechać. Był już głęboki śnieg, było lodowisko, więc po mojej przygodzie na Pszowskich Dołach miałem lekkiego stracha. Do tego trener studził mój zapał i rozkaz był taki, żeby ruszyć bardzo spokojnie, w okolicach 4:00/km.

Znając swoje skłonności do spalania się na początku dystansu nie zamierzałem się wyrywać. Ruszyłem rzeczywiście tylko lekko poniżej przykazanego tempa i chociaż już na początku wyprzedził mnie mały tłum, to nie szarpałem. Kamil, który wcześniej obadał trasę, dał mi znać, że część jest mocno oblodzona, więc tym bardziej psychologicznie miałem już pozamiatane.

FB_IMG_1549819434228
foto: Spartańskie Zapiski

Rzeczywiście, drugi kilometr i wbiegamy na lodowisko. Tempo siada mi do 4:30, a nawet wolniej, ale mam to gdzieś, bo perspektywa wywijania piruetów i kolejnego bliskiego spotkania z gruntem wydaje mi się mało pociągająco. I tak mnie wyprzedzali i wyprzedzali, a ja sobie drobiłem to z lewej, to z prawej, marząc tylko o tym, żeby dotrzeć do mety w jednym kawałku.

W końcu lód ustąpił i można było rozbujać kopytka. Odrobiłem ile się dało. Walkę o jakikolwiek miarodajny wynik czy miejsce w klasyfikacji odpuściłem już dawno, ale mogłem chociaż przepalić mięśnie na tych ostatnich paru kilometrach, chociaż i tak trzeba było uważać, bo co chwilę czaiły się lodowe kałuże gotowe, żeby podstawić nogę.

FB_IMG_1549819495836
foto: Spartańskie Zapiski

Ostatecznie dotarłem do mety w równe 20 minut, a jedyny plus tego biegu jest taki, że trener zaobserwował mnie z przyczajki, co natychmiast zaskutkowało wprowadzeniem nowych ćwiczeń do treningu i skupieniem się nad poprawą mojej techniki biegu. Tak więc, nie ma tego złego…

FB_IMG_1549921951092
foto: Time-Sport

2 myśli na temat “18. Potworny Bieg Zimowy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s