Po ciemnej stronie mocy

Za oknem już ciemno, wieje i pewnie za chwilę zacznie jeszcze do smaku padać. Nie chce się jak cholera, człowiek zmęczony po całym dniu zmagań, nogi jeszcze ciężkie po wczorajszych kilometrach, ale już za chwilę będę młócił tempo, że aż miło. Co mnie motywuje? Co sprawia, że nie zaległem jeszcze na kanapie z paczką chipsów i piwkiem? Nie wiem jak wy, ale ja dosyć często zadaję sobie to pytanie. Może biegam już po prostu z przyzwyczajenia? Nie, chyba nie jest aż tak źle…

Biegam bo lubię? To taki mały paradoks, bo z jednej strony nikt do biegania mnie (ani chyba was) nie zmusza, ale nie mogę powiedzieć, żebym lubił biegi ciągłe czy interwały, a o podbiegach to już nawet nie wspominam. Częściej zamiast z niecierpliwością wyczekiwać treningu, myślę o nim jak o kolejnym obowiązku, który muszę wykonać. Może kiedyś było lepiej? Biegałem kiedy chciałem, jak chciałem, ile chciałem i chyba zawsze z uśmiechem na twarzy. Może kiedyś faktycznie lubiłem to bieganie, ale co stało się po drodze?

Tak jak dla rycerza Jedi strach i gniew to prosta droga na ciemną stronę mocy, tak samo dla biegacza czas, wynik i życiówka sprawiają, że radość zmienia się w zaciekłość. Teraz już każdy kilometr jest przeliczony, a każde tempo wyznaczone z dokładnością co do jednej sekundy. Nie wychodzę już biegać, żeby pobyć sam na sam ze swoimi myślami, uciec na chwilę od przyziemnych spraw, uwolnić się od zmartwień w ruchu. Dzisiaj biegam, żeby pokonywać swoje własne bariery, biec dalej i szybciej, żeby dogonić kolejne życiówki. Błogie przemykanie przez łąki i lasy przeistoczyło się w zmagania na polu bitwy z samym sobą.

42424621_785858208251219_4888109215949783040_n

I nawet nie wiesz kiedy, a już stoisz po ciemnej stronie mocy i nie ma odwrotu, nie ma ratunku. Już nie możesz zapanować nad zerkaniem na zegarek, przeliczaniem i porównywaniem. Czujesz już tylko zazdrość na widok zdjęć znajomych z nowymi życiówkami. Dlaczego im się udaje, a ja pomimo całej tej pracy stoję w miejscu?! Teraz już te uczucia będą cię nakręcać: złość i zazdrość. Zazdrość, że inni biegają szybciej i złość na samego siebie, że robisz ciągle za mało. I tak zamyka się błędne koło, w którym będziesz dojeżdżał sam siebie aż padniesz z wycieńczenia.

Może jednak w tym zacietrzewieniu jest nadzieja, nowa nadzieja? Może na dystansie jest miejsce na radość i zaciekłość? Może to jest ta mityczna równowaga mocy… Czuję jakbym powoli się do niej zbliżał, bo w pogoni za coraz szybszym bieganiem udaje mi się odnajdywać coraz więcej spokoju, a wtedy prawdziwa moc się przebudzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s